Dlaczego stabilizacja matrycy NIE jest Ci potrzebna?

4

Tyle razy widziałem stwierdzenie, że „bez stabilizacji matrycy nie da się robić zdjęć”, że w końcu musiałem napisać ten tekst. Dla mnie jest to mit, który bardzo chętnie wykorzystują marketingowcy. Żebyśmy też nie zrozumieli się źle – stabilizacja matrycy czasem się przydaje, ale w większości przypadków jest przeceniana. Często widzę, jak początkujący fotografowie, pytając o aparat, słyszą, że koniecznie musi mieć stabilizację matrycy… A to bujda! Najgorsze jest to, że jednak w to wierzą, a później powielają, przez co kolejni wpadają w tę samą pułapkę. Dziś przyszedł czas, żeby rozprawić się z tym mitem. Zacznę od tego czym jest stabilizacja w aparacie, jak działa i kiedy jest, a kiedy nie jest potrzebna. Wbijam kij w mrowisko i stwierdzam, że przy większości zastosowań stabilizacja matrycy zwyczajnie jest zbędna.

Jak działa stabilizacja obrazu?

W najprostszym ujęciu stabilizacja obrazu to mechanizm, który ma jedno zadanie: uratować Twoje zdjęcia przed skutkami lekkiego drgania ręki albo niepewnego uchwytu. Przydaje się, zwłaszcza gdy fotografujesz z ręki, używasz teleobiektywu albo bawisz się długimi czasami naświetlania. Jest kilka różnych typów stabilizacji, jak optyczna, matrycy, hybrydowa, cyfrowa….

Nie będę się tu rozpisywać, czym się różnią. Ważne jest to, że stabilizacja matrycy nie działa tak jak stabilizacja optyczna i zaraz przejdę do konkretnych przykładów, a jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o różnicach między tymi typami stabilizacji, to pisałem o nich w tym tekście:

Czym się różni stabilizacja matrycy, od optycznej i czym jest stabilizacja hybrydowa i cyfrowa?

Kiedy stabilizacja obrazu faktycznie się przydaje?

Już po poprzednim akapicie sprawne oko wychwyciłoby jedno zdanie. To mówiące kiedy stabilizacja się przydaje, bo nie będę twierdził inaczej. Zdarza się, że jest potrzebna. Więc kiedy? Na przykład w nocy, kiedy akurat nie masz statywu, to systemy stabilizacji potrafią ratować skórę, pozwalając wydłużyć czas naświetlania.

Przy teleobiektywach też się potrafi przydać. Ogólna zasada mówi, że żeby otrzymać nieporuszone zdjęcie, to czas naświetlania powinien być równy 1/ogniskowa aparatu (alternatywna wersja mówi o 1/2*ogniskowa aparatu)*. Czyli przykładowo przy obiektywie 50 mm będzie to 1/50 (lub według drugiej wersji 1/100). Przy obiektywie np. 600 mm będzie to więc 1/640 (lub 1/1250). Stabilizacja pozwala wydłużyć te czasy nawet kilkukrotnie.

Jednak tu też jest drobny twist, o którym pisałem we wspomnianym wcześniej artykule. Przy długich obiektywach IBIS nie działa za dobrze, czasem nawet robi różnego rodzaju psoty. Zdecydowanie lepsze efekty uzyskuje stabilizacja optyczna, więc ten IBIS niekoniecznie jest potrzebny – chyba że do pracy stabilizacji hybrydowej.

*Oczywiście dużo zależeć będzie od użytkownika, jego siły, itd.

Wideo – 50/50, ani tak, ani nie

Wiem, że sporo osób wskazałoby tu też wideo… Ale to bardziej złożona kwestia. Przy amatorskim filmowaniu, np. Vlogów faktycznie stabilizacja może się przydawać. Jednak może też mocno przeszkadzać – poprzez np. Wobbling. Dlatego też nie ma w pełni profesjonalnych kamer ze stabilizacją, a wciąż używa się zewnętrznych stabilizatorów jak gimbale, rigi, itd. Dlatego nie wpisuje tego ani w momenty kiedy jest przydatna, ani kiedy nie jest, bo zbyt dużo tu niuansów.

Przy filmowaniu wciąż lepiej jest użyć zewnętrznego stabilizatora, jak np. gimbal. Stabilizacja matrycy może niestety negatywnie wpływać na obraz – np. poprzez wobbling, dlatego też profesjonalne kamery filmowe jak np. Arri, czy nawet RED nie mają stabilizacji matrycy

Dlaczego stabilizacja obrazu często jest zbędna?

No dobrze, a teraz pora na trochę brutalnej prawdy. Bo wymieniłem prawdopodobnie większość sytuacji, gdzie stabilizacja się faktycznie przydaje*. Długie czasy i teleobiektywy… Dlatego tym bardziej nie mogę wyjść z podziwu, jak ktoś pyta o fotografię portretową i zaznacza, że koniecznie aparat musi mieć stabilizację matrycy. Nie musi, bo w tym przypadku będzie ona praktycznie zbędna.

*Oczywiście pomijam tu jakieś totalnie ekstremalne przypadki, które faktycznie byłby ważne dla dwóch osób na świecie.

Nie pomaga przy ruchomych obiektach

Stabilizacja to tylko antidotum na Twoje własne drżenia – nie zamrozi ona ruchu! Bo robiąc zdjęcia ludziom, trzeba pamiętać o tym, że oni żyją – oddychają, ruszają się (a nawet i biegają). Fotografując ludzi, używamy więc krótszych czasów naświetlania, tak żeby byli ostrzy. Jeśli obiekt, dajmy na to dziecko, które biega podczas sesji rodzinnej, to i tak musisz użyć krótkiego czasu naświetlania, żeby był/było ostre. Nawet robiąc portret, nie użyjesz długiego czasu naświetlania, bo model by się po prostu rozmył…

Portret na długim czasie naświetlania może być pewną formą artystycznego wyrazu… jednak tutaj stabilizacja nie pomoże – bo to nie ona sprawia, że postać będzie ostra

Podobnie jest za dnia gdy światła jest pod dostatkiem. Używając więc krótkich czasów, nie zdążymy nawet poruszyć ręką, więc stabilizacja matrycy (za którą przecież dopłacaliśmy specjalnie grube monety) będzie się nudzić. Do tego typu zdjęć, IBIS jest zwyczajnie zbędny.

Przeszkadza na statywie

No ale przecież nie zawsze fotografujemy ludzi! No i to prawda, przy krajobrazie, czy też krajobrazie nocnym długie czasy mogłyby się przydać… Tylko że jeśli idziemy robić landszafty nocą, to i tak prawdopodobnie weźmiemy ze sobą statyw, który pozwoli na jeszcze dłuższe czasy naświetlania niż nawet najlepsza stabilizacja. No a przy fotografowaniu ze statywu lepiej jest wyłączać stabilizację, bo mogłaby próbować kompensować ruchy, których na statywie nie ma – co powodowałoby dziwne artefakty.

Pracując na statywie, często wyłącza się stabilizację, która nie pomaga – a może wręcz zaszkodzić

Waży i kosztuje

Ostatnio przy jednej dyskusji na internetowej grupce usłyszałem, że „no dobra, ale lepiej jest mieć niż nie mieć”. Uh… Jeśli kogoś stać, to oczywiście, czemu nie. Tylko no często lepiej wydać te pieniądze np. na lepsze obiektywy. Bo niestety, ale nic nie jest za darmo i aparaty ze stabilizacją matrycy są sporo droższe od tych bez.

No świetnym przykładem jest np. Canon R8 i Canon R6 Mark II. Mają praktycznie te same matryce, z czego ta w Canonie R6 II została wyposażona w stabilizację. Oczywiście jest kilka dodatkowych różnic… Jednak to prawie dwa razy droższy (sporo większy i cięższy) aparat od Canona R8 bez tej stabilizacji matrycy, a o tak samo genialnej jakości zdjęć.

Protipy – czyli jak zastąpić stabilizację matrycy za darmo

Często w przestrzeni, czy też na warsztatach, widzę, że trzymanie aparatu nie jest tak oczywistą rzeczą, jak by się mogło wydawać. To często wpływa na poruszenia i nieostre zdjęcia. Stabilizacja zaczyna się właśnie od Ciebie! Nawet mając aparat z IBIS warto poprawnie trzymać aparat i już na tym etapie minimalizować drgania. Co znaczy poprawnie? Przede wszystkim warto trzymać aparat obiema rękami, gdzie lewa jest pod obiektywem. Łokcie powinny być blisko, lub nawet oparte o ciało. Dobrze jest też kontrolować oddech i zdjęcia robić na wydechu.

Nie bój się też wyższego ISO. Jeśli nie możesz utrzymać długiego czasu, to zwiększ czułość. Moim zdaniem lepiej mieć zaszumione zdjęcie, niż nie mieć go wcale. Prawdą jest też to, że nowoczesne aparaty radzą sobie genialnie z wysokim ISO, więc nawet przy słabym oświetleniu możesz skrócić czas naświetlania i zapomnieć o drganiach. Dodatkowo takie zdjęcie później można odszumiać przy pomocy AI w postprodukcji, dodatkowo redukując (lub nawet eliminując) ewentualny szum.

Jeśli nie masz statywu, to znajdź coś, o co można oprzeć, lub gdzie można położyć aparat. Może to być np. murek, ławka, itd. Zadziała tak samo jak statyw. Niezależnie, czy fotografujesz „z murku”, czy ze statywu, to warto też pamiętać o użyciu pilota, lub np. Aplikacji w telefonie, do wyzwalania migawki. Dzięki temu zminimalizujesz drgania, które mogłyby powstać podczas wciskania spustu.

Stabilizacja – przydatna, ale nie niezastąpiona

Wielu początkujących fotografów traktuje stabilizację jak magiczne rozwiązanie na wszystko. Tymczasem podstawowe umiejętności i wiedza da lepsze rezultaty. Stabilizacja bowiem przydaje się, ale w bardzo określonych warunkach i często nie jest to stabilizacja matrycy. Bo trzeba też pamiętać o tym, że jest jej kilka rodzajów i nawet jeśli nie ma jej w aparacie, to ta w obiektywie może robić lepszą robotę – i podkreślę to jeszcze raz nie jest to żadne zastępstwo. Działają inaczej.

Możecie mi nie wierzyć, ale bez stabilizacji naprawdę da się żyć i robić zdjęcia!

Stabilizacja obrazu to fajna funkcja, ale nie jest niezastąpiona. Wiele sytuacji można ogarnąć bez niej, stosując dobre techniki i odpowiednie akcesoria. Więc zanim wydasz znacznie więcej pieniędzy, niż planowałeś, tylko po to, żeby mieć IBIS… spróbuj zaufać sobie, trzymaj poprawnie aparat, ćwicz różne techniki – może okaże się, że wcale jej nie potrzebujesz. Bo w fotografii serio da się bez niej żyć.

Podziel się.

O Autorze

Skupiam się głównie na reportażu i dokumencie. Doświadczenie zdobywałem pracując dla prasy, klubów, firm czy też klientów indywidualnych. Staram się dzielić swoją pasją poprzez pisanie o niej.

4 komentarze

  1. Świetny artykuł. Te informacje to nowość dla mnie, a focę już sporo lat. Wczoraj wyłączyłem stabilizację w Tamronie przy 450 mm, migawkę ustawiłem na 1/1250 i zdjęcia wyszły lepsze, niż przy włączonej stabilizacji i podobnej migawce!

  2. Kupiłem aparat ze stabilizacją (chociaż nie DLA stabilizacji). Użyłem jej ze dwa razy, zdjęcia były gorsze, więc wyłączyłem. Może kiedyś się przyda. Póki co, tak jak napisałeś, polegam na prawidłowym trzymaniu aparatu i podwyższeniu czułości. Skoro to dobrze działało przez ostatnie naście lat, to raczej nie przestanie.

  3. Fajnie napisane. Sam używam starszego aparatu bez stabilizacji, wolę zamiast tej stabilizacji zabrać ze sobą statyw. Pozdrawiam wszystkich fotoamatorów i doskonałych ujęć życzę.

Zostaw komentarz

izmir escort