Marcin Dobas: wyprawa na Spitsbergen z aparatami Olympus. Co spakować i jak fotografować w Arktyce?

1

Zapraszamy na gościnny wpis Marcina Dobasa – podróżnika, przewodnika i przede wszystkim znakomitego fotografa, który zabierze nas dziś w niecodzienne miejsce, bo aż na Spitsbergen. Czy pod biegunem jest coś ciekawego do sfotografowania? Dlaczego oprócz aparatu musimy zabrać… broń palną? Jak przygotować się na taką wyprawę i czy Olympus EM-1X oraz EM-1 II dały sobie radę w tak wymagających warunkach? Usiądź wygodnie w fotelu i zapnij pasy, zaczynamy przygodę!

Bestia w Arktyce

W tym roku celem moich wyjazdów kilkukrotnie był Spitsbergen – największa wyspa Archipelagu Svalbard. To największa norweska wyspa położona zaledwie 1000 km od Bieguna Północnego. Czteromiesięczna noc, polarny klimat, wałęsające się wszędzie białe niedźwiedzie, których ilość przekracza liczbę mieszkańców, odstrasza wielu. Zapewniam jednak, że Spitsbergen to miejsce, które trzeba i warto odwiedzić. W tym roku fotografowałem tam zarówno późną zimą, latem i jesienią. Odwiedziłem to miejsce samotnie fotografując na skuterze śnieżnym jak również z grupami prowadząc fotowyprawy – tu naszym środkiem transportu był wyprawowy jacht.

Aktualne promocje na sprzęt Olympus w Cyfrowe.pl >>

Bezpieczeństwo

Jadąc na Spitsbergen musimy wiedzieć i pamiętać o jednej sprawie. Niech nas nie zwiedzie łatwość, z jaką możemy tam dotrzeć. Duże możliwości połączeń lotniczych i stosunkowo niska cena biletów powoduje, że dostanie się w to miejsce jest niemal równie łatwe jak do Madrytu czy Paryża. Dlatego musimy pamiętać, że z wygodnego i ciepłego samolotu wysiadamy na polarnej wyspie. Z jej pięknem, dzikością i niebezpieczeństwami. Poza miastem zagraża nam pogoda, trudności terenowe, szczeliny w lodowcach, lawiny, brak ludzi którzy nam mogą pomóc, brak zasięgu telefonów komórkowych i dzikie zwierzęta. Poza miastem mamy również obowiązek posiadać ze sobą broń palną. Jeśli umiemy się nią posługiwać i otrzymaliśmy pozwolenie na broń możemy ją wypożyczyć wraz z amunicją w jednym ze sklepów turystycznych. Dlatego, chcąc przetrwać i cało wrócić oprócz sprzętu foto oraz sporej ilości rozsądku musimy zaopatrzyć się w niezbędny ekwipunek i środki bezpieczeństwa. To co zabrałem ze sobą na zimowy wyjazd i co uważam za niezbędne minimum omówię poniżej.

  • PLB – Radiopława osobista – pozwala w krytycznej sytuacji na wezwanie pomocy po naciśnięciu jednego guzika
  •  Telefon satelitarny – dzięki niemu możemy porozumieć się ze służbami ratunkowymi
  • Rakietnica – do odstraszania niedźwiedzi jeśli zbyt blisko do nas będą chciały podejść
  • Karabin – do samoobrony – jeśli rakietnica nie zadziała
  • Kompas i mapy
  • GPS – najlepiej z możliwością udostępniania naszej lokalizacji
  • Górski sprzęt zimowy – raki, czekan, łopata lawinowa, detektor lawinowy, sonda itp itd
  • kolce do lodu – pozwalające na autoratownictwo w przypadku zarwania się pod nami lodu

To oczywiście tylko kluczowe elementy ekwipunku zapewniające nam bezpieczeństwo, do tego dochodzą ubrania, sprzęt biwakowy i większość tego, co zabieramy ze sobą w góry.

Marcin Dobas “Fotowyprawy” spotkanie autorskie >>

Sprzęt fotograficzny

Jak zwykle przy takich wyjazdach decyduję się na zabranie dwóch korpusów. Przede wszystkim chcę mieć zdublowany sprzęt na wypadek awarii któregoś z aparatów. Zarówno latem jak i zimą zabrałem ze sobą Olympus OM-D EM-1X oraz Olympus OM-D EM-1 II. Ten pierwszy był moim podstawowym aparatem. Podobnie jak w przypadku większości dalszych wypraw, na które jeżdżę, gabaryty i odporność sprzętu ma dla mnie duże znaczenie. Jadąc w teren zawszę wolę mieć nadmiar niż niedobór sprzętu, a sytuację, w której pakując się na wyjazd, rezygnuję z zabrania jakiegoś obiektywu uważam za niedopuszczalną. Gabaryty systemu Mikro 4/3 to jeden z powodów, dla których lata temu zdecydowałem się na ten system. Nawet największy z bezlusterkowców Olympusa cały czas daje mi możliwość wykorzystania obiektywów o bardzo świetnych parametrach z których każdy jest niewielki i stabilizowany ze względu na stabilizację w korpusie.

Fotograf w podróży – wywiad z Marcinem Dobasem na łamach bloga Cyfrowe.pl >>

Oprócz korpusów oczywiście przyda się komplet obiektywów pozwalających na szerokie ujęcia krajobrazowe i zdjęcia dzikich zwierząt takich jak renifery svalbardzkie, foki, morsy, lisy polarne a może nawet i niedźwiedzie. Mimo iż niedźwiedź jest niezaprzeczalnym królem tej krainy to podczas samotnej wyprawy spotkanie z nim jest ostatnią rzeczą, o której powinniśmy marzyć.

Z obiektywów zabrałem:

W ramach testów na jeden z wyjazdów zabrałem również obiektyw Panasonic Leica z wypożyczalni www.cyfrowe.rent. Od pewnego czasu szukam rozwiązania z filtrami szarymi połówkowymi. Posiadam NISI zarówno w rozmiarze 100 mm jak i 150 mm jednak duże filtry na wyjeździe są mało poręczne. Stąd pomysł aby przetestować Panasonic Leica 8-18 mm. Ten obiektyw w odróżnieniu od Zuiko 7-14 posiada zewnętrzny gwint i współpracuje z filtrami 100 mm.

Do tego statyw , filtry szare i połówkowe NISI, Dysk WD My Passport Wireless PRO SSD do kopiowania zdjęć bezpośrednio z kart pamięci.

Zimą spakowany byłem w dwa plecaki. Jeden Lowepro Whistler ze sprzętem fotograficznym i drugi plecak turystyczny ze sprzętem awaryjnym pozwalającym mi poruszanie się zimą w terenie, przetrwanie przymusowego biwaku czy poruszanie po lodowcu. Do tego cały czas towarzyszył mi Mauser pamiętający czasy III Rzeszy załadowany amunicją na niedźwiedzie i rakietnica pozwalająca je odstraszyć z bezpiecznej odległości. Latem mogłem zrezygnować z turystycznego plecaka. Pozostał Lowepro Whistler, Rakietnica i Mauser.

Zobacz torby i pokrowce dedykowane do aparatów Olympus >>

Tematy

Ilość tematów fotograficznych jest na Spitsbergenie taka jak wszędzie. Nieskończenie duża. To, ile z nich wykorzystamy, zależy od wielu czynników. Szczęścia, naszej wyobraźni, wrażliwości, wiedzy, doświadczenia i umiejętności. Muszę podkreślić, że kolejność nie jest przypadkowa. Oczywiście, jak to w wysokiej Arktyce bywa, pogoda jest kluczowym elementem, a ta niestety zimą należy do kapryśnych.

Są jednak tematy albo takie, których nie znajdziemy nigdzie indziej albo takie, na które znacznie łatwiej trafić za kołem polarnym. Podczas tego wyjazdu skoncentrowałem się na fotografowaniu dzikiej przyrody.
O ile renifery są zwierzętami dość mało płochliwymi zupełnie inaczej przedstawiała się sprawa z lisami i pardwami. Do tych też da się podejść na niewielką odległość jednak znalezienie śnieżnobiałego zwierzęcia na śnieżnobiałym tle we mgle graniczy z cudem. Ta zima była dość ciężka dla reniferów ze względu na dużą ilość opadów deszczu który zamarzał na tundrze. Przez to doliny były pokryte lodową skorupą co utrudniało reniferom zdobywanie pożywienia. Pierwsze od czego zacząłem to próba znalezienia martwych reniferów w dolinach otaczających Longyearbyen. Gdy już te namierzyłem pozostało czekać aż przy padlinie pojawi się lis polarny.

Lato to zupełnie inne tematy. pojawiają się ptaki, łatwiej zobaczyć wieloryby, czy odwiedzić kolonię morsów. Na świat przychodzą skore do zabawy lisy polarne a wszystkie zwierzęta łatwiej wypatrzeć bo nie szukamy już białego futra na białym śniegu.

Po tym sezonie na pytanie jakie cechy mojego sprzętu fotograficznego uważam za jedne z ważniejszych – oprócz oczywistych takich jak jakość zdjęcia czy świetnie działający autofocus – bez wahania wymieniłbym fenomenalną stabilizację, tryb pro capture, szybkostrzelność, ładowanie z USB i uszczelnienia.

Wybierz aparat Olympus dla siebie >>

Fotografia podróżnicza w artykułach na blogu Cyfrowe.pl >>

Ładowanie przez USB PD

To stosunkowo nowa rzecz w aparatach OLYMPUS ale odkąd się pojawiła jest czymś, z czego nie chciałbym zrezygnować. Na ile jest to fajne rozwiązanie widać było właśnie zimą na Spitsbergenie. Moim głównym środkiem lokomocji wówczas był skuter śnieżny, którym pokonałem około 900 kilometrów. W zasadzie non stop byłem w terenie z dala od źródeł zasilania. W skuterze znajdowało się gniazdo zapalniczki i za pomocą ładowarki i kabla USB PD doładowywałem sprzęt foto gdy tylko była ku temu okazja. Aparat ładowałem bezpośrednio z gniazda zapalniczki korzystając z ładowarki pracującej w standardzie PD (Power Delivery) Korpus był podpięty kabelkiem do gniazda ładowarki w skuterze i zawsze gdy nie fotografowałem ładowałem w nim akumulatory. Dzięki takiemu rozwiązaniu cały czas miałem pod 100% naładowania baterii mimo iż temperatury spadały grubo poniżej zera a ja byłem oddalony od najbliższego miasteczka o kilkadziesiąt kilometrów. W moim przypadku ładowanie przez USB uważam za gigantyczne ułatwienie pracy i wielki komfort. Prawdę powiedziawszy nie miałem nawet potrzeby używania zapasowych akumulatorów. Latem z kolei poruszałem się jachtem, więc tu można było cały czas korzystać z ładowarki 230V ale gdy z jakiś przyczyn mieliśmy wyłączony agregat na pokładzie również można było doładować baterie z powerbanka. Jak dla mnie świetna rzecz i zastanawiam się czemu nie pojawiła się w Olympusach znacznie wcześniej.

Zaawansowany zestaw do fotografowania przyrody >>

Zestaw E-M1 mk II w zestawie do fotografowania ptaków >>

Uszczelnienia

Są rejony gdzie myśląc o cechach aparatu przeznaczonego do fotografowania pierwsze co się nasuwa to odporność i uszczelnienia. Magnezowy korpus, działające uszczelnienia i niezawodność to cechy, które bardzo sobie cenię w sprzęcie, którym pracuję. Na pewno jednym z takich miejsc jest Arktyka gdzie szykując sprzęt na wyjazd chcielibyśmy mieć niezawodny i działający zestaw ponieważ narażony jest on na silne mrozy, deszcze, zachlapanie słoną wodą czy upadki.

Jeśli chodzi o testowanie uszczelnień Olympusa myślę, że powinienem otrzymać jakąś nagrodę bo mam na koncie kilka aparatów mytych pod kranem, jeden całkowicie zanurzony w Atlantyku i częściowo zanurzony w Pacyfiku jak również korpus wymęczony po święcie Holi gdzie kolorowe proszki i kolorowa woda towarzyszyła aparatowi przez kilka dni.

Moje zdanie jest takie, że aparaty Olympus OM-D EM-1 II oraz OM-D EM-1X zdecydowanie są stworzone do fotografii w ciężkich warunkach. One po prostu mają działać i działają. Uszczelnienia, odporność na niskie temperatury, duży zapas prądu i co najważniejsze ergonomia czy takie udogodnienia jak możliwość ładowania z powerbanku lub gniazda zapalniczki sprawiają , że praca Xem była wygodna i należała zdecydowanie do przyjemności. Nie ma znaczenia czy trzeba było stawić czoła mocno ujemnym temperaturom zimą czy słonej morskiej wodzie przelewającej się przez Zodiaka podczas lądowania na brzegu. Przy żadnej z tych okazji jak dotąd sprzęt nie zawiódł a drugi zapasowy korpus nie był potrzebny. Jestem jednak zdania, że każdy pancerny aparat prędzej czy później może się popsuć. To powód dla, którego nie ruszam się z domu bez drugiego korpusu, chociaż uszczelnienia i pancerność oraz wiara w fakt, że to działa – daje nam jedną niezaprzeczalną rzecz – nastawienie psychiczne.

Nie boimy się wyciągać aparatu gdy warunki są podłe. Doskonale widzę to podczas zajęć z uczestnikami fotowypraw, gdzie ludzie często nie chcą wyciągać sprzętu w ulewie czy w pyle. Prawda jest taka, że skoro aparat traktujemy jako narzędzie nie powinniśmy się bać go używać bez względu na warunki.

Stabilizacja

Stabilizacja to coś z czego Olympus słynie od wielu lat. Obecnie firma poszła o krok do przodu odkąd stabilizacja z obiektywu “dogaduje się” ze stabilizacją z aparatu. Wychwalanie stabilizacji jest raczej zbędne bo każdy wie że dobrze jest robić ostre zdjęcia a stabilizowana matryca w tym pomaga jednak chciałbym zwrócić fakt na kilka rzeczy które nie są tak oczywiste.

Zdarzają się sytuacje gdzie światła mamy na tyle mało że aby zrobić ostrą fotografię musimy podnosić czułość. To oczywiste i to też powód dla którego pełnoklatkowe aparaty cieszą się sporym zainteresowaniem. Każdy poda argument, że taka matryca mniej szumi na wysokim ISO. To prawda tylko mając fenomenalnie działająca stabilizację niejednokrotnie się okazuje że nie mamy potrzeby ustawiać wysokiego ISO skoro możemy wykonać ostre zdjęcie na przykład na 1/8s z ręki to bezpośrednie porównywanie szumu na danych czułościach traci sens. Owszem w większej matrycy mogę uzyskać niższe szumy na wysokich czułościach ale w stabilizowanej matrycy nie mam potrzeby tak wysokich czułości wykorzystywać. Oczywiście też nie możemy zapominać, że są sytuacje, w których stabilizacja przy niedoborze światła nam nie pomoże.

Na Spitsbergenie stabilizacja przede wszystkim odgrywała znaczącą rolę podczas fotografowania na długich ogniskowych z niezbyt stabilnego miejsca. Czyli siedząc w pontonie i fotografując obiektywem o ekwiwalencie 600 czy 1200 mm dla małego obrazka doceniamy wydajność stabilizacji. Łatwiej nam ustabilizować kadr czy wręcz trafić w mały obiekt gdy fotografujemy z bujającego się pontonu.

Zdjęcia seryjne i Procapture

Szybkie seryjne zdjęcia do 60 klatek na sekundę czy mój ulubiony tryb Pro Capture pozwalający zapisać na karcie to co wydarzyło się jeszcze przed naciśnięciem spustu to kolejna z cech, które uważam za niezastąpione. Wykonanie zdjęć przed naciśnięciem spustu brzmi dziwnie ale tak jest. Gdy wciskam spust migawki do połowy a aparat zapisuje wszystko w buforze, gdy wcisnę do końca na karcie zapisywane są zdjęcia sprzed naciśnięcia spustu i po naciśnięciu spustu. To daje możliwość cofnięcia się o ułamek sekundy względem momentu naciśnięcia spustu i stosowania czegoś co normalnie by nam umknęło.

Ma to kolosalne znaczenie przy fotografowaniu ruchliwych zwierząt. Dzięki temu trudno jest przegapić ciekawy moment. Pamiętajcie jednak że fotografując ciągle z prędkością 60 klatek na sekundę po powrocie z wyjazdu będziecie mieli tyle zdjęć że przebranie materiału zanudzi was momentalnie i być może finalnie nigdy tych zdjęć nie wywołacie. Słowem warto sięgać po 60 klatek na sekundę ale wtedy kiedy to potrzebne i się broni. Osobiście często przy szybkiej akcji korzystam z Pro Capture, lub 60 fps. Cały czas jednak naciskając na spust myślę o miejscu na kartach pamięci i macierzach dyskowych.

Dobierając sprzęt fotograficzny dla siebie, warto się zastanowić co oprócz rzeczy najczęściej porównywanych w testach może mieć dla Was znaczenie. Bo o ile ilość megapixeli czy rozpiętość tonalną można ładnie pokazać na wykresach czy w tabelkach to skuteczność uszczelnienia lub wygodę pracy ze stabilizacją już trudniej. Pamiętaj, że nie ma idealnego aparatu fotograficznego. Aparat to narzędzie, które musimy dobrać do swoich potrzeb i innych rzeczy będzie oczekiwał fotograf zajmujący się architekturą a czego innego fotograf przyrody czy aktu.

Podziel się.

O Autorze

Aleksandra Polkowska

Fotograf, redaktor, socjolog. Zadeklarowany wzrokowiec. Uwielbia pisać i robić zdjęcia. Pisanie o fotografii to "kumulacja", która sprawia, że jest szczęśliwa. Fotografuje już od 10 lat, głównie śluby, portrety i reportaże. Redaktorskie doświadczenie zdobywała m.in. w Wirtualnej Polsce. Laureatka ogólnopolskich konkursów poetyckich i fotograficznych. W Cyfrowe.pl pełni rolę specjalisty ds. content marketingu. Odpowiada za całokształt bloga, redakcję i jej rozwój.

1 komentarz

  1. Avatar

    Szkoda ze nie ma dostępu do parametrów ekspozycji, ale zdjęcia są przepiękne, można je oglądać godzinami i się to nie znudzi. Uszczelnione zestawy to fajna rzecz ale droga i nie powiedziałbym że kompaktowa , dlatego pozostanę przy swoim zestawie olympus m10 mark ll i obiektywie 9-18, ciemnym, nie będącym demonem ostrosci ale za to równym w całym zakresie, teraz zbieram pieniążki na jakieś kompaktowe tele

Zostaw komentarz

izmir escort