Fotograf w podróży. Jakość lustrzanki bez lustra cz.I

3

Coś dla podróżujących fotografów i fotografujących podróżników. Marcin Dobas, fotograf National Geographic Polska, na przykładzie swoich własnych doświadczeń z fotografią i podróżowaniem rozprawia się ze stereotypem pełnoklatkowej lustrzanki i opowiada, dlaczego zdecydował się przesiąść na bezlusterkowce Olympusa. W drugiej części artykułu poznacie też jego ulubione tryby robienia zdjęć, jakich nie mają żadne inne aparaty poza serią OM-D, a które świetnie sprawdzą się na wyjeździe. Wakacje tuż tuż, więc zawczasu życzymy udanych kadrów i wojaży!

Pierwszym i najważniejszym mitem, jaki panoszy się wśród fotografów, jest brak zaufania do mniejszej matrycy. Często myśląc „dobry aparat”, myślimy „lustrzanka” i to najlepiej „lustrzanka pełnoklatkowa”. Można powiedzieć, że pełna klatka to taki Święty Graal fotografii. Wielu ludziom wydaje się, że skoro profesjonaliści robią zdjęcia takim sprzętem, to znaczy, że tylko nim można uzyskać dobrą jakość. Takie podejście nie do końca się sprawdza. Wszystko zależy od doboru sprzętu do rodzaju fotografii, jaką chcemy uprawiać oraz do naszej osobowości i stylu życia. Duży, czarny aparat to nie jedyny słuszny wybór, zwłaszcza dla osób, które lubią być mobilne i dużo podróżują. Wraz z mniejszymi rozmiarami i wagą wcale nie idzie zmniejszenie jakości obrazu, czego najlepszym dowodem są zdjęcia Marcina i długa lista jego nagród i publikacji.

via ferrata Ivano Dibona - bivacco - climbing in Dolomites

fot. Marcin Dobas www.dobas.art.pl / wspinaczka w Dolomitach

Tibetan Flags at Annapurna Base Camp 4200m (Himalaya, Nepal)

fot. Marcin Dobas www.dobas.art.pl / Szczyt Annapurna w Himalajach

Przesiadka z lustra na mikro 4/3

Momentem przełomowym dla Marcina, w którym przekonał się ostatecznie do olympusowych bezlusterkowców była podróż do Nepalu. Stwierdził tam, że chodzenie po górach na wysokości ponad 4 tysięcy m n.p.m z prowiantem, namiotem i innymi pakunkami na plecach to wystarczająco dużo jak na jednego człowieka i nie da rady wziąć ze sobą jeszcze kilkunastu kilogramów sprzętu foto. Nawet jeśli udałoby mu się wepchnąć dwa aparaty z obiektywami i statywem do jakiegoś plecaka, to nie byłoby możliwości nadać go na lotnisku jako bagaż podręczny. Byłby o wiele za ciężki. Jeśli oprócz aparatu zabiera się jeszcze dużo innych rzeczy, zaczyna się liczyć każdy gram. Im mniejsza waga plecaka, tym bardziej jesteśmy mobilni i zwiększa się szansa na to, że przywieziemy z podróży dobre zdjęcia.

1658464_675636355812415_1386080825_o

fot. Marcin Dobas. W plecaku mieszczą się aż 3 aparaty, 6 obiektywów i wiele innych akcesoriów. Całość waży kilka lub kilkanaście razy mniej niż analogiczny zestaw oparty na lustrzankach

fot. Marcin Dobas

Każdy z nas, gdy gdzieś wyjeżdża, ma w planach m. in. robienie zdjęć, choćby tych na pamiątkę. Stojąc przed wyborem sprzętu, który zabierzemy ze sobą z domu, często musimy iść na kompromis. Pakując się wyliczamy: tego obiektywu nie wezmę, bo jest za ciężki, ten zostawię w hotelu, bo pewnie się nie przyda itd. Wszystko przez wagę i rozmiary sprzętu.

„Zanim przesiadłem się z lustrzanek na bezlusterkowce, zanim się do nich przekonałem, jak kompletny idiota jeździłem z obydwoma systemami na wszystkie ważniejsze fotograficzne wyjazdy. Zamiast odchudzić swój bagaż, to jeszcze bardziej zrobiłem sobie pod górkę. Stawałem wtedy w jakimś miejscu, np. na półce skalnej w Dolomitach i robiłem zdjęcie najpierw bezlusterkowcem, potem lustrzanką, a po powrocie do domu porównywałem je ze sobą. W pewnym momencie podczas wyjazdów zdałem sobie sprawę, że częściej i chętniej sięgam jednak po bezlusterkowce. Moim zdaniem, jeśli wywołamy na dwóch odbitkach to samo zdjęcie zrobione lustrzanką i drugie zrobione systemem mikro 4/3, a potem spytamy się ludzi, jak im się wydaje, które zdjęcie zostało zrobione którym aparatem, to głosy będą się rozkładały maksymalnie przypadkowo. Na pytanie, które jest lepsze, rozkład będzie znowu prawie identyczny. Zarówno lustrzanki jak i bezlusterkowce spełniają wymogi profesjonalnych zastosowań takich jak przygotowanie wystawy czy publikacja w magazynie”.

Ograniczenia i możliwości bezlusterkowców

Główne zarzuty, jakie mają wobec bezlusterkowców posiadacze pełnych klatek to mała liczba pikseli, fizyczny rozmiar matrycy, który rzekomo uniemożliwia uzyskania małej głębi ostrości oraz niskie użyteczne iso. Niekoniecznie muszą to być ograniczenia, najważniejszy jest bowiem dobór narzędzi do własnych potrzeb.

„Jeśli jesteś reporterem i fotografujesz zamieszki w świetle płonącego radiowozu i księżyca, to potrzebujesz wysokich czułości. Taki Olympus OM-D EM-5 nie jest wtedy raczej narzędziem dla ciebie. Na rynku jest dużo innych produktów, które spełnią takie wymagania jak iso 12 600. Ja, gdy fotografuję w podróży, staram się nie wchodzić w wysokie czułości, bo im wyższe iso, tym mniejsza jakość fotografii. Trzymam się rozsądnych wartości. Natomiast co do małej głębi, to nie jest tak, że nie da się jej uzyskać. Jest to po prostu trudniejsze niż przy większej matrycy, ale da się to zrobić. Pamiętać należy, że działa to też w drugą stronę. Na pełnej klatce trudniej jest uzyskać dużą głębie ostrości, co ma znaczenie np w makrofotografii. Małą głębię w portrecie możemy uzyskać wybierając jasny obiektyw, np. Zuiko 75mm f/1.8 albo jakieś małe tele. Tło będzie rozmyte, może nie aż tak jak w pełnoklatkowej lustrzance, ale i tak efekt będzie satysfakcjonujący i nie będzie się jakoś drastycznie różnił. Osobiście robiąc krajobrazy ustawiam dosyć wysokie wartości przysłony i lubię mieć dużą głębię ostrości na zdjęciu, więc tutaj znów kwestia doboru sprzętu pod swoje potrzeby”.

MD140091

fot. Marcin Dobas www.dobas.art.pl

Sand dunes of Erg Chebbi in the Sahara Desert, Morocco.

fot. Marcin Dobas www.dobas.art.pl / Sahara, Maroko

Na wyobraźnię fotografów, którzy czują się bardzo przywiązani do stereotypu pełnej klatki, być może podziała fakt, że zdjęcia Marcina Dobasa robione bezlusterkowcami Olympusa były publikowane wewnątrz najlepszych magazynów na świecie m.in. w nowojorskim „National Geographic”. Czasopisma takie jak to, znane są ze stawiania bardzo wysokich wymagań co do jakości ilustracji i nawet zdjęcie z „małej” olympusowej matrycy daje sobie radę na ich rozkładówkach i okładkach. Również w konkursie World Press Photo na podium pod względem ilości zdobywanych nagród zaraz po użytkownikach Canona i Nikona znajdują się fotografie zrobione za pomocą właśnie tej serii bezlusterkowców.

Aparaty z serii OMD Olympusa łączą w sobie zalety i kompaktu, i lustrzanki, bo z jednej strony są małe, lekkie i wygodne w użyciu jak aparaty kompaktowe, a do tego mają wymienną optykę, oferują zdjęcia w formacie RAW i posiadają wszystkie manualne opcje do kontrolowania obrazu jak lustrzanki. Sytuację można oczywiście odwrócić. Mały rozmiar dla podróżników to zbawienie, dla fotografów ślubnych obciach w oczach klientów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

fot. Marcin Dobas www.dobas.art.pl

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

fot. Marcin Dobas www.dobas.art.pl

„Wielokrotnie gdy fotografowałem lustrzanką, wchodziłem na imprezy akredytowane bez akredytacji, bo wyglądałem profesjonalnie. Na niektórych biznesowych eventach klient musi widzieć za co zapłacił. Natomiast jeśli jadę w miejsce, gdzie jest większa przestępczość niż u nas i sprzęt jest bardziej narażony na kradzież, wolę mieć ze sobą aparat, który jest mały i wygląda jak stara, nic nie warta lustrzanka. Również w sytuacjach, kiedy działam dyskretnie, wolałbym mieć ze sobą coś niepozornego, mniej inwazyjnego, żeby nie zwracać na siebie uwagi. Każdy powinien dobrać sprzęt pod siebie i swoją profesję”.

Marcin Dobas fotoMarcin Dobasfotograf, przewodnik, ratownik górski i bloger. Pasjonat dalekich podróży i nurkowania. Często fotografuje w  trudnych warunkach: na lodowcach, w tropikach, wewnątrz jaskiń, na pustyniach, a nawet pod wodą i w powietrzu. Dwukrotny zdobywca tytułu „European wildlife photographer of the year”. W latach 2010 i 2011 nagradzany w konkursie Grand Press Photo (kategoria przyroda).

Artykuł powstał na podstawie wykładu wygłoszonego podczas targów Film Video Foto w Łodzi 27.03.2015.

Podziel się.

O Autorze

Fotograf, redaktor, socjolog. Zadeklarowany wzrokowiec. Uwielbia pisać i robić zdjęcia. Pisanie o fotografii to "kumulacja", która sprawia, że jest szczęśliwa. Fotografuje już od 10 lat, głównie śluby, portrety i reportaże. Redaktorskie doświadczenie zdobywała m.in. w Wirtualnej Polsce. Laureatka ogólnopolskich konkursów poetyckich i fotograficznych. W Cyfrowe.pl pełni rolę specjalisty ds. content marketingu. Odpowiada za całokształt bloga, redakcję i jej rozwój.

3 komentarze

  1. Steoretypem jest… poglad jakoby te tanie aparaty dorownywaly tym drogim a tylko ludzie ich jeszcze nie odkryli. Cudow niestety nie ma na tym swiecie. Tani aparar ZAWSZE robi gorsze zdjecia i zadne umiejetnosci tutaj nie pomoga.

  2. Moim zdaniem artykuł o mydle i powidle. Bajdurzenie typu: „Wielokrotnie gdy fotografowałem lustrzanką, wchodziłem na imprezy akredytowane bez akredytacji, bo wyglądałem profesjonalnie. „. Bajeczki dla małych dzieci…

  3. Bardzo dobry artykul. , ale. wedlug mojego doswiadczenia. Lustrzanki maja. dalszy zasieg ,lepszy wzrok i bez przyblizenia. widac. detale. na choryzoncie. , i powyzej. horyzontu. czego. niemozna zobaczyc. aparatem bez lustra , nawet. b drogiego. podam przyklad. byla. wspaniala. kotlina. powyrzej. gory gdy. uzylam. aparatu b lustra. na zdieciu bylo widac. albo. kotline albo. wyzyne niemoglem. zrobic zdiecia. tych obu zeczy na raz. gdy zrobilem. przyblizenie. widac bylo. wyzyne. a gdy. oddalilem. to. widac bylo wyranie tylko kotline.

Zostaw komentarz

izmir escort