Jak obiektywy hybrydowe sprawdzą się w pracy fotografa? Canon z serii L VCM

0

Po premierze obiektywów Canona z silnikami VCM powstał jakiś dziwny mit, że są to obiektywy stricte przeznaczone do filmowania… Nie do końca rozumiem, skąd to się wzięło, ale taki komentarz widziałem kilka razy i postanowiłem to sprawdzić. Canon twierdził, że są to obiektywy hybrydowe, zatem powinny sprawdzić się zarówno przy filmowaniu, jak i fotografowaniu. Kto ma rację? No to sprawdźmy!

Czy to szkła do filmowania? Tak! (…ale nie tylko)

Zacznijmy od końca. Tak, kręciłem nimi wideo i wyszło świetnie! Praca tymi obiektywami była po prostu przyjemna – autofokus działał jak marzenie, a pierścień przysłony bardzo ułatwiał pracę (do niego jeszcze wrócę).

Cała ta seria obiektywów ma tę samą średnicę – więc inwestując np. w filtr ND, czy CPL, lepiej jest wybrać coś lepszego i używać go na kilku obiektywach

To, że wszystkie mają niemal identyczne gabaryty, to genialna sprawa, jeśli pracuje się na gimbalu. Zmiana obiektywu nie wymaga ponownego wyważania zestawu. Ogromną zaletą jest też fakt, że wszystkie mają jeden rozmiar filtrów – 67 mm – dzięki czemu nie trzeba kupować osobnych filtrów do każdego z nich, ani używać niewygodnych adapterów. Wystarczy jeden dobry filtr, który można używać naprzemiennie.

Na każdym z nich znajdziemy również dwa przełączniki (od AF i wspomnianego pierścienia), oraz programowalny przycisk

Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że to są profesjonalne obiektywy, które spełnią oczekiwania nawet bardzo wymagających filmowców korzystających z aparatów (mimo braku stabilizacji, do czego jeszcze wrócę). Ale jest tu jedno duże „ale”!

Czy to szkła do fotografii? Zdecydowanie tak!

Bo właśnie – to są pełnokrwiste stałki, które sprawdzą się również u fotografów! Muszę tu zrobić drobną dygresję: testując te obiektywy, przeszła mi przez głowę myśl, że moja praca przestaje mieć sens… Producenci sprzętu po prostu robią wszystko, żeby testerzy wyginęli. Dlaczego? Bo ciężko się do czegokolwiek przyczepić – a przecież na tym to też polega! Na szczęście coś tam się znalazło. Ale najpierw – co właściwie testowałem?

Canon RF 20 mm f/1.4L VCM

Ten obiektyw to coś więcej niż „świetny do vlogów z ręki”. Mamy tu 519 gramów szerokości, która rozciąga się niemal po horyzont, a wszystko to z jasnością f/1.4. Nie do końca rozumiałem, po co komu takie szkło. Przyznaję – nie jestem fanem tej ogniskowej i na początku kompletnie jej nie czułem… Ale po kilku tygodniach zacząłem rozumieć fanów 20 mm. Ma ona swoją specyficzną charakterystykę i sam widziałbym ją na eventach czy koncertach. Ale też świetnie nada się do nocnych krajobrazów, astrofotografii i szerokich reportaży.

Jeśli chodzi o „obrazek” – cóż, jest bardzo ostry już od pełnej dziury od centrum do rogów. Może nawet jest aż za ostry!? Aberracje? Minimalne. Dystorsja? Jest, ale cyfrowe korekcje bardzo ładnie ją niwelują. Mógłbym się przyczepić, to winietowanie w rogach kadru – ale ono również nie stanowi problemu, jeśli korzystamy z korekcji cyfrowych czy usuwamy je w postprodukcji. Nie podoba mi się też skłonność do mało estetycznej flary.

Nie jestem fanem takiej flary. Canon 20 mm f/1.4L VCM

Canon RF 24 mm f/1.4L VCM

Niby tylko 4 mm różnicy, ale w praktyce czujesz się, jakbyś przeskoczył do zupełnie innego świata! Miałem kiedyś Canona EF 24 mm f/1.4L II i bardzo go lubiłem, ale tu nie ma nawet czego porównywać. To zupełnie inna liga. Najbardziej cieszy mnie brak aberracji, które były mocno widoczne u poprzednika z mocowaniem EF – a których naprawdę nie znoszę…

Autofokus? Błyskawiczny. Obrazek? Soczysty jak pierwszy kęs burgera po całym dniu zdjęć. Do filmowania? Oczywiście. Ze zdjęciami – równie dobrze. I muszę pochwalić zarówno Canon RF 20 mm f/1.4L, jak i Canon RF 24 mm f/1.4L za to, że pionowe linie faktycznie są… pionowe.

Canon RF 35 mm f/1.4L VCM

Będę trochę kontrowersyjny, ale 35 mm jest dla mnie nieco nudne. Kiedyś uwielbiałem tę ogniskową – robiłem nią praktycznie wszystko: street, portrety, śluby, koncerty, protesty i inne prasowe tematy… Nie dziwię się, że „szeroki standard” wciąż jest tak popularny wśród fotografów i filmowców… osobiście marzy mi się 28 mm f/1.4L VCM od Canona, jednak obawiam się, że pozostanie on w strefie marzeń.

Myślę, że z całej serii to właśnie ten obiektyw pewnie będzie sprzedawał się najlepiej. Ostrość taka, że możesz policzyć włoski na policzku, i to przy f/1.4. Autofokus szybki i bezgłośny, bokeh gładziutki, a obrazek trzyma klasę nawet w trudnych warunkach. Jeśli ktoś go kupi – nie pożałuje! Niestety musiałem go szybko oddać, ale koniecznie zobaczcie materiał Róży, która wzięła go w hybrydową podróż po Islandii, a jeśli chcecie przekonać się na własnej skórze, co potrafi to szkiełko, to możecie je wypożyczyć w Cyfrowe.rent!

Zobacz podróż Róży na Islandię z Canonem RF 35 1.4L

Canon RF 35 mm f/1.4L i R6 II na islandzkim szlaku – święty graal hybrid shooterów?

Canon RF 50 mm f/1.4L VCM

Od około dwóch lat używam Canona RF 50 mm f/1.2L i jestem z niego bardzo zadowolony. Dlatego do nowego Canona RF 50 mm f/1.4L VCM podszedłem trochę jak do rosołu na weselu – raczej nie spodziewałem się czegoś, co mnie rzuci na kolana, ale liczyłem na solidną klasykę. Jak bardzo się pomyliłem! Po testach naprawdę zacząłem się zastanawiać, czy nie zamienić mojego 1.2L na 1.4L… Jest pysznie! Znaczy świetnie!

Co mnie tak przekonuje? Lekkość, wyważenie i to, jak sprawdza się przy filmowaniu! Nagrywając rolki często używam ogniskowej 50 mm – a „oddychanie” w Canonie RF 1.2L jest dość zauważalne. W Canonie RF 50 mm f/1.4L praktycznie go nie ma. Przy zdjęciach też nie odstaje znacząco od większego brata, a za to bije go gabarytami. Muszę przyznać – zawrócił mi w głowie!

Zobacz film Róży z Openera

Obiektywy dla filmowców, którzy fotografują – czy fotografów, którzy filmują?

Why not both? Te obiektywy zostały stworzone dla hybridshooterów i zarówno filmowcy, jak i fotografowie wycisną z nich maksimum. Naprawdę muszę pochwalić Canona za to, że wrzucił tu jakość L-ek, nowy i bardzo dobry silnik AF oraz solidną budowę gotową na każde zlecenie. Sam używałem ich zarówno do zdjęć, jak i kręcenia filmów i rolek – i była to po prostu przyjemność. No trudne jest życie recenzenta, gdy dostaje do testów dobry produkt…

Gdzie wady?

Obiecałem wady, więc nie uciekam od tematu! Choć testowanie tych obiektywów było czystą przyjemnością, nie znaczy to, że wszystko jest idealne. Czasem trzeba się nieco pogimnastykować, żeby znaleźć coś do wytknięcia – ale coś się znalazło. No to jedziemy!

Cyfrowe korekcje – wada czy sprytne rozwiązanie?

Na pierwszy ogień idą cyfrowe korekcje wad optycznych. Wspomniałem już o winietowaniu przy szerszych ogniskowych, ale to, co dla niektórych jest powodem do narzekań, dla mnie jest wręcz zaletą. Tak się dziś projektuje obiektywy – z myślą o tym, że część pracy przejmie elektronika. Dzięki temu są mniejsze, lżejsze i tańsze. Czy to naprawdę wada? Moim zdaniem nie – to po prostu rozsądne wykorzystanie możliwości współczesnego sprzętu.

Brak stabilizacji i magiczna moc RF-a

Można by się przyczepić do braku stabilizacji. No i tu może być problem – choć też nie do końca. Te obiektywy mają bowiem dość magiczną cechę: jeśli podepniesz je do aparatu ze stabilizacją matrycy, ta zwiększa swoją skuteczność z 5 EV do nawet 8,5 EV! To ogromna różnica, pozwalająca kręcić z ręki bez dodatkowego stabilizatora. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy aparat stabilizacji nie ma – wtedy przyda się gimbal lub inny system.

Stukanie w środku!

Aha, jeszcze jedno: coś tam w środku stuka. Serio, słychać delikatne „klik” przy poruszaniu obiektywem – i nie, to nie wada. To po prostu silnik VCM, który ma swoją specyficzną budowę i pracuje inaczej niż klasyczne napędy AF. Taki jego urok. Ma stukać, bo tak działa – wszystko jest w porządku! Więc to w sumie kolejna „nie-wada”.

Pierścień tylko dla wybranych!

Niektórzy mogą też narzekać, że pierścień przysłony działa w trybie filmowym, a w fotograficznym… tylko na Canonie R5 II i R1. Dlaczego? Nie wiem. Dla mnie to nie problem – nie potrzebuję bezklikowego pierścienia przy zdjęciach, wręcz przeciwnie!

Ten pierścień przy filmowaniu jest bardzo przydatny. Przy fotografii bardziej mi przeszkadzał – na szczęście można go zablokować i nie używać

Wystarcza to, co mam na korpusie plus ewentualnie pierścień funkcyjny. Przy filmowaniu to co innego – płynna zmiana przysłony potrafi dać świetny efekt. Ogólnie – wiem, że to może być jakiś problem, ale może zostanie rozwiązany aktualizacją.

Jakbym włożył okulary po raz pierwszy w życiu

I jeszcze jedno – te obiektywy są… zbyt ostre! Podobno to niemożliwe, ale jednak! Oddanie detalu, kontrast, mikrokontrast – wszystko jest na takim poziomie, że czuję się, jakbym pierwszy raz założył okulary. Jeśli nie jesteś fanem super ostrości, to warto rozważyć filtr typu mist. I… to tyle, więcej wad nie znalazłem, choć się starałem.

Kropka nad „L” – czyli podsumowanie

Na zakończenie tej ostrej (dosłownie i w przenośni) przygody z nowymi stałkami Canona powiem tak: jeśli Canon chciał stworzyć obiektywy dla ludzi, którzy nie potrafią się zdecydować, czy bardziej kochają klatki na sekundę, czy klatki na ścianie – to dokładnie im się to udało. Dodatkowo mamy tu coś pomiędzy topowymi L-klami 1.2, a budżetowymi szkłami ze srebrnym paskiem – ale ten temat chętnie rozwinę w innym wpisie.

Czy są idealne? Prawie! Bo przecież nikt nie jest idealny… poza może tą pięćdziesiątką, która zaczęła mi szeptać do ucha, że może jednak nie potrzebuję tej 1.2. I to chyba największe osiągnięcie tego zestawu – że człowiek, który widział już niejedno szkło w życiu, zaczyna zadawać sobie egzystencjalne pytania o sens przysłony.

Czerwony pierścień nie jest tu przypadkiem

Nie dajcie się zwieść komentarzom, że to tylko pod film. To obiektywy, które nie pytają, czy chcesz zdjęcia czy wideo – tylko: „Gdzie mam ostrzyć?” I robią to błyskawicznie, bezgłośnie i z klasą. Dla hybridshooterów – jak znalazł. Dla purystów – do przekonania. A dla recenzenta? Cóż… Czuję, że będzie coraz trudniej!

Podziel się.

O Autorze

Skupiam się głównie na reportażu i dokumencie. Doświadczenie zdobywałem pracując dla prasy, klubów, firm czy też klientów indywidualnych. Staram się dzielić swoją pasją poprzez pisanie o niej.

Zostaw komentarz

izmir escort