W świecie fotografii są tematy, które potrafią wywołać większą burzę niż pytanie o ananasa na pizzy, czy dodanie truskawek do makaronu! Jednym z takich punktów zapalnych jest… sposób ogniskowania obiektywu. Wewnętrzne czy zewnętrzne? Które lepsze, które gorsze, które bardziej „pro”? A które wygodniejsze? I czy to w ogóle ma znaczenie? Otóż… Moim zdaniem ma, ale nie zawsze takie, jak się powszechnie uważa.
Za przykład posłużą mi tu dwa obiektywy od Canona o tej samej ogniskowej i świetle – czyli Canon RF 70-200 2.8L, oraz Canon RF 70-200 2.8L Z. Różnią się one bowiem właśnie typem ogniskowania – dlatego dziś będą wręcz idealne!
Dwa światy ogniskowania
Zacznijmy od podstaw. W świecie obiektywów mamy dwa główne sposoby ogniskowania: wewnętrzne (internal zoom) i zewnętrzne (external zoom).
Wewnętrzne ogniskowanie oznacza, że podczas ustawiania ostrości wszystkie ruchy soczewek odbywają się w środku obiektywu. Długość tubusu się nie zmienia, a konstrukcja pozostaje „zamknięta” – bez wysuwających się elementów. Rozwiązanie przez wielu uznawane za jedynie słuszne.
Z kolei zewnętrzne ogniskowanie to rozwiązanie, w którym pewna część tubusu obiektywu podczas wysuwa się na zewnątrz podczas zmiany ogniskowej. Obiektyw fizycznie się wydłuża lub skraca. Dla niektórych to już herezja! Jednak dla mnie to fantastyczne rozwiązanie i już tłumaczę, dlaczego je tak cenię!
Plusy wewnętrznego ogniskowania – są i nie zaprzeczam
Zacznijmy jednak nieco przewrotnie, bo od plusów wewnętrznego ogniskowania. Nie będę zgrywał sceptyka. Rozumiem, że wewnętrzne ogniskowanie ma swoje zalety – i to całkiem konkretne!
Na przykład dzięki temu, że obiektyw nie zmienia swoich wymiarów, a to ma często znaczenie dla osób, które np. filmują z gimbala – długość obiektywu nie zmienia się, więc środek ciężkości pozostaje stabilny. Przy ekstremalnym fotografowaniu – np. wyścigu kolarskiego z motocykla, to, że obiektyw nie zmienia swoich wymiarów, również może być postrzegane za ogromną zaletę.

Wewnętrzne ogniskowanie ma swoje zalety – to, że obiektyw się nie wysuwa i nie przesuwa środka ciężkości jest bardzo pomocne dla osób zajmujących się filmowaniem
W przypadku Canonów pojawia się też jeszcze jeden aspekt, czyli możliwość zamontowania telekonwertera, który też może dla niektórych być kuszącą opcją, by zwiększyć zasięg swojego obiektywu. W przypadku „wysuwanego” 70-200 nie ma opcji jego podpięcia. Muszę przyznać, że dla mnie nie jest to żadne problem, bo nie jestem fanem takiego rozwiązania — niestety, ale telekonwerter to praktycznie zawsze straty jakości.

W przypadku tych dwóch konkretnych konstrukcji – przewagą obiektywu z wewnętrznym ogniskowaniem jest możliwość podłączenia telekonwertera
W wyobrażeniu wielu osób wewnętrzne ogniskowanie zapewnia większą wytrzymałość, lepsza szczelność i odporność na warunki atmosferyczne – przynajmniej w teorii, bo niestety praktyka nie zawsze to potwierdza. Jednak komfort psychiczny, też jest przecież ważny i nie można go pominąć!
…ale zewnętrzne ogniskowanie to nie koniec świata!
…nie demonizujmy od razu zewnętrznego ogniskowania. Ba – jak wspomniałem, jestem jego fanem. Dlaczego? Bo to właśnie ono pozwala tworzyć konstrukcje realnie mniejsze i lżejsze. A to już nie jest niuans dla nerdów, tylko konkretna różnica w mojej codziennej pracy.
Weźmy choćby słynny (i często hejtowany) Canon RF 70-200 mm f/2.8L IS USM. Obiektyw, który złamał wszystkie schematy: krótki, kompaktowy, idealnie pasujący do bezlusterkowców, ale… z wysuwanym tubusem. I od razu posypały się gromy: że to nieprofesjonalne, że się zabrudzi, że coś się zużyje! A to właśnie ten obiektyw sprawił, że przeszedłem na system Canon RF i nie żałuję tej decyzji ani przez sekundę!

Canon RF 70-200 2.8 z zewnętrznym ogniskowaniem ma specjalne miejsce w moim serduszku – to właśnie przez jego małe rozmiary zmieniłem system na RF!
Wcześniej miałem starszego Canona EF 70-200 2.8L Mk2 i po zmianie moje plecy są szczęśliwsze. Jego wielkość przy transporcie to jest po prostu cudo! Mogę używać mniejszej sakwy, czy zabrać dodatkowy obiektyw w plecaku! Działa też lepiej niż stary EF… Jest szybki, celny, bardzo ostry! A czy faktycznie się brudzi i szybko zużywa? Nie! Wiesz, inżynierowie Canona wiedzieli, co robią i ten obiektyw jest w uszczelniony i odporny na warunki atmosferyczne. Przez już… Prawie 4 lata nie mam ani grama brudu w środku, a w moim EF-ie miałem!
Hipokryzja? Trochę tak!
Co ciekawe, obiektywom typu 70-200 z zewnętrznym ogniskowaniem dostaje się najmocniej. Mówi się, że skoro to „profesjonalne szkło”, to powinno być monolityczne, pancerne zbudowane, nieruchome i w ogóle nie powinno zdradzać żadnych oznak pracy mechanicznej.
Tylko że… nikt nigdy nie narzekał np. na zewnętrzne ogniskowanie w Canonie 24-70 mm f/2.8L, ani w jego odpowiednikach u innych producentów. Tam tubus też się wysuwa. Zawsze się wysuwał. I jakoś to nikomu nie przeszkadzało. Obiektyw był i jest traktowany jak najwyższa półka. Dlaczego więc 70-200 dostaje rykoszetem tylko dlatego, że zmienił się rozmiar? To samo zresztą dotyczy Tamrona 70-180, który również się troszkę wysuwa i wiele osób skreśla go tylko dlatego…

To trochę zabawne, że obiektywy 24-70 2.8 się wysuwają i nikt na to nie zwraca uwagi, ale kiedy wysuwa się 70-200 to staje się to problemem…
Nie umiem trochę tego zrozumieć… Czy to kwestia przyzwyczajenia? Czy właśnie jakiejś nostalgii, gdzie 70-200 musi wyglądać jak biała rura kanalizacyjna i koniec-kropka? Tymczasem Canon miał odwagę to zmienić – i chwała mu za to!
Zewnętrzne = (często) taniej i (często) lepiej
Ktoś jednak zaraz napisze komentarz, że przecież użytkowcy mieli rację i Canon się złamał, wypuszczając Canona RF 70-200L 2.8 Z. Jednak… Nie jest to do końca prawda. Oczywiście faktem jest, że Canon taki obiektyw wypuścił i ma on faktycznie wewnętrzne ogniskowanie – jednak chodziło tu o stworzenie hybrydowego setu dla filmowców właśnie. Bo Canon RF 70-200 2.8L Z tworzy idealny wręcz tandem z Canonem RF 24-105 2.8L Z – ich wymiary, a nawet rozmiary filtrów, są takie same!
No i jeśli ktoś potrzebuje wewnętrznego ogniskowania – przynajmniej u Canona ma wybór. Jednak 70-200 w wersji Z jest zauważalnie droższy i osobiście uważam, że nie ma sensu przepłacać tylko po to, żeby obiektyw miał wewnętrzne ogniskowanie. Jeśli cena idzie w górę wyłącznie z tego powodu, to moim zdaniem nie jest to uzasadniony wydatek. Zwłaszcza jeśli efektem ubocznym są większe gabaryty i masa.
W codziennej pracy, szczególnie reporterskiej, gdzie liczy się mobilność i szybkość działania, mniejszy i lżejszy obiektyw w mojej wygrywa. A jeśli przy okazji ostrzy szybko, jest uszczelniony i nie sprawia problemów – to ja się pytam: co z tego, że się wysuwa?
Podsumowując: nie dajcie się zwariować
Temat ogniskowania to trochę jak dyskusja o tym, czy samochód z automatyczną skrzynią biegów to jeszcze „prawdziwa jazda”. Technicznie – oba rozwiązania działają. Wybór powinien zależeć od stylu pracy, priorytetów i… zdrowego rozsądku. Sam wypożyczyłem z Cyfrowe.rent nowego Canona RF 70-200 2.8L Z żeby sprawdzić, czy bym zmienił swojego ukochanego-wysuwanego Canona RF 70-200 2.8L. Nie zmieniłbym! Mniejszy rozmiar jest dla mnie wspaniałym rozwiązaniem!
Zewnętrzne ogniskowanie to nie kompromis, ani gorsze rozwiązanie. To alternatywa i w wielu przypadkach – bardziej praktyczna. Jeśli zyskiem jest mniejszy rozmiar, niższa masa i niższa cena, a kompromisem tylko to, że coś się wysuwa przy ostrzeniu – to dla mnie wybór jest prosty!
Czasy się zmieniły i dziś obiektyw z zewnętrznym ogniskowaniem może być szczelniejszy niż te z wewnętrznym ogniskowanie. Testujcie, porównujcie i wybierajcie to, co realnie sprawdza się w Waszej pracy! Nie wierzcie ślepo w „profesjonalne standardy”, bo to często wymysł internetu.



2 komentarze
W artykule została pomylona terminologia. „Internal Zooming” to nie to samo co „Internal Focusing”
Przykładem amatorskiego obiektywu, który nie miał ani jednego ani drugiego był EF 28-80.
Bez IF problem był taki, że przód obiektywu obracał się podczas ustawiania ostrości, utrudniając pracę z filtrami polaryzacyjnymi i połówkowymi.
Dzięki za czujność! Faktycznie zrobiłem błąd w tłumaczeniu i zamiast napisać „internal/external zoom” napisałem „focusing”. Czasem człowiek myśli o jednym, a pisze drugie ;)
Już poprawione, jeszcze raz dzięki!