Umarł król, niech żyje król! Test i recenzja Canon 1DX Mark III

0

Kiedy wielu już zwiastowało koniec lustrzanek zjawił się on – Canon 1DX Mark III i z miejsca stał się najbardziej zaawansowaną lustrzanką w historii. Jest to jednak aparat dedykowany do dość konkretnych odbiorców i dość konkretnych celów. Czas więc sprawdzić go w jego naturalnym środowisku – czyli na boisku. Bo gdzie indziej można testować korpus, który w niedalekiej przyszłości ma być wykorzystywany przez fotoreporterów z całego świata podczas m.in. podczas Olimpiady, Mundialu, czy Euro?

Ten test był chyba dla mnie najtrudniejszym wyzwaniem – bo naprawdę ciężko jest znaleźć jakieś wady (prawdopodobnie) najlepszej lustrzanki w historii. Aparat który przy pierwszym kontakcie naprawdę rozwala głowę… Czy można o takim aparacie napisać cokolwiek złego? No w sumie można!

Przed Państwem nowy król – Canon 1DX Trzeci

Premiera ta nie była może zaskoczeniem, bo i przecież producent przyzwyczaił nas już do tego, że swoje topowe sprzęty prezentuje co cztery lata, czyli dokładnie co olimpiadę. No i choć dziś już wiemy, że najważniejsza impreza sportowa w 2020 się nie odbędzie, to Canon był już na nią gotowy.

Co jednak ciekawe to to, ile mitów i legend powstało jeszcze przed premierą tego korpusu. Fotograficzna społeczność podsycana plotkami układała potężne specyfikacje zawierające m.in. stabilizację matrycy, podwójnego mocowania mogącego obsłużyć zarówno obiektywy z bagnetem EF jak i te z bagnetem RF. Miała też być ruchoma matryca… Wśród pogłosek pojawił się też głos mówiący o tym, że lustrzanka będzie miała w wizjerze wysuwany ekran, dzięki któremu będzie można fotografować nowym Canonen 1Dx zarówno przez wizjer optyczny jak i cyfrowy (i przyznam, że na takie rozwiązanie najbardziej czekałem) – jednak stety/niestety takie rozwiązania nie znalazły się w tym korpusie. Czy brak tych rzeczy i funkcji przekreśla ten aparat? Nie, zdecydowanie nie!

 ̶C̶z̶o̶ł̶g̶ Terminator – aparat bez kompromisów

Absolutnie zakochałem się w 1Dx Mark II i przez dłuższy czas nawet zastanawiałem się, który organ będzie mi najmniej potrzebny, a dzięki któremu będę mógł sfinansować ten zakup. Byłem pewien, że już nic lepszego w lustrzankowym świecie się nie może zdarzyć – uznałem go za ideał. Canon jednak nie marnował czasu i zaraz po premierze 1Dx Mark II musiał wziąć się ostro do roboty. Udało im się ulepszyć coś idealnego, a to nie mogło być łatwe zadanie. Łącznie nowa generacja ma ponad 100 modyfikacji i zmian względem poprzednika. Jeśli 1Dx II był czołgiem – to najnowszy 1Dx III jest Terminatorem. Dziś mogę powiedzieć, że to najdoskonalszy aparat pod względem szybkości i wydajności jaki widział świat.

AF-ON, czyli dotykowy panel do kontroli autofocusa

Ergonomia, czy budowa nowego 1Dx nie różni się specjalnie od poprzedników. Podobny (a może i taki sam) w wielu względach – jednak z jedną drobną różnicą. Przycisk AF-ON od razu rzuca się w oczy. Jest nie tylko większy, ale także został wyposażony w super precyzyjny sensor, którym można zmieniać położenie punktu autofocusa. Jest piekielnie czuły i z początku praca nim sprawiała mi spore trudności, jednak jest to rzecz do opanowania i przyzwyczajenia.

Przycisk AF-ON został wyposażony teraz w gładzik, który pozwala na błyskawiczną zmianę punktu focusa

Oczywiście czułość tego „dotykowego joysticka” można dostosować do wlanych upodobań. Może on być również aktywny wyłącznie po wciśnięciu przycisku. Fani tradycyjnego joysticka ucieszą się, że ich faworyt nie został usunięty przez Canona. Wciąż można wybierać punkty za jego pomocą – jednak nie jest to aż tak szybkie i sprawne jak w przypadku korzystania z nowego sensora. Na szczęście jest wybór i każdy może zdecydować, co jest dla niego wygodniejsze!

Autofocus z przyszłości

Pozostając w temacie autofocusa – biorąc Canon 1Dx III po raz pierwszy do rąk, miałem wrażenie, że został on przysłany z przyszłości. Jego autofocus ma 191 pól i jest jak Arnold Schwarzenegger w filmach z lat 80/90 – po prostu niszczy wszystko, co spotka na swojej drodze. Canon chwali się, że algorytmy odpowiedzialne za automatyczne ustawianie ostrości zostały wytrenowane na sieciach neuronowych (czy to początki „Skynetu”?) – i choć nie mam pojęcia o czym mówią, to muszę przyznać, że skuteczność tego systemu jest absolutnie bezkompromisowa i to niezależnie od warunków! Jest on na tyle zaawansowany, że nawet przy fotografowaniu przez wizjer optyczny potrafi wykrywać i śledzić twarze. Ok, ten system już od jakiegoś czasu jest w Canonie, ale jeszcze nie spotkałem lustrzanki, która robiłaby to tak precyzyjnie i bezbłędnie. Podpinając swoje obiektywy do tego korpusu w mojej głowie pojawiało się tylko „to ten obiektyw tak potrafi?!”. Na ponad tysiąc zdjęć może z trzy lub cztery nie były trafione – i to tylko i wyłącznie z mojej winy. Cały system autofocusa można oczywiście personalizować. Tym razem w menu znajdują się tylko cztery pozycje co dość ułatwia pracę.

Dual Pixel Autofocus – po przełączeniu w Live View

Pewnie zastanawiasz się, czy lustrzanka w dzisiejszym świecie może konkurować z bezlusterkowcami? Co jeśli powiem Ci, że ta lustrzanka w trybie LV jest jak potężny bezlusterkowiec? Nie będzie to kłamstwem, bo faktycznie po naciśnięciu jednego przycisku aparat ten zyskuje dodatkowych możliwości – między innymi fantastyczny Dual Pixel znany m.in. z Canona R. Ilość punktów AF wzrasta drastycznie (aż do 3869) i pokrywa niemal cały kadr (100% w pionie i 90% w poziomie). Oczywiście potrafi też śledzić obiekty, wykrywać twarz, oko… Dosłownie jak bezlusterkowiec! (ale…)

Szybka lustrzanka i jej szybszy tryb bezlusterkowy

Canon 1DX mark III jest naprawdę szybki – potrafi robić 16 klatek na sekundę przy korzystaniu z wizjera optycznego. Cały mechanizm lustra został zaprojektowany na nowo, żeby można było to osiągnąć i co jest fantastyczne – nie ma tu praktycznie żadnego blackoutu. Jednak specyfikacja mówi wyraźnie, że wystarczy przełączyć się w „tryb bezlusterkowy”, by odblokować pełnię możliwości tego aparatu… po naciśnięciu przycisku „Live View” maksymalna prędkość mechanicznej migawki wzrasta aż do 20 kl./s i to również bez blackoutu. Szaleństwo! Żaden inny aparat jak do tej pory tego nie oferuje. Specjalnie podkreślam mechaniczną migawkę, bo w przypadku fotografowania przy sztucznym świetle (a takie najczęściej jest na halach sportowych) mogłyby się pojawić problemy przy pracy na migawce elektronicznej – m.in. banding. To właśnie takie udogodnienia sprawiają, że Canon 1DX3 będzie wyborem profesjonalistów.

Hybryda lustrzanki i bezlusterkowca?

Zarówno producent jak i część ekspertów nazywa ten aparat hybrydą lustrzanki i bezlusterkowca. Może i teraz część mnie wyklnie, ale nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Faktycznie po przełączeniu w tryb Live View aparat zyskuje wszystkie cechy bezlusterkowca, jednak nie oszukujmy się – raczej nie widzę możliwości, by na Olimpiadzie w Tokio w 2021, czy jakiejkolwiek innej wielkiej imprezie sportowej, fotoreporterzy robili zdjęcia trzymając ten wielki aparat przed sobą patrząc na ekran… Moim zdaniem hybrydą byłby gdyby posiadał wysuwany ekran w wizjerze, który można by włączać i wyłączać w razie potrzeby (trochę jak w Fuji z serii X100 czy XPro) – tylko wtedy. Teraz to tylko (lub aż) genialna lustrzanka z fajnym trybem Live View.

Korpus przeszedł facelifting

Projektanci odpowiedzialni za nowego 1Dx poszli drogą projektantów Porsche 911 i postanowili się nie przemęczać. Korpus jest niemal identyczny jak jego poprzednik. Jednak czy to wada? Moim zdaniem nie, ideałów się nie zmienia – czasami wyłącznie stosuje drobny facelifting. Tak właśnie jest i w tym przypadku. Został odchudzony o około 100 gramów i prócz wspomnianego już przycisko/czujnika AF-ON zmieniło się naprawdę niewiele… Kilka przycisków na tylnym panelu zyskało podświetlenie, które jest inspiracją zaczerpniętą od konkurencji. Nie należy do najmocniejszych, ale w ciemnych sytuacjach faktycznie pozwala znaleźć odpowiedni klawisz (choć podejrzewam, że użytkownicy tego typu aparatów raczej pamiętają dokładnie, gdzie dany przycisk się znajduje).

Podświetlane przyciski są miłym dodatkiem

Nowe funkcje i ułatwienia

Jeśli chodzi o body z wyglądu nic więcej się nie zmieniło. Za to użytkownicy zyskali nowe złącze USB typu C i wbudowane moduły GPS, Bluetooth oraz Wi-Fi. Szczególnie ciekawe jest to ostanie, bo pozwala teraz także na bezpośrednie łączenie się z serwerami FTP, co na pewno będzie wielkim ułatwieniem dla fotografów pracujących w agencjach. Nie oznacza to jednak, że dodatkowy transmiter przestał być potrzebny – zwiększa on prędkość transferu, zasięg oraz stabilność połączenia.

Canon 1DX III

Zmieniło się także co nieco pod klapką kart pamięci. CFast 2.0 zostało zastąpione przez CFExpress. Dzięki temu udało się osiągnąć taką wydajność. Pod względem wydajności są bardzo zbliżone kart XQD – są nawet do nich podobne wizualnie i zbliżone cenowo jednak nie da się ich używać wymiennie. Zastosowanie nowego typu pamięci w połączeniu ze sporym buforem pozwala zapomnieć o czymś takim jak limit długości serii. Według producenta przy zapisie RAW + JPG na maksymalnej prędkości można zapisać aż 1000 zdjęć. Przyznam, że nie przetestowałem tego – ale też myślę, że nikt w realnych warunkach nigdy nie zbliży się nawet do tej liczby. Przewagi nad zwykłymi kartami SD chyba nie muszę tłumaczyć?

Tak samo, ale lepiej!

Za dostarczanie energii odpowiada akumulator LP-E19, czyli dokładnie taki sam jaki był w 1Dx Mark II jednak nowy korpus inaczej nim gospodaruje. Pobór mocy został mocno zoptymalizowany i udało się usprawnić działanie baterii tak, że na jednym ładowaniu potrafi zrobić dwa razy więcej zdjęć. Producent deklaruje, że 1Dx3 potrafi zrobić na jednym ładowaniu 2850 klatek (w 1Dx2 było to 1210 zdjęć). Wiadomo, że te deklarowane przez producenta wartości są przeważnie zaniżone i prawdopodobnie uda się wyciągnąć z baterii sporo więcej – sam podczas testów zrobiłem nim ponad tysiąc klatek i wskaźnik naładowania spadł jedynie o kreskę, czyli akumulator miał jeszcze 3/4 energii.

HEIF – nowy i lepszy JPG

Karty, buffor czy szybki procesor to jedno, ale Canon zdecydował się tu na zapis plików w formacie HEIF (High Efficiency Image File Format), który można nazwać „nowym JPG-iem”. Pozwala na zapis aż 10-bitowych zdjęć przy zachowaniu niskiej wagi. To daje lepszą jakość zdjęć, większą dynamikę i lepszą reprodukcję kolorów i jeszcze raz podkreślę – to wszystko przy niższej wadze. Oczywiście można HEIF’y konwertować do JPG i to nawet z poziomu aparatu. Czy format ten stanie się nowym JPG-iem? Czas pokaże! Potencjał jest spory.

Nowe serce – wciąż 20MPX

Największa zmiana kryje się wewnątrz korpusu. Pierwsze co zwraca uwagę to nowy procesor DiGIC X. Wcześniej producent stawiał na podwójny układ DiGICów 6+, jednak nowy układ ma być trzykrotnie szybszy od wcześniej stosowanego układu parzystego. To głównie dzięki niemu aparat jest w stanie być tak piorunująco szybki.

Na pierwszy rzut oka może się wydać, że matryca pozostała taka sama – jednak nic bardziej mylnego. Faktycznie sensor wciąż posiada 20MPx jednak jest to nowa jednostka, która względem poprzednika lepiej sobie radzi z wysokim ISO i posiada większy zakres dynamiczny. Canon nie brnie ślepo w setki megapikseli bo wie do jakich celów ten aparat będzie wykorzystywany przez fotoreporterów. Dzięki temu pliki nie ważą setek mega, szum jest na bardzo niskim poziomie. Wszystko czego potrzeba do pracy w mediach na najwyższym poziomie.

Matrycę pokrywa też nowy filtr dolnoprzepustowy, który ma sprawiać, że zdjęcia będą ostrzejsze i ma też lepiej niwelować morę. Czy tak jest? Nie miałem bezpośredniego porównania do 1DX2, ale mogę potwierdzić, ze poziom szumów w nowym flagowcu jest na naprawdę świetnym poziomie i powinien on spełniać oczekiwania fotoreporterów, agencji i tytułów prasowych, do których zdjęcia z tej puszki prawdopodobnie będą trafiać.

Lustrzanka w bezlusterkowym świecie

Jednak czy ma on jeszcze sens w świecie, w którym coraz większą rolę odgrywają bezlusterkowce? Na zachodzie bez zmian – lustrzanki żyją i mają się dobrze. Przyznam, że cieszy mnie to, wciąż pozostaję wielkim fanem wizjerów optycznych (szczególnie przy fotografii sportowej) – o tym jednak pisałem przy tekście tutaj:

Lustrzanka czy bezlusterkowiec?

Chyba te wszystkie argumenty, które przytoczyłem w tym tekście powinny być wystarczającym argumentem dla typowych użytkowników tego sprzętu. Jeśli lustrzanki będą tak ewoluować to naprawdę nie widzę potrzeby porzucania systemu. No i może zostanę tu nazwany „leśnym dziadem” – trudno, 1DX mark III to aparat, który zje na śniadanie niejednego bezlusterkowca!

Podsumowując

To super aparat, bezkompromisowy, ale nie dla wszystkich. Ma konkretnego klienta – fotoreporterów, fotografów sportowych, fotografów dzikiej natury i cześć filmowców. Profesjonalistów, nie amatorów. To potężny aparat udowadniający, że czas lustrzanek jeszcze nie przeminął. Czy za cztery lata wyjdzie Canon 1Dx Mark IV? Mam nadzieję, że tak i mam też nadzieję, że będzie on miał wizjer optyczny z możliwością wysunięcia cyfrowego ekranu – wtedy będzie prawdziwą hybrydą. Prócz tego chyba nie można się do niczego przyczepić… Aparat bezkompromisowy, fotograficzny Superman.

Zobacz nasz test Canon 1DX III na kanale Youtube

KOD RABATOWY WYŁĄCZNIE DLA CZYTELNIKÓW BLOGA

Kup aparat Canon 1DX mark III taniej o 500 zł w sklepie Cyfrowe.pl. Przy składaniu zamówienia podaj kod Blog1DXMarkIII. Kod ważny do 30.06.20. Ilość produktów w promocji ograniczona.

Podziel się.

O Autorze

Jacek Koślicki

Skupiam się głównie na reportażu i dokumencie. Doświadczenie zdobywałem pracując dla prasy, klubów, firm czy też klientów indywidualnych. Staram się dzielić swoją pasją poprzez pisanie o niej.

Zostaw komentarz

izmir escort