W świecie pełnoklatkowych bezlusterkowców z mocowaniem Nikon Z długo brakowało sensownego szerokokątnego zooma, który łączyłby trzy kluczowe cechy: przystępną cenę, kompaktową konstrukcję i wysoką jakość optyki. Jasne, Nikon oferuje kilka świetnych rozwiązań, ale ich cena i rozmiar często wykluczają je z plecaków mniej zasobnych (albo mobilnych) fotografów i filmowców. I wtedy na scenę wkracza on – Tamron 16–30 mm f/2.8 G2, czyli długo wyczekiwana alternatywa. Zapraszam na krótkie testy!
Choć jego nazwa sugeruje drugą generację, nie jest to do końca kontynuacja poprzedniego modelu, a raczej sprytna ewolucja. Nowy Tamron bazuje bowiem na dobrze znanym i cenionym modelu Nikkor 17-28 mm f/2.8, który – co ciekawe – był produkowany przez Tamrona właśnie dla… Nikona, pod marką Nikkor Z. Teraz dostajemy nieco rozszerzony zakres ogniskowych (aż do 16 mm!), odświeżony design, port USB do aktualizacji i zupełnie nowe oznaczenia.

Budowa i ergonomia: lekki, zwarty, uszczelniony
Pierwsze wrażenie po wyjęciu obiektywu z pudełka jest bardzo pozytywne. To konstrukcja, która od razu sprawia wrażenie solidnej, a zarazem zaskakująco lekkiej jak na jasny zoom. Tubus jest dobrze spasowany, nic nie trzeszczy, nic nie „lata”, a według producenta – całość została uszczelniona przed kurzem i wilgocią. Choć trudno to ocenić po krótkich testach, Tamron wyrobił sobie już reputację producenta, który nie obiecuje gruszek na wierzbie.

Jednym z najważniejszych atutów konstrukcyjnych jest wewnętrzne ogniskowanie – długość obiektywu nie zmienia się podczas zoomowania, co jest ogromnym plusem przy pracy na gimbalu. Warto tu jednak nakręcić dodatkowo filtr UV tak żeby zamknąć te konstrukcję. W kategorii szerokokątnych zoomów pod Nikon Z to nadal rzadkość – i za to Tamron dostaje ode mnie dużego plusa.
Niestety – mały minus za powierzchnię zewnętrzną, która chętnie zbiera kurz, pyłki i inne „uroki terenu”. Tworzywo jest też dość podatne na zarysowania. To raczej detal, ale warto wiedzieć, zwłaszcza jeśli jesteś estetą i lubisz, kiedy sprzęt wygląda jak nowy przez długie lata.
Jasność f/2.8 – sprawdza się i w dzień, i po zmroku
Stała jasność f/2.8 w całym zakresie ogniskowych to dziś niemal standard, ale wciąż mile widziany – szczególnie przy pracy w trudnych warunkach oświetleniowych. Obiektyw świetnie sprawdza się przy zachodach słońca, w ciasnych wnętrzach, czy przy nocnych ujęciach miejskich.

W czasie testów miałem okazję używać go w bardzo różnorodnych sytuacjach – od plaży w pełnym słońcu, po nieoświetlony las tuż po zmroku. W każdej sytuacji dawał radę.

Port USB – świetny pomysł, ale źle umiejscowiony
Tamron chwali się zgodnością z własnym oprogramowaniem Tamron Lens Utility – i słusznie. Możliwość aktualizacji firmware’u czy personalizacji funkcji pierścienia ostrości to duża zaleta. Jednak port USB-C, który umożliwia te zmiany, został umieszczony tuż przy przycisku zwalniania bagnetu – i to już mniej przemyślane.

Podczas testów w piaszczystym środowisku (czytaj: plaża) ten port budził mój spory niepokój. Jest niezabezpieczony, bez zaślepki, co czyni go podatnym na zapiaszczenie i wilgoć. Rozwiązałem to tymczasowo taśmą izolacyjną, ale – bądźmy szczerzy – nie tak powinien wyglądać port w obiektywie terenowym. Zdecydowanie lepiej byłoby go ukryć w bagnecie, jak robi to np. Samyang.
Autofokus: cichy ninja z pełną precyzją
Przechodząc do działania w praktyce – autofokus to zdecydowanie jeden z największych atutów Tamrona 16–30 G2. Silnik ostrości działa szybko, pewnie i niemal bezgłośnie. Tak cicho, że kilkukrotnie musiałem ręcznie przesunąć ostrość, żeby upewnić się, że faktycznie „coś się dzieje”.

Testowałem obiektyw na trzech różnych korpusach Nikona – od wiekowego Nikona Z6, przez nowoczesnego Nikona Zf, po flagowego Nikona Z9 – i w każdym przypadku autofocus działał stabilnie i przewidywalnie. To sprzęt, któremu możesz zaufać zarówno przy zdjęciach krajobrazowych, jak i przy dynamicznych ujęciach wideo.
Dodatkowym plusem są bardzo płynnie działające pierścienie – zarówno zoom, jak i ostrości. Nowy układ pierścieni również przypadł mi do gustu – jest dla mnie bardziej intuicyjny niż w poprzednich konstrukcjach. Tu jednak też mam drobnego minusa. Pierścień ogniskowych mógłby być jednak nieco szerszy, co na pewno zwiększyłoby komfort używania tego szkła.

Jakość obrazu – ostro, kontrastowo, z charakterem
A co z obrazem? Krótko mówiąc – jest naprawdę dobrze. Już przy pełnym otworze przysłony (f/2.8) obraz w centrum kadru jest ostry i kontrastowy. Kolory są nasycone, a przejścia tonalne naturalne. Owszem, przy 30 mm można zauważyć delikatne zmiękczenie krawędzi, ale w moim egzemplarzu nie było to problematyczne. Wystarczy przymknąć przysłonę do f/4, by uzyskać bardzo dobrą ostrość w całym kadrze.

Pod względem aberracji chromatycznych i flar – również nie mam większych zastrzeżeń. Obiektyw dobrze radzi sobie w trudnym świetle, a odblaski są skutecznie tłumione.
Wady optyczne? Jak na zoom – całkiem nieźle
Winietowanie na 16 mm jest zauważalne, ale – jak to często bywa – łatwe do skorygowania w postprodukcji. Dystorsja również została dobrze opanowana, głównie dzięki zastosowaniu korekcji cyfrowych, które są dostępne już od dnia premiery. Wsparcie dla systemu Nikon Z jest pełne i natywne – bez żadnych przejściówek czy kombinowania. To duży krok naprzód względem wcześniejszych prób.
Warto też wspomnieć o zgodności z aplikacją Tamron Lens Utility – bardzo praktyczne narzędzie, szczególnie dla filmowców, którzy chcą przypisać funkcje do pierścieni czy zaktualizować firmware w terenie.
Stabilizacja – czy naprawdę jej brakuje?
Nie, Tamron 16–30 G2 nie ma własnej stabilizacji optycznej, ale… czy to dziś duży problem? W praktyce – niekoniecznie. Większość nowoczesnych korpusów Nikona Z (nawet Nikon Z5) posiada stabilizowaną matrycę, która bardzo dobrze współpracuje z tym obiektywem. W moich testach ujęcia z ręki były płynne, a zdjęcia przy 1/10 s – wciąż ostre. Oczywiście, do filmowania z ręki warto sięgnąć po dodatkowe wsparcie (gimbal lub monopod), ale przy tej ogniskowej trudno uznać brak VR za poważną wadę.
Nowy Tamron 16-30 f/2.8 kontra Nikkor 17-28 mm f/2.8
Porównując Tamrona 16–30 mm f/2.8 G2 z jego poprzednikiem – Nikkorem Z 17–28 mm f/2.8 – trudno wskazać jednoznacznego zwycięzcę. To bardzo zbliżone konstrukcje, co nie dziwi, zważywszy że Nikkor był projektowany przez Tamrona (nawet ich osłony przeciwsłoneczne są ze sobą kompatybilne). Różnice tkwią w szczegółach – ale to właśnie te niuanse mogą przesądzać o wyborze!
Zacznijmy od budowy ergonomii
Znacznie szerszy pierścień zoomu w Nikkorze okazuje się wygodniejszy w codziennym użytkowaniu, zwłaszcza podczas fotografowania w rękawiczkach lub pracy w terenie. W Tamronie pierścień jest węższy i umieszczony bliżej bagnetu, co może wymagać przyzwyczajenia – choć dla niektórych taka konfiguracja będzie bardziej intuicyjna. Nikkor ma też inną, bardziej chropowatą, farbę dzięki czemu nie łapie tak odcisków palców, kurzu i rys.

Na korzyść Tamrona przemawia też funkcjonalność: obiektyw został wyposażony w programowalny przycisk funkcyjny, który może pełnić różne role – od aktywacji trybu AF-ON, przez blokadę ekspozycji, po zmianę trybu pracy AF, itd. To dodatek, którego w Nikkorze zabrakło, a który może realnie zwiększyć komfort pracy w terenie.
Jeśli chodzi o autofokus…
Tamron sprawia wrażenie nieco szybszego i bardziej responsywnego – zwłaszcza w dynamicznych sytuacjach. Pracuje praktycznie bezgłośnie, a jego celność nie budzi zastrzeżeń, nawet przy pracy z korpusami o starszym systemie AF.
Jakość obrazka i użyteczność ogniskowych
W kwestii jakości obrazu Tamron również wypada bardzo dobrze. Już od przysłony f/2.8 oferuje wyraźny, kontrastowy obraz z dużą klarownością. To szczególnie istotne w fotografii krajobrazowej, gdzie detale i przejrzystość kadru mają ogromne znaczenie. Nikkor nie odstaje mocno, ale obraz z Tamrona wydaje się „żywszy” i bardziej nasycony – co może wynikać z innego charakteru powłok optycznych.
Na plus należy zaliczyć również nieco szerszy zakres ogniskowych – 16 mm względem 17 mm w Nikkorze robi różnicę, zwłaszcza w ciasnych wnętrzach czy podczas ujęć architektury. Dla osób fotografujących z gimbala lub vlogujących to może być decydujący argument.
Podsumowanie: bardzo mocny zawodnik w klasie około 4000 zł
Tamron 16–30 mm f/2.8 G2 to jeden z najciekawszych szerokokątnych zoomów na rynku dla systemu Nikon Z. Łączy jakość optyczną bliską profesjonalnym szkłom, lekkość i kompaktowość, a do tego cenę na poziomie około 4000 zł. To świetna alternatywa dla osób, które nie chcą (lub nie mogą) inwestować w drogie obiektywy Nikona.
Sprawdzi się świetnie u fotografów krajobrazowych, filmowców, reporterów, jak i twórców podróżniczych, którym zależy na mobilności i jakości. Będzie świetnym rozwiązaniem zarówno do aparatów pełnoklatkowych, jak i tych z matrycami APSC. Czy sam go kupię? Tak – jeśli będzie zauważalnie tańszy od Nikkora. A na razie – oddaję go z żalem.











