Lepszy w praktyce niż na papierze – Canon EOS R

11

Niemal w tym samym czasie, gdy w sieci pojawiły się pierwsze plotki na temat specyfikacji technicznej Canona R, pojawiły się i pierwsze negatywne komentarze na jego temat. Internetowi eksperci nasilili swoją aktywność wraz z oficjalną premierą tego korpusu – jednak, czy naprawdę jest tak źle, jak o nim mówią?

Przedpremierowe rozczarowanie

Użytkownicy Canona (do których się sam zaliczam) przywykli już chyba do tego, że z każdą premierą nowego sprzętu tego producenta przez internet przelewa się fala krytyki i drwin. Tak było, jest i założę się, że będzie przy każdym kolejnym modelu… Sam byłem nieco zawiedziony widząc jego specyfikację techniczną. Oczywiście liczyłem na coś więcej, na godnego konkurenta dla topowych bezlusterkowców na rynku. Wydaje mi się jednak, że ten model został zbyt szybko skreślony i warto przyjrzeć mu się teraz – gdy już kurz po komentarzach internetowych znawców zdążył nieco osiąść.

R-ewolucja

Canon długo zwlekał z wejściem na rynek bezlusterkowców. Wokół zaczęły pojawiać się nawet komentarze, które zwiastowały rychłe problemy (a i nawet upadek) tego producenta. Dziś wydaje mi się, że ta zwłoka była celowym działaniem. EOS R otworzył nowy rozdział w historii firmy i trzeba przyznać, że jest to bardzo dopracowany aparat. Producent sumiennie odrabiał pracę domową czerpiąc z doświadczenia konkurencji.

Testowałem inne aparaty, nawet teoretycznie lepsze. R-ka ma zdecydowanie najlepszą ergonomię, a jego obsługa jest intuicyjna. Jest na tyle dobry, że sprzedałem 5D mark IV i kupiłem drugiego R. To aparat, który sprawdza się w mojej pracy. Zaufałem temu aparatowi na tyle, że zabrałem go na duże zlecenie do Nowego Jorku i sprawdził się znakomicie. Niczego bym w nim nie zmienił – choć może dodałbym drugi slot kart pamięci.
– Piotr Manasterski (piotrmanasterski.pl)  – doświadczony fotoreporter realizujący zlecenia na całym świecie.

Nowy rozdział nie oznacza jednak krwawej rewolucji i przekreślenia całej historii marki. To raczej ewolucja, która łączy sprawdzone już rozwiązania z nowymi pomysłami. 

Odchudzony EOS

Co więc się zmieniło? Canon wysłał swój aparat na rygorystyczny obóz odchudzający. Nie silili się jednak, by przy okazji przemodelować go i zminiaturyzować do maksimum – korpus ten, mimo braku lustra, przypomina swoim wyglądem lustrzankę. Widać, że dla producenta kluczową kwestią była ergonomia. Grip pozostał głęboki i dalej świetnie trzyma się w dłoni – czasem mam wrażenie, że Canon projektuje swoje korpusy specjalnie dla mnie. Nawet cięższe szkła takie jak 28-70 f/2, czy 70-200 f/2.8 nie powodowały u mnie żadnego dyskomfortu – nawet przy kilku godzinach fotografowania. Co ciekawe, odchudzono również same RAWy, które teraz z rozszerzeniem .CR3 zajmują mniej miejsca na karcie przy zachowaniu ich pełnej funkcjonalności. 

Zobacz ofertę bezlusterkowych Canonów >>

Ergonomia lustrzanki w bezlusterkowcu

Przyciski wciąż są ulokowane bardzo intuicyjnie – jeśli miałbym się czepiać to przyczepiłbym się jedynie okrągłego włącznika po lewej stronie. Wielu użytkowników skarży się na dotykowy slider i faktem jest, że z początku też miałem z nim problem. To jednak wyłącznie kwestia przyzwyczajenia i szybko można go polubić (u mnie został „pokrętłem” ISO). Nie miałem za to problemów z programowalnym pierścieniem na obiektywie, który od razu przypadł mi do gustu. Mała rzecz, a cieszy! Menu, doładowane nowymi funkcjami, pozostało czytelne, przejrzyste i działa bardzo sprawnie. Mimo wielu zmian za zasilanie wciąż odpowiada, chyba dobrze znana wszystkim Canoniarzom, poczciwa bateria LP-E6N. Jak już mowa o baterii – na jednej sztuce pracowałem kilka dobrych godzin strzelając przy tym ponad tysiąc klatek, a ona wciąż miała zapas energii! No i te słynne kolory, tego nie da się po prostu podrobić. 

Lustrzanki w ofercie Cyfrowe.pl >>

Wielki plus za automatyczne opuszczanie migawki po wyłączeniu aparatu, dzięki czemu matryca nie jest narażona na pyłki i brud – prosty acz genialny sposób, na który nie wpadła konkurencja. Wizjer jest niesamowity, niezwykle wyraźny i przyjemny. Zaskoczył mnie również ekran, który jest dotykowy i obracany, ale co najciekawsze – był czytelny nawet przy sporym słońcu. Naprawdę najwyższy poziom. 

Celny jak… Dual Pixel Autofocus

R-ka oferuje też w pełni funkcjonalny Dual Pixel Autofocus, który radzi sobie naprawdę fantastycznie nawet w gorszych warunkach oświetleniowych. Obawiałem się braku joysticka, do którego jestem przyzwyczajony, jednak funkcja TouchAF wybornie go zastępuje (a może nawet jest lepsza?). Dzięki niej mogę wybrać dowolny z ponad pięciu i pół tysiąca punktów autofokusa przesuwając kciukiem po ustalonym fragmencie ekranu. *Drobna rada, ustaw sobie “śmietniczek” jako przycisk ustawiający punkt AF w centrum.  

Nowe obiektywy – nowe możliwości

Zmienił się również bagnet i same obiektywy. W internecie pojawiło się wiele zarzutów o ich wielkość i wagę – tak, trzeba to przyznać, nie są ani zdecydowanie mniejsze, ani dużo lżejsze od szkieł, które znamy z lustrzanek. Nowe mocowanie – nowe możliwości. Obiektywy RF dzięki zmienionej konstrukcji mają oferować znacznie więcej i jestem w stanie w to uwierzyć patrząc choćby na Canona 28-70 f/2, czy będące w strefie plotek 50-80 f/1.1. Oczywiście (co bardzo mi się podoba) nie skreślono starego mocowania! Wystarczy adapter i możesz korzystać z lustrzankowych obiektywów. *Na testach miałem jego najprostszą wersję tego adaptera, jednak, jeśli miałbym kupić ten aparat dla siebie, to wybrałbym wersje z programowalnym pierścieniem – jak wspomniałem, naprawdę się przydaje! 

Sprawdź obiektywy do bezlusterkowców >>

R-ka nie jest najlepsza na papierze, są aparaty teoretycznie lepsze. Jednak Canon to świetna ergonomia i fantastyczny wizjer. Autofocus działa naprawdę dobrze i dla mnie kapitalna jest możliwość wyboru punktu przez przesunięcie kciukiem po ekranie. Nie występują też żadne problemy ze zdalnym błyskiem, a często używam lamp. To fajny korpus, a moje obiektywy Canona zyskały drugie życie na adapterze. Przydałby się tylko dodatkowy slot na kartę… 
– Krzysztof Krawczyk (krzysztofmemories.pl), jeden z najbardziej cenionych fotografów ślubnych w Polsce. 

Nigdy nie jest tak różowo jak mogłoby być

Aparat idealny nie istnieje i prawdopodobnie nigdy istnieć nie będzie. R-ka również nie jest ideałem. Od razu po wyjęciu go z paczki poczułem małe rozczarowanie. Pasek dołączony do zestawu jest naprawdę cienki i czułem, że wpija się w szyję nawet przy niezbyt ciężkim szkle. Uwierz mi, jest niewygodny i jeśli myślisz o zakupie R-ki to dorzuć do koszyka przy okazji dobrej jakości pasek, może coś od Peak Design?

Aparat ten od początku był krytykowany za pojedynczy slot kart i zgadzam się, że to spora wada – szczególnie dla osób zajmujących się fotografią zawodowo. Mam to szczęście, że jeszcze nigdy żadna karta mi nie padła, ale obawiam się, że ten dzień kiedyś nadejdzie. Czuję się bezpieczniej mając backup na zapasowym nośniku. Nie odniosę się do drugiej z najczęściej wymienianych wad – czyli cropa przy nagrywaniu w 4K. Nie jestem filmowcem, więc nie przeszkadza mi to. 

Nowe, ulepszone oprogramowanie na horyzoncie

Co było dla mnie bardziej irytujące to „błądzące śledzenie”. Aparat w tym trybie autofocusa potrafił znaleźć obiekt, twarz, oko – jednak z jakiegoś kompletnie niezrozumiałego powodu potrafił też zmienić obszar śledzenia na totalnie losowy punkt. Tak więc przez chwilę śledził samolot – po czym zmienił zdanie i uznał, że ciekawsze są spaliny. Na festiwalu Holi natomiast stwierdził, że tył głowy jednej z uczestniczek jest ciekawsza niż twarz, którą początkowo wybrałem. Canon widocznie też zauważył ten problem i zapowiedział nowy soft, który ma nie tylko poprawić ten tryb, ale także sprawić, że śledzenie będzie działać sprawniej niż u konkurencji. Może po wydaniu nowego oprogramowania śledzenie jak i Eye-AF będą na tyle zmienione, że będzie trzeba zrecenzować ten aparat jeszcze raz? Mam taką nadzieję i chętnie to zrobię!

Sprawdź aktualną cenę i dokładne parametry Canon EOS R >>

Długo rozważałem zakup sprzętu – wahałem się głownie między 5D mark IV a R-ką. Po godzinach czytania recenzji i testach obu korpusów zdecydowałem się na bezusterkowe body. Myślę, że był to dobry wybór. To uniwersalny sprzęt, który można wykorzystać do każdego typu fotografii. Jestem przyzwyczajony do Canona i jego ergonomii – w R mam dodatkowo możliwość ustawienia niemal każdego przycisku pod swoje preferencje. No i wybór pola ostrości poprzez przesuniecie palcem – to świetna sprawa! Podoba mi się też to, że Canon nie osiadł na laurach i czekam na nowe oprogramowanie, które ma poprawić śledzenie autofocusa. Mam też nadzieję, że dodadzą możliwość prostego wyłączania ekranu poprzez któryś z przycisków. Nie zawsze potrzebny mi jest ekran, a zużywa on sporo baterii. 
– Paweł Piotrowski (piotrowskipawel.pl) dokumentalista, laureat wielu prestiżowych nagród.

[Aktualizacja po aktualizacji]

(Akapit dodany po aktualizacji oprogramowania układowego). Zapowiadane oprogramowanie v1.4 faktycznie odmieniło ten aparat. Śledzenie przestało błądzić, a wykrywanie twarzy i oka działa “w mgnieniu oka”. Algorytmy zostały napisane od nowa i w końcu genialny Dual Pixel jest wykorzystany w 100%.

Niezwykle celny i szybki – deklasujący konkurencję. Eos R ostrzy nawet w krytycznie słabych warunkach oświetleniowych (nawet przy -6ev), gdzie konkurencja dawno już wysiadła (oferując czułość autofocusa na poziomie -3ev).

Stary dobry Canon

Życie nauczyło mnie, że specyfika to jedno, a praktyka to drugie, a Canon EOS R tylko to potwierdza. Ten korpus naprawdę zyskuje po pierwszym kontakcie i nie jest taki zły, jak o nim mówią! Mimo kilku braków, to naprawdę świetny aparat, którym niesamowicie przyjemnie robi się zdjęcia. Docenią go nie tylko amatorzy, ale także profesjonaliści. Jeśli więc szukasz pełnoklatkowego bezlusterkowca, a jesteś użytkownikiem Canona – masz do niego obiektywy, lampy, czy jakiekolwiek inne akcesoria i dodatki, to wybór nowego korpusu zdaje się być dość oczywisty. Jeśli nigdy nie miałeś Canona to też warto, bo z pewnością docenisz ten korpus.

Gdybym miał podsumować R-kę to stwierdziłbym, że ten aparat jest jak stary dobry kumpel – co prawda sporo schudł, chodzi ubrany lepiej, ale to nadal ten sam dobry stary kumpel.  

Jeśli dobrnąłeś do końca tego artykułu i chcesz czytać więcej na ten temat, zapisz się na newsletter!

 

Podziel się.

O Autorze

Jacek Koślicki

Skupiam się głównie na reportażu i dokumencie. Doświadczenie zdobywałem pracując dla prasy, klubów, firm czy też klientów indywidualnych. Staram się dzielić swoją pasją poprzez pisanie o niej.

11 komentarzy

  1. Avatar

    Używam R od kiedy pojawiła się w dystrybucji.
    Trafność AF wręcz nieprzyzwoicie dobra. Rozdzielczość szkieł RF nie do przebicia.
    Zainstalowałem aktualizację i na nowo zakochałem się w tym aparacie.
    Rekomenduję ten system z pełną odpowiedzialnością.

  2. Avatar

    Posiadam R. Kilka imprez już zrobiłem. Dostaje głupawki na sali pod światło przy dobieraniu ekspozycji. Trzeba być już trochę być obytym z tym aparatem aby się za mocno nie stresować podczas pracy.

    • Jacek Koślicki

      Jak widać robiłem nim zdjęcia na koncercie – pod mocne światło i nie zauważyłem problemu, o którym wspominasz. Fakt, że parametry przeważnie dobieram manualnie ale dla dobra testów pozwoliłem by R wybrał za mnie ISO. Nie pomylił się ani razu, uzyskałem efekty które chciałem uzyskać.

  3. Avatar

    Mam R od 10 miesięcy. Ponad 20 ślubów za mną . Nie było ślubu aby aparat się nie zawiesił ( Tylko wyjęcie baterii pomaga ) Wtedy trzeba ponownie łączyć się camera connect w telefonie, bo nie ma slotu drugiej karty na beckup materiału. Iphony nie zapisują automatycznie zdjęć na telefonie, musiałem kupić androida – specjalnie pod R. AF na sali często się gubi pod światło, ale w większości przypadków jest bardzo dobry i trafia nawet wtedy, gdy przez LAGI wydaje się, że nie trafił. Bateria starcza na ok 4 godzin. ISO w zastanym na 6400 szumi niemiłosiernie. Wydaje mi się, że 5dIII szumił mniej. Tyle. Druga wersja tego aparatu z dodatkowym slotem i joystikiem do AF( chyba nie potrzebny) będzie już git.

    • Jacek Koślicki

      Nie miałem żadnego problemu z zawieszeniem się tego aparatu. Nikt nawet o nich nie wspominał. Może masz jakiś wadliwy egzemplarz i warto go oddać do serwisu?
      Co do sprzętu od Apple i backupu – działa normalnie w tle. Testowałem to i na androidzie i na IOS, na pewno ustawiłeś wszystko poprawnie?
      Akurat mam 5D MKIII i R zdecydowanie mniej szumi… Nie jestem jakimś maniakiem badania każdego piksela, ale zdjęcia były czyste nawet przy ISO8000, którego w 5D MKIII raczej rzadko używam. Slot faktycznie mógłby się przydać (choć backup na telefon rozwiązuje poniekąd ten problem). Joystick przy TouchAF jest kompletnie niepotrzebny – dużo wygodniejsze jest sunięcie palcem po ekranie.

  4. Avatar

    Fajny artykuł… wiem że R faktycznie jest fajna…. Jednak pojawia się pytanie które mnie bardzo nurtuje… czy warto dopłacić do RP ??
    RP w moich rękach było chwilę dłużej i jest to bardzo fajne i spokojnie może walczyć z konkurencją jak równy z równy… o kilku przewagach R nad RP wiem ale nie będę ich wymieniać… jest też część “mniej” istotna jak slot na kartę pod osobny zamknięciem, dodatkowy wyświetlacz niestety kosztem tradycyjnego kółka… inna bateria (nie koniecznie gorsza), słabsze parametry wizjera i wyświetlacz (co nie wpływa na jakoś zdjęć ani “wygodę” ich robienia)… to powoduje “problem” w wyborze… Chciałbym poznać opinie innych bo może o czymś nie wiem… byłem nawet na roadshow i niestety nie udało mi się rozwiać mojego dylematu…

      • Avatar

        Miałem na myśli kwestie dopłaceniu do RP w celu zakupu R… jak by nie patrzeć R jest około 4000 droższy… czyli prawie o 70% droższy… stąd pytanie czy warto…

        • Jacek Koślicki

          Moim zdaniem warto. Może i na papierze nie ma między R a RP tak wielkich różnic, ale w praktyce już je czuć. Mam nadzieję niedługo zrobić dłuższe testy RP i opublikować je na blogu ;)

Zostaw komentarz

izmir escort