Canon 90D – idealny aparat dla amatorów dzikiej natury i sportu

0

Premiera nowego korpusu Canona 90D przyniosła sporo ekscytacji. Standardowo – jedni byli zachwyceni, inni zdegustowani. Aparat przedstawiany jest jako idealne narzędzie dla fotografów dzikiej natury czy też sportu. Myślę, że najlepiej jest wyrobić sobie własną opinię, dlatego też postanowiłem wziąć 90D i wypróbować go w naprawdę wymagających warunkach – na meczu piłkarskim rozgrywanym w nocy i przy fotografowaniu ptaków w pochmurny, brzydki dzień…

Aparat Canon 90D jest bardzo ciekawym ruchem tego producenta, który pokazuje, że w świecie, w którym zaczynają dominować bezlusterkowce wciąż jest miejsce na lustrzankę. Czy mają rację? Jak mu poszło i czy to faktycznie „dziecko” poprzednich modeli – czyli Canona 80D i 7D Mark II?

Czy lustrzanki mają dziś sens?

Nie ma dnia, w którym gdzieś na świecie nie wybuchałaby wojna między fanami bezlusterkowców i fanami lustrzanek. Pierwsi twierdzą, że lustrzanki umarły (lub niedługo umrą), drudzy z kolei wciąż pozostają wierni mechanizmowi lustra i uznają go za lepsze rozwiązanie. Kto ma rację? Ja nie wiem… Wiem za to, że lustrzanki wciąż nie umarły i udowadnia to 90D. Co za nim przemawia? Między innymi optyczny wizjer, dzięki któremu widzi się świat „realny”. To ogromna zaleta przy fotografowaniu sportu, czy też dzikiej natury. Zjawisko tzw. „blackoutu” jest niemal niewidoczne (blackout to inaczej mówiąc zaciemnienia pomiędzy poszczególnymi klatkami w serii zdjęć), które w tych konkretnych typach fotografii są uciążliwe.

Zajmuje się przede wszystkim fotografią krajobrazową i podróżniczą. Pod tym kątem też testowałem Canona 90D. Pierwsze wrażenie – to naprawdę lekka lustrzanka! Ustawienie klawiszy, menu są tu niemal identycznie jak w moim 5D Mark IV, co jest dużą zaletą tego korpusu. Praktycznie nie musiałem się jej uczyć, a mogłem od razu fotografować. Choć większość pewnie uzna, że matryca APS-C to wada, to moim zdaniem ma swoje zalety. Przy fotografii górskiej waga sprzętu ma znaczenie i dzięki mnożnikowi x1.6 mogłem korzystać z lekkiego 70-300mm, które przy tym sensorze dawał mi ekwiwalent zbliżony do 500 mm! Dodatkowo dzięki tak dużej ilości pikseli, mogłem dodatkowo „wyciąć” fragment kadru bez większych problemów i nadal móc drukować te zdjęcia w bardzo dobrej jakości. Największym zaskoczeniem była dla mnie rozpiętość tonalna matrycy. Nie spodziewałem się, że tak dużo jestem w stanie „wyciągnąć” z cieni bez pojawiania się szumu. Canon 90D radzi sobie z tym fantastycznie (szczególnie jeśli mówimy tu o tym segmencie cenowym). Wiadomo, że szum w pewnym momencie się pojawia, ale można powiedzieć, że nie przeszkadza. Jest łagodny.

Paweł Uchorczak / szkolakrajobrazu.pl

Chwyt i wygoda obsługi

Wiele osób zapomina o tym parametrze, nie jest on wspomniany w specyfikacji technicznej – a moim zdaniem jest często kluczowy i powinien być priorytetem dla fotografa. Chodzi oczywiście o to, jak ten aparat się trzyma i obsługuje. Tu Canon 90D powinien zebrać ogromne oklaski, bo jest niesamowicie wygodny. Dział odpowiedzialny za grip robi kapitalną robotę i już przy pierwszym zetknięciu z tym aparatem miałem wrażenie, że został on zaprojektowany dla moich dużych dłoni – takie samo wrażenie miała również moja znajoma o dość małych dłoniach. To znaczy, że ten aparat naprawdę musi być wygodny! Guziki są umieszczone jak w profesjonalnych body, ma też joystick, który pozwala szybko zmieniać punkty AF. Choć dotykowy, obracany ekran jest już niemal standardem to i tak myślę, że warto podkreślić, że Canon 90D go ma – szczególnie, że gdy się przyzwyczaisz do tego rozwiązania, to zacznie Ci go brakować w aparatach, które nie są w niego wyposażone.

4K bez żadnych kompromisów!

Zachwyceni na pewno będą filmowcy, w końcu Japończycy dodali możliwość filmowania w 4K i to bez żadnych ograniczeń w postaci cropa, czy też braku autofocusa. Jeśli czytałeś moje poprzednie teksty, to na pewno wiesz, że nie zajmuje się filmem. Myślę, że lepiej będzie jak wypowie się ekspert, czyli nasz etatowy youtuber Alan:

Lustrzanka wagi bezlusterkowej

Co ciekawe, nowy Canon nie jest przesadnie ciężki (szczególnie jak na lustrzankę) i waży jedynie 700 gram. Oczywiście aparaty bez lustra w większości będą mniejsze i lżejsze, ale czy w tym przypadku to zaleta? Canon 90D to aparat stworzony głównie do fotografowania sportu i dzikiej natury – czyli rzeczy, które wymagają dłuższych ogniskowych. Takie obiektywy są po prostu duże i ciężkie i przy podpięciu ich do małego bezlusterkowca straci on swoje uroki, bo będzie źle wyważony. 90D moim zdaniem ma tu przewagę nad mniejszą konkurencją. Jeśli jednak spodziewasz się, że tak lekki aparat będzie delikatny, to muszę Cię zaskoczyć. Co prawda jest wykonany z aluminium i plastiku, a nie materiałów z kosmosu, ale sprawia wrażenie naprawdę solidnej konstrukcji. Jest też uszczelniony, więc ani deszcz, ani kurz nie powinny być dla nowego Canona problemem.

Śledzenie przez wizjer optyczny – niemożliwe stało się możliwe!

Podejrzewam, że fani bezlusterkowców na pewno użyją tego argumentu – autofokus. Tu muszę przyznać, że obawiałem się tego i podejrzewałem, że w tym akapicie napiszę po prostu, że lepiej faktycznie wybrać coś bez lustra. No, ale nie mogę! Co prawda ilość punktów jest identyczna jak w poprzedniku, czyli Canonie 80D, jednak są one dużo bardziej czułe i działają zdecydowanie sprawniej. System AF w nowym 90D jest naprawdę wybitny jak na lustrzankę – i ok, może brakuje mu trochę do serii 1DX, ale w swojej półce cenowej jest fenomenalny. Co ciekawe, Canon postanowił wprowadzić do swojej (jakby nie patrzeć) budżetowej puszki system iTR. Pozwala on śledzić nawet szybko poruszające się obiekty przy użyciu wizjera optycznego! Co jeszcze lepsze, to naprawdę działa!

Autofokus i technologia iTR działają zaskakująco szybko i sprawnie – nawet przy dynamicznych sytuacjach.

Jeśli jednak komuś mało i np. chciałby śledzić oko modela, to wystarczy włączyć tryb „Live View”. Po podniesieniu lustra 90D staje się „bezlusterkową lustrzanką”, która pozwala na korzystanie ze wszystkich dobrodziejstw bezlusterkowców takich jak np. użycie systemu Dual Pixel Autofocus czy też wykrywanie oka.

Bateria, która daje przewagę

Kolejną rzeczą przemawiającą za lustrzanką jest bateria. Wystarcza ona na bardzo długo, czego nie można powiedzieć o bezlusterkowcach. Według danych producenta ma to być 1300 zdjęć, jednak po zrobieniu ponad 2000 klatek wciąż miałem jedną kreskę baterii. Niezły wynik, szczególnie biorąc pod uwagę, że to już kilkuletni akumulator. No właśnie – baterie są dobrze znanymi LP-E6N (kompatybilne z LP-E6), które występowały w całej masie aparatów (licząc na szybko jest to około piętnastu modeli). Ich dostępność jest ogromna i bez problemu można zaopatrzyć się w zapas, który wystarczy na długie wyprawy.

Zawsze miej w kieszeni zapasową baterię LP-E6 >>

Jeśli ktoś potrzebuje dużo energii lub też robi dużo zdjęć pionowych, to na pewno zainteresuje go grip. Co ciekawe, do Canona 90D można podłączyć grip BG-E14, czyli dokładnie taki sam jak do starszego 80D.

Grip BG-E14 znajdziesz w naszej ofercie >>

Szybki jak wiatr – 10 klatek na sekundę!

Sam aparat dzięki procesorowi Digic 8 włącza się w mgnieniu oka i równie szybko reaguje na każdą komendę. Potrafi także strzelać aż 10kl/s z ciągłym śledzeniem i wszystkimi udoskonaleniami – potrafi również robić 11kl/s, ale z zablokowanym autofocusem, co zdaje mi się być po prostu sztuką dla sztuki i nie będę się nad tym skupiać. Dzięki tak szybkiej migawce można rejestrować każdy ruch i w domu wybrać najlepsze ujęcie, pokazujące kwintesencję sceny. Canon 90D po prostu lubi szybko.

Wszystko to naprawdę daje radę i aparat potrafi strzelać serie niczym karabin maszynowy. Ma to jednak też swoją cenę, o której dowiedziałem się na stadionie. Po golu Flavio Paixao nacisnąłem spust migawki chcąc uchwycić radość zawodnika i reszty zespołu i… nagle aparat przestał robić zdjęcia. Szybki rzut oka i okazało się, że po prostu zapchałem bufor. Myślę, że to częściowo moja wina bo postanowiłem zapisywać zdjęcia w pełnowymiarowych rawach (a tu bufor pozwala na zapis 25 klatek, w jpg jest to 58 klatek), ale też dlatego, że używałem karty w standardzie UHS-I oferującej maksymalny zapis na poziomie 95mb/s. Canon obsługuje standard UHS-II i myślę, że zdecydowanie warto zaopatrzyć się w taką, by móc w pełni wykorzystać moc tego aparatu.

Kup karty UHS II w naszym sklepie >>

Dzięki łączności Wi-Fi i Bluetooth równie szybko co zrobić zdjęcie można także przesłać je do komputera, czy też smartofna – a z nich wprost do redakcji czy agencji, które już tylko czekają by puścić je w świat. Wiem, że te standardy łączności to już niemal podstawowe wyposażenie każdego aparatu, ale Canona trzeba pochwalić za to, że to po prostu działa, a parowanie urządzeń jest banalnie proste. Wystarczy odpowiednia aplikacja.

W tej cenie można mieć pełną klatkę!

W Polsce (i nie tylko) obserwuję kult pełnej klatki. To prawda, że większe matryce dają często lepszą jakość zdjęć, szczególnie w ciemnych warunkach, jednak w tym przypadku zastosowanie matrycy APS-C jest celowe i uzasadnione.

Po pierwsze rzadko kiedy zdarzają się pełnoklatkowce, które będą tak szybkostrzelne (a jeśli są, to kosztują swoje). Myślę, że można tu wspomnieć o Canonie 6D mark II, który jest zbliżony cenowo, potrafi strzelić maksymalnie 6.5kl/s – przy 10kl/s nowego 90D wypada to dość blado. Do tego, dzięki mniejszej matrycy, można stosować krótsze obiektywy, by móc mocniej zbliżyć się do obiektu. To dzięki zjawisku zwanym „ekwiwalentem ogniskowej”. Brzmi trochę pogmatwanie, prawda? Mówiąc bardzo skrótowo – ogniskową obiektywu mnożymy (w tym przypadku) razy 1.6 i otrzymujemy ekwiwalent obiektywu, którego musielibyśmy użyć na pełnoklatkowym sensorze. Żeby to trochę uprościć dam przykład: mocując obiektyw 500 mm do pełnej klatki ma on kąt widzenia taki, jaki ma obiektyw 500 mm, jednak jeśli podłączysz go do niepełnej klatki, to jego kąt widzenia się zmniejszy i da to wrażenie użycia obiektywu o ogniskowej sięgającej aż 800 mm! Dzięki temu możesz użyć mniejszych, lżejszych i często tańszych obiektywów. Nie spłoszysz przy tym zwierzyny, czy też nie zostaniesz rozjechany przez bolid F1. Dobrze pomyślane Panie Canonie!

Zdjęcie zrobione przy 300 mm – co dla pełnej klatki daje ekwiwalent sięgający aż 480 mm

Wybór szkieł z mocowaniem EF i EF-S jest ogromny. Canon, ale także i inne firmy, takie jak Sigma, Tamron, Tokina, itd., produkują je już od ponad 30 lat. Jednak do 90D warto kupić dobre jakościowo obiektywy, bo nowa matryca, w którą jest wyposażony niezbyt wiele wybacza.

Po co tyle megapikseli?

Nowa matryca mająca aż 32.5 Mpx to zarówno najmocniejszy jak i najsłabszy komponent w 90D. Można powiedzieć, że jest bardzo specyficzna… Canon twierdzi, że użycie tak dużej matrycy pozwala na dowolne przekodowywanie zdjęć w post produkcji i nie są to puste przechwałki, a kluczowa funkcja dla wszystkich fotografów robiących zdjęcia w ruchu, m.in sportowych czy dzikiej natury. Postaram się to przedstawić na przykładzie:

Zdjęcie podstawowe ma 32.5 Mpx jednak nie dość, że jest krzywe to w dodatku mało ciekawe, choć przedstawia interesującą sytuację. Trzeba je bardzo mocno skadrować, żeby skupić się na tym, co jest ważne. Normalnie, przy standardowej matrycy, nie mógłbym sobie pozwolić na tak poważną ingerencję w zdjęcie. Tu jednak po przekadrowaniu ma ono 12,5Mpx – co pozwala na wydruk w bardzo dobrej rozdzielczości (300DPI) w formacie 36×24, czyli większym od kartki A4 i mniejszym od B4. Takie zdjęcie nadal może trafić na ścianę, stronę internetową, czy nawet okładkę gazety!

32.5 Mpx – czyli klęska urodzaju?

Wspomniałem, że matryca ta jest jednak dość specyficzna. Tak duży natłok pikseli niesie ze sobą pewne konsekwencje. Wspominałem już, że obiektyw powinien być wysokiej klasy, bo przy tym aparacie jego wszelkie wady po prostu wyjdą na zdjęciu. Po podłączeniu słabego optycznie obiektywu miałem wrażenie, że zdjęcia wychodzą po prostu nieostre – choć na innych korpusach działały całkiem dobrze. To niestety zawęża pulę dostępnych obiektywów i raczej (poza kilkoma wyjątkami) kierowałbym się tu w nowszymi konstrukcjami.

90D dużo dużo lepiej radził sobie z Canonem 70-200 2.8L IS II niż z Sigmą Art 150-600

Po powrocie z meczu zauważyłem jeszcze jeden problem. Część zdjęć biegnących piłkarzy również nie była zbyt ostra, wyglądało to trochę jak poruszone zdjęcie – mimo czasu sięgającego 1/800. Dopiero przy 1/1250 i czasach krótszych wszystko było jak najbardziej ok. Problem ten też został zauważony przez niektórych recenzentów i użytkowników w internecie. Poszukałem, popytałem i okazuje się, że nie jest to pierwszy przypadek w historii, podobny problem miał np. Canon 5DSr – tak, on też miał bardzo dużo megapikseli (ponad 50mpx). Okazuje się, że przy pracy z takimi aparatami, by zarejestrować ostry obraz trzeba skrócić dodatkowo czas naświetlania. Dzięki temu piksele „zamarzną” i nie będzie efektu poruszenia. Po prostu trzeba nauczyć się z nim pracować i zapamiętać, żeby nieco skrócić czas względem normalnego aparatu. Ot, jego specyfika.

Co z szumem i dynamiką tonalną?

Każdy fotograf wie, że skrócenie czasu naświetlania spowoduje ubytek światła. Trzeba wtedy otworzyć bardziej przysłonę (choć nie zawsze się już da) i/lub zwiększyć czułość ISO (co wiążę się ze stratą jakości i brzydkim cyfrowym szumem). Zazwyczaj jest tak, że przepełniona pikselami matryca mocniej szumi – jednak tu nie jest tak źle! Czy to magia? Podejrzewam, że to zasługa procesora (który swoją drogą jest taki sam jak w Canon EOS R). Nie jestem przesadnym analitykiem pikseli, a bardziej niż jakość interesuje mnie treść, ale mogę powiedzieć, że przy wysokich wartościach rzędu 3200/6400 obrazek jest całkiem znośny. Wiadomo, że szum się pojawia, ale nie razi aż tak po oczach. Można go zaakceptować.

Choć w internecie zdążyła już pojawić się plotka o tym, że zakres dynamiczny* jest gorszy od 80D to jest to tylko i wyłącznie plotka. Nowy 90D pod tym względem jest dużym postępem i to dla niego ogromny plus biorąc pod uwagę do czego jest przeznaczony. Więc nie dość, że dynamika jest lepsza to w dodatku przy dużo większej ilości megapikseli. Nieźle! Docenią to na pewno fotografowie krajobrazu czy natury, gdzie często trzeba „wyciągać” rzeczy z cieni i/lub niwelować prześwietlenia.

*Jeśli nie wiesz, czym jest rozpiętość tonalna to już tłumaczę. Najprościej mówiąc – jeśli zakres jest duży to oznacza to, że możliwe jest ujęcie wielu szczegółów zarówno w ciemnych jak i jasnych partiach obrazu.

Canon 90D – dla kogo jest ten aparat i czy warto go kupić?

Canon 90D nie jest idealny. Ma swoje wady, ma swoją specyfikę. Jednak nie ma co oczekiwać osiągów 1Dx mk III w korpusie prawie siedem razy tańszym. Biorąc pod uwagę cenę trzeba uznać, że 90D to udany i wszechstronny model. Ma swoje wady, ale ma też masę zalet. Nie znam drugiego aparatu, który byłby lepszym wyborem i leżał na tej samej półce cenowej.

Choć reklamowany jest głównie jako aparat do fotografowania dzikiej natury i sportu to dzięki swoim możliwościom sprawdzi się również przy fotografii krajobrazowej, makro, produktowej czy reporterskiej a także do kręcenie filmów i vlogowania, Ten korpus docenią ambitni amatorzy, którzy już potrafią fotografować, ale chcą czegoś więcej. To właśnie dla nich jest ten aparat. Więc jeśli masz już jakieś doświadczenie z fotografią i zastanawiasz się nad 90D – to dobra opcja.

Kup aparat 90D taniej o 300 zł w sklepie Cyfrowe.pl

Przy składaniu zamówienia podaj kod 90D300. Promocja ważna do 15.03.2020 lub do wyczerpania zapasów. Oferta dotyczy aparatu i zestawów z obiektywami:

 

 

Podziel się.

O Autorze

Jacek Koślicki

Skupiam się głównie na reportażu i dokumencie. Doświadczenie zdobywałem pracując dla prasy, klubów, firm czy też klientów indywidualnych. Staram się dzielić swoją pasją poprzez pisanie o niej.

Zostaw komentarz

izmir escort