Dziś otwieram swoisty gabinet osobliwości. Aparat o całkowicie dotykowym sterowaniu, aparat do fotografii natychmiastowej, w którym nie ma miejsca na materiał światłoczuły, aparat cyfrowy bez wyświetlacza, czy aparat z pionowo umieszczoną matrycą. Otwórzmy zatem wrota kunstkamery i sprawdźmy, czy wraz z oryginalnością idzie w parze przydatność tych sprzętów? Czy są przełomowymi, ciekawymi modelami, czy raczej ciekawostkami, którym przyjdzie z czasem wyłącznie kurzyć się w gabinetach fotograficznych i kamerowych osobliwości?
Swoją drogą gabinety osobliwości z niemieckiego nazywane były kunstkamera, ale jeśli przyjrzeć się pochodzeniu tej nazwy to nie wywodzi się ona z bliskiego naszym sercom znaczenia słowa kamera. Chodziło tu o słowa „kammer”, oznaczające w języku niemieckim „izbę”. Tak czy inaczej, poniżej zebrałem kilka osobliwych, acz ciekawych modeli sprzętów. Czy w ich szaleństwie jest metoda?

Domenico Remps, Gabinet osobliwości. / Źródło: Wikipedia
Sigma BF

Otwierając wrota gabinetu osobliwości i rozglądając się po półkach, jako pierwsza moją uwagę zwraca Sigma BF. To zresztą niejedyny model tego producenta, który można by tutaj umieścić. Sigma FP też całkiem dobrze tu pasuje, gdyż na tle innych pełnoklatkowych aparatów przypomina mi wręcz przystawkę do obiektywów, a nie tak zaawansowany aparat (co w żadnym razie mu nie umniejsza).
Ale wróćmy do Sigmy BF. Chociaż gabinety osobliwości były przodkami muzeów, to ten sprzęt w żadnym razie nie znalazł się tutaj, gdyż jest czymś archaicznym. Jest wręcz diametralnie odwrotnie. Jego design jest bardzo futurystyczny – oczywiście jak na aparat. Unikatem jest konstrukcja body całkowicie oparta na dotykowym sterowaniu. Z pewnością jeśli chodzi wygląd – śmiało można go eksponować na jakimś white boxie pośrodku galerii. Jeśli zaś chodzi o ergonomię i sens tego rozwiązania – nie wiem, trzeba by rozważyć te kwestie w osobnym artykule. Niemniej odwagi i fantazji Sigmie nie można odmówić, co zapewniło modelowi BF vipowskie miejsce w gabinecie osobliwości.
Leica M11-D

Leica dobrze się czuje w kunstkamera nie tylko ze względu na swoje niemieckie korzenie. W portfolio tego producenta jest wiele pomysłów, które w takim gabinecie osobliwości mogłyby zająć miejsce. Tym razem z półki zdejmuję Leica M11-D, czyli w pełni cyfrowy aparat… bez żadnego wyświetlacza. Oryginał, że hej. Jest to pełnoprawny członek rodziny Leica M11, tyle że pozbawiono go ekranu. Zamiast tego na tylnych plecach znajduje się pokrętło z ISO. Pozostałe parametry, czyli pełnoklatkowy czujnik CMOS BSI, ISO do 50 000 itp. pozostały bez zmian.
Gdyby tylko istniała opcja wyłączania ekranu… No ale nie mi to oceniać, bo teoretycznie, kto bogatemu zabroni. A że Leica lubi ekstrawagancję, to w tym ujęciu jest to model kompletny. Choć w zasadzie niekompletny, bo bez wyświetlacza.
FujiFilm Instax Pal Powder
W moim gabinecie osobliwości jest miejsce dla każdego, kto tylko jest oryginałem. Świadczy o tym, chociażby fakt, że kolejna propozycja ekscentryka jest niemalże 100-krotnie tańsza od przedstawionej wyżej Leici. Ale jest równie, nawet jeśli nie bardziej unikatowy. Już na pierwszy rzut oka widać, że to nietuzinkowa konstrukcja. Niby aparat natychmiastowy, ale gdzie tu włożyć film? Gdzie tu przyłożyć oko, aby wykadrować (choć to akurat w zasadzie da się zrobić z dołączonym w zestawie uchwytem)? Gdzie nadstawić ucho, aby usłyszeć ruch mechanizmu naświetlającego papier?
W tym modelu się nie da, bo to tak naprawdę obiektywo-aparato-przesyłaczo-nadajnik do fotografii natychmiastowej. Robi zdjęcia, ale do ich wywołania potrzebuje sprzedawanej oddzielnie drukarki natychmiastowej. I nie trzeba tego robić od razu po wykonaniu fotografii, gdyż zapisuje do 50 zdjęć. Można mieć go zawsze przy sobie, odkładając wydruk odbitek na później. Dobre rozwiązanie do czasu, aż ludzkość nie wymyśli przenośnych, kieszonkowych komputerów z wbudowanymi aparatami, które łączą się z drukarkami FujiFilm Instax poprzez łączność bezprzewodową.
OK, jestem uszczypliwy dla tego modelu, a trzeba oddać, że może być ciekawą alternatywą dla tych, którzy chcą się pobawić hybrydą fotografii tradycyjnej i cyfrowej, bez sięgania po smartfon (bo to często kończy się nie wiadomo skąd i jak scrollowaniem social media, czy rozproszeniem uwagi wiadomościami i powiadomieniami). To też interesujące, gdy chce się pobawić fotografią z dziećmi (znów omijając smartfony czy sprzęt, który w rękach młodszych byłby narażony na uszkodzenie). Tak więc ostatecznie FujiFilm Instax Pal Powder nie musi wyłącznie zalegać na półkach kunstkamera, ale trzeba przyznać, że jego przeznaczenie jest osobliwe jak on sam.
FujiFilm X Half
Czego tu nie ma, czego nie ma w innych aparatach. 1-calowy sensor umieszczony pionowo, pionowy wizjer, a do tego pionowy wyświetlacz LCD (aż dziw, że obiektywów nie mocuje się do niego pionowo). W tych wszystkich pionach nie ma niczego poniżej (poziomu) krytyki, czy robienia czegoś na opak. Choć może nieco pod prąd, choć tak naprawdę z duchem czasu. Ktoś jeszcze nadąża w tym panoptikum? Nomen omen po prostu chodzi o dostosowanie aparatu do współcześnie coraz powszechniejszych sposobów korzystania z obrazów. A więc FujiFilm X Half powstał głównie z myślą o oglądaniu ich w orientacji pionowej na wyświetlaczach urządzeń mobilnych.
Tradycjonalistom może wydawać się to wszystko osobliwe, ale przecież ogromną większość (w przeciwieństwie do tej drobnej większości) zdjęć wykonuje się teraz z myślą o social mediach. Czyli docelowo będą istnieć głównie w formie prezentacji na urządzeniach mobilnych. Czy to dobrze, czy źle, każdy oceni sam, ale producenci starają się dostarczać sprzęty, które to uwzględniają i jednocześnie dają ergonomię, jakość i ogólnie doświadczenie fotografowania, daleko wykraczające poza możliwości tradycyjnych smartfonów (tradycyjne smartfony chyba przestały być oksymoronem).
I taki jest właśnie m.in. cel powstania FujiFilm X Half. A gdy do tego dołączy się stylistykę retro, tryb symulacji filmów światłoczułych i ogólne aspiracje do łączenia świata klasyki z nowoczesnością, to ten model ma szansę nie tylko na miejsce w gabinecie osobliwości, ale też w koszykach zakupowych.
Podsumowanie
Dla każdego z tych aparatów można by stworzyć osobny artykuł, w którym rozważałoby się sens ich unikatowych konstrukcji. Niemniej chciałem Wam zwrócić uwagę na to, że przesłanki i przysłonki do powstawania takich modeli mogą być zróżnicowane. Ostatecznie na rynku pojawia się więcej interesujących modeli, z których część pewnie zalegnie w gabinetach fotograficznych osobliwości, a część stanie się ciekawymi, choć może tylko niszowymi sprzętami.
Podziel się w komentarzu, jaki jeszcze osobliwy model aparatu lub kamery dodałbyś do tego zestawienia? Miałeś do czynienia z którymś z ww. modeli?