Sigma wrzuciła piąty bieg i w tym momencie jedzie bez trzymanki. Ktoś chyba ich podpuścił, mówiąc, że nie dadzą rady zasypać runku różnorodnością swoich obiektywów. Po czym Sigma powiedziała „potrzymaj mi soczewkę” i wypuściła kolejne trzy szkła w jednym dniu. Wśród nich znalazła się Sigma 135 mm F1.4 DG Art. Czy Sigma stawia na ilość czy jakość? Udało mi się pracować z tym obiektywem przez jakiś czas i mam wyrobione zdanie na ten temat. Odpowiedź znajdziesz w tym artykule!
Sigma wysłuchała mych próśb!
Niedawno na tym blogu oraz w filmie na naszym kanale YouTube, podczas omawiania Sigmy 200 mm f/2 DG OS Sports narzekałem na niewielki zakres możliwości, który oferuje ogniskowa tamtego obiektywu. Wspomniałem wtedy, że bardziej praktyczna jest ogniskowa 135 mm. Wykorzystasz ją w wielu dyscyplinach sportów halowych oraz portrecie.
Wygląda na to, że Sigma nie mogła przejść obojętnie obok mojego komentarza i przygotowali Sigmę 135 mm F1.4 DG Art. Doceniam to i szanuję. Sprawdźmy teraz, czy to udana premiera!
Pierwsze wrażenia są jak najbardziej pozytywne! Obiektyw jest bardzo dobrze zbudowany i wydaje się naprawdę solidny. W tym odczuciu ważną rolę odgrywa waga. Sigma 135 mm F1.4 DG Art waży aż 1430 gramów! To waga, która utrudnia wygodne trzymanie obiektywu przy oku. Właśnie dlatego Sigma została wyposażona w złącze statywowe. Niestety różni się ono od tych zastosowanych w innych modelach. Złącze nie posiada magnetycznego systemu, który ułatwia poziomowanie obiektywu. Ponadto podczas zmiany położenia z wnętrza dobiega nieprzyjemny dźwięk.
Sigma dała nam dostęp do dwóch przełączników AFL, MF/AF, blokady pierścienia przysłony, oraz przełącznika zatrzaskowego pierścienia przysłony. Ponadto konstrukcja jest odporna na kurz i zachlapania.
Jakość optyczna
Ostrość tego obiektywu na przysłonie f/1.4 to absolutne mistrzostwo. Zarówno centrum jak i brzegi są niesamowicie ostre. Nie zauważyłem znaczącej aberracji chromatycznej. Rzuciła mi się w oczy wyłącznie niewielka dystorsja, która z pewnością będzie prosta do korekcji.
Winietowanie
Przysłona f/1.4 sprawia że winietowanie jest silne i widoczne. Oczywiście podczas wyłączonej kompensacji obiektywu. Włączenie tej funkcji sprawi, że zacienienie brzegów kadru praktycznie zniknie. Wynik winietowania oceniam neutralnie. To całkowicie spodziewane rezultaty biorąc pod uwagę zastosowaną przysłonę.
- f/1.4 wyłączona kompensacja
- f/1.4 włączona kompensacja
Praca pod światło
Tu pojawiają się pierwsze poważne problemy Sigmy 135 mm F1.4 DG Art. Niestety podczas skierowania obiektywu w kierunku ostrego światła powstają potężne odblaski i flary. Cierpi również kontrast, który drastycznie się zmniejsza. Mogą pojawić się również obszarowe zafarby.
Te wyniki martwią w kontekście wykorzystania tego obiektywu w portrecie. Często stawiam swoich modeli pod słońce. Niestety z tym obiektywem takie ustawienie może okazać się kłopotliwe.
Warto zaznaczyć, że wraz z obiektywem otrzymasz naprawę dużą osłonę przeciwsłoneczną, która w większości przypadków zniweluje ten problem. Ja swoje zdjęcia testowe wykonałem bez niej, by przetestować obiektyw w skrajnych warunkach. Jeśli tylko nie zapomnisz zabrać ze sobą osłony, to sesja powinna potoczyć się po twojej myśli.
Bokeh
Jakie może być bokeh w obiektywie 135 mm z przysłoną f/1.4? Oczywiście, że tło będzie absolutnie rozmyte. Będziesz w stanie całkowicie odseparować modela od drugiego planu. Myślę nawet, że w wielu przypadkach ta przysłona może okazać się zbyt szeroko otwarta. Niemniej watro mieć zapas!
Krążki nieostrości przyjemnie układają się w kadrze. Są gładkie i nie zauważyłem cebulowego efektu. W tym segmencie można Sigmę zdecydowanie pochwalić!
Art czy Sport?
Sigma dzieli swoje obiektywy w ramach linii „Global Vision” na trzy kategorie: Art, Contemporary i Sports. Szkła z dopiskiem „Art”, takie jak omawiana Sigma 135 mm F1.4 DG Art, są stworzone z myślą o artystach i kreatywnych twórcach. Priorytetem jest jakość obrazu, a kompaktowość i wielofunkcyjność schodzą na dalszy plan. Stąd gabaryty obiektywu.
Piszę to, by zwrócić uwagę na autofokus tego narzędzia. Ja fotografowałem nim koncert i nie miałem większych problemów. Nietrafione klatki można policzyć na palcach średnio zdolnego drwala. W przypadku fotografowania portretów z pewnością obiektyw będzie działał bardzo szybko i celnie. Gdyby jednak komuś przyszło wykorzystać Sigmę w meczu piłki ręcznej, to przypominam, że nie w tym celu został stworzony. Nie przekreśla to jego możliwości. To dalej bardzo szybki obiektyw. Mimo to warto pamiętać, że sport to nie jest jego domyślna rola.
Podsumowanie
Na koniec chciałbym jeszcze raz podziękować Sigmie za wzięcie sobie moich porad do serca. Nie spodziewałem się, że Cyfrowe.pl ma tak duży wpływ na fotograficznych gigantów. Zaskakuje również prędkość pracy Sigmy. Konstrukcja nowego obiektywu zaledwie miesiąc po naszym komentarzu, to wyczyn!
Żarty na bok. Sigma 135 mm F1.4 DG Art to naprawdę udana premiera. Martwi mnie tylko praca pod światło. Niestety tak duża pierwsza soczewka oprócz genialnych rezultatów optycznych przynosi również pewne kompromisy. Gdyby nie to jedno potknięcie otrzymalibyśmy sprzęt kompletny. Niemniej jestem przekonany, że dla nie jednego fotografa ten obiektyw stanie się ulubionym.











5 komentarzy
Oczywiście uchwyt statywowy da się zdemontować…
To prawda. Popełniłem błąd i biję się w pierś. Artykuł już poprawiony.
Miałem okazję jeszcze raz wziąć ten obiektyw do ręki na naszym festiwalu Światłosiła i porozmawiać z przedstawicielami Sigmy, którzy odkryli przede mną tę możliwość. Uważam, że zastosowane w tym obiektywie rozwiązanie jest wyjątkowo nieintuicyjne. Jednocześnie przyznaję, że powinienem lepiej to wybadać.
Dzięki za test i szczegółowe omówienie ale nie rozumiem, dlaczego jeżeli wykonany został test pod światło bez osłony i tak mocno zaznaczone w opisie zostało to, że osłona powinna zniwelować ten problem, to czemu nie zostały wykonane te same zdjęcia z osłoną?
Dzięki za komentarz! To trafna uwaga. Powinienem wyjaśnić to bezpośrednio w tekście.
Osłona przeciwsłoneczna to fizyczny kawałek plastiku, który osłania soczewkę obiektywu przed światłem. Działa dokładnie tak samo jak każda inna rzecz, która rzuca cień. W związku z tym jej efekty albo są, albo ich nie ma.
Oczywiście osłona nie pokrywa w pełni obszaru soczewki. To oznacza, że fotografując na wprost ostrego słońca, nawet największa osłona przeciwsłoneczna nie pomoże.
I tak, i nie. W końcu w jakimś celu ta osłona została zaprojektowana, wyprodukowana i jest na wyposażeniu obiektywu. Co więcej, proponuję sprawdzić sobie, ile kosztują osłony PS do np. topowych obiektywów klasy 600/4. Znany jest przypadek pewnego youtubera, który do Sony 200-600 na drukarce 3d wydrukował sobie osłonę (bo nowa też swoje kosztuje) i z powodu załamań światła wewnątrz niej spowodowanych nierówną powierzchnią w rezultacie zdjęcia wychodziły mydlane. Więc to nie tak, że ten element jedynie osłania przed światłem.