Od dobrych kilku lat w świecie fotografii jest jedna rzecz, która wzbudza kontrowersje niczym ananas na pizzy… Chodzi oczywiście o cyfrowe korekcje obiektywu. Jedni je kochają, bo „robią robotę”, inni nienawidzą, bo „psują rasową czystość optyki”. A ja? Ja wchodzę w to jak w piątek po południu w dresy i biorę popcorn, czytając komentarze – z entuzjazmem, ale nie bez refleksji. Dziś pod lupę weźmiemy temat cyfrowych korekcji, rozwiewając przy tym trochę mitów — albo weźmiemy widły i spalimy jakąś czarownicę. To się jeszcze okaże!
Co to są cyfrowe korekcje obiektywu?
Zacznijmy od podstaw. Cyfrowe korekcje obiektywu to magiczne zaklęcia (czytaj: algorytmy), które aparat lub oprogramowanie graficzne stosuje, by poprawić niedoskonałości optyki. Jakie? Choćby prostują linie, gdy obiektyw próbuje zrobić z każdej kamienicy precla (czytaj: dystorsja). Usuwają winietę, czyli te mroczne narożniki zdjęcia. Korygują aberrację chromatyczną – czyli te kolorowe obwódki wokół kontrastowych krawędzi, jakby ktoś podkreślił kontury mazakiem. Osobiście nienawidzę ich jak Gargamel nienawidził Smurfów! Czasem nawet poprawiają ostrość na brzegach kadru lub „poprawiają” kolory.

Mogę powiedzieć to z pełną świadomością – nienawidzę aberracji! W tym przypadku, w Sigmie 16-300 dzięki profilom obiektywu jest ona zwyczajnie usuwana bez żadnego negatywnego wpływu na jakość zdjęcia.
Niestety, ale optyka, tak jak i ludzie, nie jest idealna i potrzebuje czasem takiego wsparcia. Wszystko to dzieje się automatycznie. W aparacie albo później w oprogramowaniu do postprodukcji. Bez Twojego udziału. Tak po prostu. Czasem nawet nie wiesz, że to się dzieje. Sprytne, co? Gdzie więc wady? Gdzie problem?!
Kiedyś to robili obiektywy idealne! Tyle że nie
Oczywiście, są tacy, którzy powiedzą: „A kiedyś to były czasy! Obiektyw musiał być ostry od rogu do rogu, nie miały winiet, beczki i aberracji! Czysty kwarc, a nie jakieś tam cyfrowo-szatańskie sztuczki!”. No tylko, że jest mały problem… Bo takie czasy nie istniały! Nigdy takich idealnych obiektywów nie było. Czas niestety mocno wypacza wspomnienia. Zapominamy, że kiedyś tupaliśmy nóżką do Crazy Froga, tak jak i nie pamiętam potwornych aberracji starych obiektywów. Tak właśnie działa ludzka pamięć!

Canon EF 50 1.2L (z 2006 roku) to bez wątpienia wspaniały obiektyw z najwyższej klasy… jednak przy pełni otwartej przysłonie i mocno kontrastowych scenach potrafił pokazać aberracje
Ciekawostką dla niektórych może być też fakt, że korekcje cyfrowe nie są z nami od tygodnia, ani roku. One są od tak dawna, że aż ciężko doszukać się ich początków! Z informacji, do jakich udało mi się dokopać, wynika że już w 2008 roku Canon zaimplementował korekcje optyczne do korpusów. Dziś są one po prostu popularniejsze.
Czy to znaczy, że obiektywy są teraz gorsze?
Obiektywy dziś nie tylko nie są gorsze, ale dodatkowo są… sprytniejsze! Mają potwornie wyśrubowaną optykę, bo muszą sprostać wymaganiom nowoczesnych matryc. Nowe technologie związane z powłokami, precyzyjniejsza obróbka soczewek, itd. itp., sprawiają, że dziś obiektywy po prostu mogą więcej, a korekcje cyfrowe im dodatkowo pomagają.
Prawda jest też taka, że cyfrowe korekcje pozwalają projektować mniejsze, lżejsze i tańsze obiektywy. Projektanci mogą sobie pozwolić na przesuwanie granicy i tworzenie konstrukcji, o jakich się filozofom nie śniło! Wiedzą, że w kwestii korekcji dystorsji czy winiety, bo wiedzą, że aparat to „naprawi”. To z kolei oznacza, że Ty – fotograf – możesz mieć np. jasny szeroki zoom, który waży tyle, co kanapka z szynką, a nie tyle ile cegła z egipskiej piramidy. Młodsi czytelnicy mogą nie wiedzieć, ale jeszcze nie tak dawno nie było to po prostu możliwe!
- Sony 400-800 | @400 mm, korekcje winietowania wyłączone
- Sony 400-800 | @400 mm, korekcje winietowania włączone
Gdzie moje widły! Na sztos z algorytmami!
No dobra, ale czy to uczciwe? Przecież kupujesz cudowny, doskonały optycznie obiektyw, a tu się okazuje, że połowa zdjęcia to efekt algorytmu? Spokojnie, Sherlocku, za daleko idziesz z tymi wnioskami! W rzeczywistości korekcje cyfrowe działają w tle i pomagają wyciągnąć maksimum z obiektywu. Nie ma w tym żadnego spisku. To po prostu współpraca technologii optycznej z cyfrową. Ty jesteś tego beneficjentem.
Weźmy np. obiektyw typu ultra wide – powiedzmy Canona RF 10-20 mm f/4L. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu jeśli pojawiał się na rynku obiektyw w okolicach 15/16 mm to było to rybie oko (fisheye jak kto woli). W przypadku Canona RF 10-20 f/4L mówimy nie tylko o znacznie szerszym kącie widzenia, ale i braku beczki, dystorsji, itd. Było to możliwe dzięki połączeniu technologii – optycznej i cyfrowej.
Dawniej jeśli już pojawiał się szeroki kąt, to raczej nie był to najjaśniejszy obiektyw – a jeśli był jasny, to miał mnóstwo wad, ale dziś dobrym przykładem jest jasny Sony G 16mm f/1.8, który dzięki korekcjom daje fantastyczne rezultaty i nie kosztuje przy tym tyle co „mikroaparatament 15 minut od centrum Warszawy”!
- Sony 16 mm f/1.8 G – korekcje wyłączone
- Sony 16 mm f/1.8 G – korekcje włączone
Jasne, pewnie by się dało zrobić takie szkło bez ingerencji cyfrowych korekcji. Prawdopodobnie da się też upiec drożdżówki bez drożdży – bo może i jest to możliwe, ale czy ma sens? Nie znam się na pieczeniu, ale mogę powiedzieć, że w przypadku optyki niekoniecznie.
Dlaczego? Bo stworzenie obiektywu o takich parametrach, który będzie tak ostry od brzegu do brzegu, nie będzie miał aberracji i dystorsji, byłoby nie tylko potwornie trudne, ale też sam obiektyw byłby prawdopodobnie kilka razy większy, cięższy i droższy. Czy dopłaciłbyś kilkadziesiąt tysięcy do „czystego optycznie” odpowiednika? Ja niekoniecznie… No a z całą pewnością, nie chciałoby mi się tego dźwigać.
Czy są jakieś minusy?
Pewnie, że są! Bo nic nie jest idealne – nawet pancake z Nutellą! Jednak jest tutaj też trochę mitów, które warto zweryfikować przy okazji. Często w internecie można znaleźć komentarze, że „obiektyw 16 mm po korekcjach ma (wpisz dowolną większą od 16) mm” – co jest naturalnie bzdurą.
Obiektyw dalej ma 16 mm, bo ogniskowa obiektywu jest wartością fizyczną i to się nie zmienia w żaden magiczny sposób. Oczywiście porównując zdjęcie z włączonymi i wyłączonymi korekcjami widać, że występuje tzw. crop – czyli tracisz trochę z pola widzenia, jednak głównie przez to, że zdjęcie jest wyprostowane. Możesz mi wierzyć – inżynierowie o tym wiedzieli i zaprojektowali ten obiektyw pod te korekcje.
- RAW z wyłączoną korektą
- RAW z korektą (Capture One)
- JPG z aparatu z włączoną korektą
Problemy z profilami
Większym problemem moim zdaniem jest to, że czasem profile korekt nie są dostępne w programach do obróbki i trzeba czekać na aktualizację, żeby się pojawiły. Całe szczęście w ostatnich latach się to dość mocno zmienia i producenci sprzętu dbają, żeby aktualizacja w najpopularniejszych programach pojawiła się w dzień premiery sprzętu. Zdarza się też, że oprogramowanie obiektywu i aparatu nie do końca ze sobą współgra i wtedy trzeba poczekać na aktualizacja firmware’u obiektywu.

Dość łatwo poznać kiedy korekcje obiektywu nie współpracują z softem aparatu – pojawiają się wtedy np. takie ciemne okręgi. Aktualizacja softu obiektywu rozwiązuje ten problem. fot: Canon Community
Jedną rzeczą, której szczerze nigdy nie zauważyłem, a jedynie o niej czytałem to, że są zwiększone szumy w rogach po korekcji winiety. Teoretycznie – ma to sens, ale szczerze ja tego nie zanotowałem (może dlatego, że nie przyglądam się z lupą każdemu pikselowi – choć wydaje mi się, że dzisiejsze matrycę są po prostu na tyle dobre, że podciągnięcie ekspozycji w rogach kadru o 0,5EV po prostu nie wpływa na jakość obrazka). Jednak bezsprzecznie największą wadą są zranione serduszka purystów, ale na to nie znam lekarstwa.
Ale przecież to psuje RAW-y!
Z tego co zauważyłem, to często powtarzająca się bzdura… Aparaty (zwłaszcza bezlusterkowe) zapisuje metadane korekcji razem z RAW-em. Programy do obróbki (taki jak np. Adobe Lightroom czy Capture One) odczytują te dane i stosują korekcje automatycznie. W większości przypadków możesz je jednak wyłączyć, gdzie zobaczysz „gołe” możliwości obiektywu – czyli jego niedoskonałości. Mówię o większości, bo wydaje mi się, że u niektórych producentów aparatów faktycznie tych korekcji wyłączyć nie można. Jednak większość daje Ci wybór. Chcesz realistycznie? Proszę bardzo. Chcesz dobrze? Też proszę. Wszystko można, nic nie trzeba i na pewno niczego nie psuje.
Podsumowując: No to jak? Te koercje są dobre, czy złe?
Moim zdaniem? Dobre jak pepperoni z podwójnym serem, albo kremówka! Cyfrowe korekcje to technologia, która daje więcej swobody twórcom, producentom i… Tobie. Obiektywy dzięki niej mogą być mniejsze, lżejsze, tańsze i ich osiągi mogą być jeszcze lepsze! Oczywiście, trzeba wiedzieć, że to istnieje. Trzeba rozumieć, jak to działa. Ale czy to coś złego? Nie. To po prostu narzędzie. A jak wiemy – młotek może wbić gwóźdź, ale i rozwalić telewizor. Wszystko zależy od tego, jak go użyjesz. Najważniejsze to się ich nie bać. Nie gadać głupot, że kiedyś obiektywy były idealne – bo wystarczy taki obiektyw wziąć i okazuje się, że nie były. Korekcje to nie czarna magia, to nauka w służbie sztuki!
- Korekcje wyłączone
- Korekcje włączone
A więc, drogi Czytelniku – następnym razem, gdy spojrzysz na swoje idealnie proste zdjęcie z szerokiego kąta i pomyślisz: „Wow, jakie to wszystko symetryczne!” – pamiętaj: gdzieś tam, w małym układzie scalonym, ktoś (a raczej coś) zrobił dla Ciebie kawał dobrej roboty. Jeśli chcesz sprawdzić, jak wygląda świat bez cyfrowych korekt – wystarczy wejść w RAW, wyłączyć profil i przygotować się na dawkę brutalnego realizmu… Ale ostrzegam – raz zobaczysz „nagą prawdę” i już nic nie będzie takie samo. Sam korzystam z korekcji i jestem ich fanem, po prostu!








