Canon R7 – czy to nowy król APS-C?

0

Od wielu, wielu lat jestem fanem serii 7D. Miałem zarówno Canona 7D pierwszej generacji, jak i Canona 7D Mark II. Absolutnie fantastyczne aparaty, które bardzo ciepło wspominam. Dlatego też ucieszyłem się na pierwsze plotki na temat Canona R7 i z niecierpliwością zacząłem wyglądać premiery tego korpusu. Czy warto było czekać i czy nowy przedstawiciel „siódemki” jest godzien nosić to miano? Sprawdźmy!

Co było takiego szczególnego w Canonach 7D?

…ale od początku. O co w ogóle chodzi z tymi (dość drogimi) aparatami z matrycami APSC? Niepełnoklatkowa matryca raczej kojarzy się z segmentem amatorskim i aparatami budżetowymi. Siódemki to jednak kompletnie inna liga i z amatorskimi APSC łączy je jedynie rozmiar matrycy. Najlepiej świadczyć może o tym fakt, że obie generacje Canonów 7D były przyrównywane do… absolutnie topowych Canonów 1Dx.

Canon R7 + Canon RF 100-500 tworzą fantastyczny, lekki, zestaw m.in. dla spotterów, czy fotografów dzikiej natury.

Canon R7 + Canon RF 100-500 tworzą fantastyczny, lekki, zestaw m.in. dla spotterów, czy fotografów dzikiej natury. Sprzęt wypożyczony na testy oczywiscie z Cyfrowe.rent

Bardzo popularnym stwierdzeniem było nawet, że „Canon 7D to 1Dx z mniejszą matrycą” i w gruncie rzeczy tak było! Bardzo, ale to bardzo dobry system autofocusa, szybkie serie zdjęć, topowe funkcje i „niezniszczalność” (polecam pooglądać na Youtube testy Kaia W, który klasyczną siódemkę palił, zamrażał, strzelał, zrzucał, czy zostawił w wysadzanym budynku – spoiler: aparat dalej dział).

Spadkobierca? Czy nowa karta w historii? Jak uplasować Canona R7?

To właśnie wyróżniało Canony z tej serii i dlatego też stały się one tak chętnie kupowane przez fotografów dzikiej przyrody, spotterów, fotografów sportowych, czy też fotoreporterów, czego jestem najlepszym przykładem. Canon R7 ma wysoko postawioną poprzeczkę już przez samą siódemkę w nazwie. Jasne, ktoś mimo wszystko może twierdzić, że APSC jest wyłącznie dla amatorów, ale szkoda chyba czasu na wyprowadzanie z błędu. Choć czy na pewno nie mają racji?

Canon R7 test na meczu żuzlowym

Canony z serii 7 były budowane tak, by sprawdzać się nawet w ekstremalnych warunkach.

Przy pierwszym odpaleniu tego aparatu zdziwiło mnie to, że ma on wbudowany samouczek znany z aparatów kierowanych do osób zaczynających fotografować, amatorów. Skąd więc samouczek w aparacie, który swoje kosztuje i raczej będzie wyborem świadomych użytkowników? Czy Canon więc pozycjonuje ten aparat niżej niż np. Canona R? Niekoniecznie, ale o tym za chwilę…

Zalety (i wady) matrycy APSC. Lepiej wybrać pełną klatkę, czy cropa?

No ale właśnie, bo czy kojarzona z amatorami, matryca APSC (lub jak kto woli crop), jest faktycznie tylko dla amatorów? Niekoniecznie, co udowadniały lustrzankowe wersje Canonów 7D, czy też Nikony jak np. D500. Mniejszy rozmiar matrycy oczywiście ma swoje wady, takie jak zazwyczaj większy szum przy wysokich ISO, czy też węższy kąt widzenia… ale ten węższy kąt widzenia to jednocześnie jedna z największych zalet cropowych matryc!

„Jak to zaleta?” zapytasz zapewne. Otóż na przykład przy fotografii dzikich zwierząt, czy też sportu, to może się bardzo przydać. W Canonie R7, podobnie jak i we wcześniejszych aparatach tego producenta z matrycami APSC, występuje mnożnik x1.6. Co to oznacza? Ano tyle, że żeby obliczyć ekwiwalent ogniskowej dla pełnej klatki, należy pomnożyć ogniskową razy 1,6. Dla przykładu obiektyw o ogniskowej 70-200 mm stanie się odpowiednikiem 112-320 mm, a takie 150-600 mm będzie ekwiwalentem 240-960 mm…

Canon R7 test recenzja

Mniejsza matryca APSC daje efekt dodatkowego „zbliżenia się” do fotografowanego obiektu.

Oczywiście pojawią się na pewno głosy mówiące, że lepiej kupić pełną klatkę i użyć telekonwertera, lub też, żeby w postprodukcji wyciąć fragment zdjęcia. Jasne, są to opcje, ale niosą za sobą sporo obciążeń. Pierwsze z nich dodaje dodatkowy element optyczny, co może wpłynąć zarówno na jakość, jak sybkość działania AF-u. No i mamy do wyboru tylko mnożniki x1,4 oraz x2. Zresztą i do aparatu z matrycą APSC możemy dołożyć telekonwerter i zyskać dodatkowy mnożnik…

Canon R7 + TC 1.4 III

Canon R7 + Adapter EF-RF + TC 1.4 III + Canon 70-200 2.8L IS II (@200mm – ekwiwalent 448mm).

Matryca Canona R7 daje sporo możliwości

Druga opcja dość płynnie dotyka kolejnego akapitu. Bo jeśli w takim Canonie R6 włączysz tryb CROP lub też później wytniesz odpowiedni wycinek w postprodukcji, to finalnie otrzymasz obrazek mający niecałe 8Mpx. Jasne, do niektórych zastosowań wystarczy, ale… cropując zdjęcie możemy stracić na jakości – szczególnie widoczną przy dużym druku.

Canon R7 + RF 100-500

Zdjęcie w pełnym rozmiarze 32,5Mpx. Canon R7 + RF 100-500 [500mm (eq. 800 mm) , f/7.1, 1/4000, ISO500).

Tutaj właśnie widać zalety matrycy z Canona R7, która ma 32,5mpx i jest już z mnożnikiem x1.6. To oznacza, że dostaje znacznie, znacznie, znacznie większą ilość pikseli względem wycinka z pełnej klatki. A to z kolei pozwala mi go jeszcze mocno dociąć, bez straty jakości. Rozumiesz już zalety mniejszej matrycy? Nie dość, że „jest się bliżej”, to w razie konieczności jest też jeszcze z czego wycinać i zbliżyć się jeszcze bardziej. To mega przydatna opcja przy fotografii, do której ten aparat jest dedykowany.

Wykropowane zdjęcie z Canona R7

Zdjęcie wycięte do ok 2Mpx – jest to radykalny przykład i raczej, aż tak nie powinno się ciąć zdjęć, jednak przyznaje, że Canon R7 zaskoczył mnie bardzo pozytywnie zachowując dobrą szczegółowość obrazu.

Rozpiętość tonalna i wysokie ISO w Canonie R7

Pytanie, które dostałem w wiadomościach prywatnych, nie wiem jak dużo razy. Tak duża rozdzielczość i format APSC może wywoływać obawy… Choć czasy i technologia mocno poszły do przodu i już Canon 90D oraz M6 Mark II, pokazały, że 32,5Mpx na matrycy APSC nie musi być ogromnym problemem. Wiele osób w internecie narzekało też na to, że jest to matryca CMOS, a nie BSI jak w Canonie R3. Jednak czy mimo to daje sobie radę z wysokimi czułościami? Sprawdź sam:

Wszystkie zdjęcia zostały przepuszczone przez DPP i wywołane do JPG bez ingerowania w suwaki.

No właśnie. Nie jest źle. Jest dobrze, nawet bardzo dobrze, a nawet lepiej niż się spodziewałem! Aparat ten jak na APSC radzi sobie świetnie z wyższymi czułościami, a jego możliwości obróbki są po prostu bardzo dobre.

Z RAWami jest tylko jedno, drobne, „ale”. Lightroom

Jeśli szukałeś już informacji na temat Canona R7 w internecie, to pewnie spotkałeś się ze skrajnie inną opinią dotyczącą wysokiego ISO i rozpiętości tonalnej. Kto więc kłamie?! Okazuje się, że w gruncie rzeczy nikt.

Winne jest tu oprogramowanie. W teorii Lightroom faktycznie czyta pliki .CR3 z Canona R7, jednak nie czyta ich w poprawny sposób. No a właśnie z tego oprogramowania korzysta większość recenzentów. Co to znaczy w praktyce i dlaczego twierdzę, że Lightroom nie czyta poprawnie RAWów z R7? Może najlepiej będzie, jak wytłumaczę to na przykładzie:

Zdjęcie to powstało przy ISO1600 – więc teoretycznie nie powinno być zaszumione. Szumu faktycznie nie ma w JPG, nie ma go też po wrzuceniu RAWa do DPP… jednak coś dziwnego dzieje się w Lightroomie. Szum nagle pojawia się w ogromnych ilościach! Pewnie aktualizacja od Adobe rozwiąże ten problem, warto jednak o tym wiedzieć.

[Edit: podobno nowa wersja LR ma już poprawiony ten błąd, sam jednak nie sprawdzałem i wolę też żebyś miał obraz, skąd w internecie mogą brać się opinie o ogromnym szumie na zdjęciach z Canona R7].

Autofocus rodem z Canona R3?

Obrazek generowany przez nowego Canona R7 jest znakomity, a jak wypada autofocus? Mówi się, że jest zaadaptowany z Canona R3 i może to być prawda. Funkcje i tryby są praktycznie takie same. Bardzo fajne jest to, że tak jak w Canonie R3 można ustawiać personalizowane strefy, w których mają być wykrywane i śledzone obiekty. Prócz tego oczywiście tryby wykrywania i śledzenia oka, zarówno ludzkiego, jak i zwierząt. Jest również tryb śledzenia pojazdów.

Autofocus w Canonie R7 działa świetnie - również jeśli chodzi o funkcje wykrywania pojazdów i zwierząt.

Autofocus w Canonie R7 działa świetnie – również jeśli chodzi o funkcje wykrywania pojazdów i zwierząt.

Według specyfikacji czułość autofocusa to -5EV, czyli tyle ile w Canonie RP, a mniej niż w R/R5/R5/R3. Czy to odczuwalne? Raczej nie. Ja nie zauważyłem, żeby aparat miał jakiekolwiek problemy z ostrzeniem w gorszych warunkach oświetleniowych. Radzi sobie z tym bardzo dobrze.

Bagnet RF-S i podłączanie obiektywów EF do Canona R7

Przy premierze pojawiły się głosy oburzenia, że Canon wprowadza do swojej oferty kolejny bagnet. Jednak to nie tak… Canon R7 ma mocowanie RF, tak samo jak pozostałe bezlusterkowce z serii R. Nowością są jednak obiektywy, które zostały zaprezentowane tego samego dnia i to właśnie przy nich pojawiło się oznaczenie RF-S.

Z Canonem R7 można używać bez problemów swoich obiektywów i akcesoriów z lustrzanki. Tutaj Canon EF 85 1.8 USM na adapterze EF-RF, wyzwalacz radiowy Navigator X2 i Stroboss 60C z parasolką

Z Canonem R7 można używać bez problemów swoich obiektywów i akcesoriów z lustrzanki. Tutaj Canon EF 85 1.8 USM na adapterze EF-RF, wyzwalacz radiowy Navigator X2 i Stroboss 60C z parasolką

W praktyce jednak okazuje się, że… jest to wyłącznie oznaczenie na obiektywie, które ma pomóc rozróżnić obiektywy do APSC, od tych do pełnej klatki. Podobnie jest np. w systemie Sony, gdzie obiektywy do pełnoklatkowych matryc mają oznaczenie FE, posiadając bagnet E.

Jeśli myślisz o przejściu z lustrzanki Canona na bezlusterkowca, to z pewnością w Twojej głowie może pojawić się również pytanie „jak obiektywy z lustrzanki działają na adapterze?”. Temat poruszałem wiele razy – ale powtórzę. Jest znakomicie, fantastycznie, genialnie. Obiektywy z lustrzanki dostają drugie życie i działają zwyczajnie lepiej. Zresztą ostatnio pisałem o tym w aspekcie obiektywów Sigmy, więc jeśli interesuje Cię ten temat, to zerknij tu:

Jak działają obiektywy Sigmy na adapterze z bezlusterkowcami Canon R?

Stabilizacja matrycy przyda się przy długich obiektywach

Canon R7 został wyposażony w stabilizację matrycy. To dość rozsądny ruch, biorąc pod uwagę, że ten aparat jest adresowany do osób, które raczej będą wykorzystywać tele i superteleobiektywy. Stabilizacja ta wraz z dedykowanymi obiektywami RF pozwoli osiągnąć do 8EV wydajności, co jest fantastycznym wynikiem.

Szybkość, migawka elektroniczna i mechaniczna oraz bufor

Aparat ten ma też super szybkie serie zdjęć, bo aż 15kl/s w trybie migawki mechanicznej. Więcej oferuje wyłącznie topowy Canon 1Dx Mark III, który ma 16kl/s. Tak duża szybkość migawki mechanicznej jest naprawdę czymś wyjątkowym i pozwala z całej serii wybrać ten najciekawszy moment akcji. Choć nie wiem, dlaczego jest ona tak głośna… naprawdę klepie konkretnie.

Bardzo szybka migawka mechaniczna pozwala uwiecznić sedno akcji.

Dodatkowo jest również możliwość użycia migawki elektronicznej z prędkością do 30 kl/s… nie jest ona jednak pozbawiona wad. Odczyt z matrycy jest szybki, jednak nie na tyle szybki, by nie powodowało to zniekształceń i artefaktów. Niestety, ale potrafi je wygenerować, co widać np. na samolocie poniżej:

„Samolot z gumy”. Niestety, ale migawka elektroniczna ma zauważalny rolling shutter.

Drugą wadą migawki elektronicznej, a w gruncie rzeczy i obu, jest bufor. Potrafi się on zapchać bardzo szybko. W zależności od ustawień licznik zdjęć w serii pokazywał mi od 30 do ok. 45 klatek w RAW-ach, 60 klatek w JPG. To momentami troszeczkę za mało i przydałoby się więcej.

Zdjęcia, zanim naciśnie się spust

Co jest ciekawostką w tym aparacie? Funkcja, która pozwala zapisać zdjęcia na pół sekundy wcześniej niż naciśniemy spust. To znaczy, że nawet jeśli za późno nacisnę spust migawki, to i tak jest szansa, że złapię na zdjęciu akcję, na której mi zależało. Mega, prawda?

Niesamowicie wydajny akumulator – niby zwykłe LP-E6NH, ale…

Nie wiem, ale wydaje mi się, że to absolutnie najlepiej zoptymalizowany bezlusterkowiec na rynku pod względem zarządzania energią. Na jednym akumulatorze zrobiłem ponad trzy tysiące klatek. Tak, trzy tysiące klatek (i pewnie zrobiłbym więcej, gdyby nie to, że zapomniałem wyłączyć aparatu i przez całą noc był włączony – choć się uśpił. I oczywiście głównie przez używanie szybkich serii). Jednak mimo to jest to genialny wynik.

Akumulator wytrzymuje niesamowicie długo. Zostawienie aparatu włączonego na noc, też nie zrobiło na nim wrażenia.

Jednak jak powszechnie wiadomo, w bezlusterkowcach bardziej liczy się czas pracy i… on też jest niesamowicie długi. Zrobiłem nim trening i mecz rugby, pojechałem na dwie godziny na lotnisko, przez ponad trzy godziny fotografowałem ptaki nad stawem, do tego fotografowanie psa i przeglądanie menu. Niesamowicie długo z niego korzystałem na jednym akumulatorze. A to przyda się w terenie.

Budowa i ergonomia

Czy jest to aparat zbudowany tak, jak choćby wspominany już wielokrotnie Canon 7D? Niestety nie mogłem pozwolić sobie na zamrożenie, ostrzelanie czy spalenie tego korpusu. Wydaje się być jednak solidny. Jest też uszczelniony, z tego co udało mi się zorientować „uszczelnienia są na poziomie Canona 90D”. Do lasu, na bagna czy mecz można go spokojnie zabrać.

Przełącznik AF/MF na korpusie obudowy to bardzo fajny pomysł. Szkoda tylko, że nie działa z obiektywami, które mają swój przełącznik AF/MF.

Przełącznik autofocusa na froncie jest fajnym rozwiązaniem i aż niedowierzanie mnie bierze, że nie wprowadzono tego od początku. Bardzo przydatna rzecz przy obiektywach, które nie mają przełącznika AF/MF. Z drugiej jednak strony, że nie działa przy obiektywach z takim przełącznikiem – myślę, że mogłoby… To taka luźna sugestia do inżynierów Canona.

Jest dobrze, ale mogło być jeszcze lepiej

Nie będę ukrywać, że ogólnie ten aparat mi się podoba i daje sporo frajdy. Niestety, ale muszę w tę beczkę miodu sypnąć łyżeczkę dziegciu. Canon znowu postawił na innowacje i jest tu kilka rzeczy, które moim zdaniem się nie przyjmą. Największe kontrowersje wzbudziło przesunięcie pokrętła przysłony spod kciuka w okolicę joysticka. Najbardziej się tego obawiałem, jednak nieco niepotrzebnie. Po czasie spędzonym z tym aparatem muszę przyznać, że da się do tego przyzwyczaić i momentami nawet doceniałem to rozwiązanie. Choć były i momenty, gdzie je przeklinałem (ale może to kwestia wieloletniego przyzwyczajenia).

Przesunięcie pokrętła przysłony w okolice joysticka wzbudziło sporo kontrowersji, jednak myślę, że to rozwiązanie ma też swoje plusy. Jednak też nie jestem przekonany, czy nie wolałbym aby wróciło w klasyczne miejsce. Trudno to inaczej wytłumaczyć – no spory dylemat.

Większy problem miałem z rozmieszczeniem innych przycisków. Tym, co chyba najbardziej mi przeszkadzało, był włącznik, który jest tu trzystopniowy – Off, On i kamera. Podczas wyciągania aparatu z torby zdarzyło mi się kilka razy przełączyć aparat w tryb filmowy. To samo zdarzało mi się, gdy szybko chciałem włączyć aparat. Mógłby też znaleźć się po drugiej stronie, a w jego miejscu chętnie zobaczyłbym trzecie pokrętło. Z drugiej strony… Kuba Kaźmierczyk w swojej recenzji pochwalił ten włącznik – więc może to też moje przyzwyczajenie.

Trzystopniowy włącznik nie przypadł mi przesadnie do gustu. Może to też kwestia przyzwyczajenia.

Mam wrażenie, że ogólna ergonomia tego aparatu może odstraszać niezdecydowanych. Może też sprawiać problemy, jeśli ktoś pracuje na dwa korpusy. Myślę, że gdyby Canon włożył te podzespoły do korpusu z układem takim jak Canon R5 lub R6, to aparat ten byłby po prostu lepszy. Tak było w przypadku starych 7D, gdzie ich korpus był bardzo zbliżony do 5D. No, ale może to wszystko tylko kwestia przyzwyczajenia?

Wizjer jest lepszy niż można byłoby przypuszczać

Bardzo ważną rzeczą jest też oczywiście wizjer. Co o nim mogę powiedzieć? Jest całkiem ok, choć może parametry na to nie wskazują. Jednak w praktyce patrzy się przez niego bardzo dobrze – myślę, że porównywalnie z Canonem R6. Jest wyraźnie, jest szybko, nie ma blackoutu. Mnie osobiście nieco przeszkadza czujnik z prawego boku, szczególnie podczas fotografowania na monopodzie. Fotografuję prawym okiem i kilka razy zdarzyło mi się, że przestawał on łapać… co skutkowało przełączeniem podglądu na ekran. Niezbyt fajne, lepiej byłoby, gdyby był on na środku.

Canon R7 na śluby?

Jeśli myślicie o fotografii ślubnej, to kupowanie Canona R7 mija się nieco z celem. Oczywiście można i widziałem już w internecie recenzje, które chwaliły ten aparat za zdjęcia zrobione podczas ślubu cywilnego w namiocie, w ciepły i słoneczny dzień… ale to nie warunki, gdzie odbywa się większość polskich ślubów. Myślę, że w ciemnym kościele lepiej jest postawić na pełnoklatkowy, cichszy, korpus, taki jak na przykład Canon R6, który jest absolutną bestyjką podczas reportażu ślubnego.

Canon R6 – test aparatu, na który wielu czekało

Dla kogo jest Canon R7? Podsumowanie

Przy tak bogatej historii, tak wyrobionej marce, nowa siódemka ma naprawdę trudne zadanie przed sobą. Dla kogo to jest aparat? Przede wszystkim dla fotografów, którzy potrzebują bardzo dobrego AF, super szybkich serii zdjęć i świadomie wykorzystają zalety niepełnoklatkowej matrycy. Mnie korzystało się z niego naprawdę przyjemnie, fotografując sport, samoloty, czy ptaki. Myślę, że spokojnie sprawdziłby się też w fotografii reporterskiej – szczególnie w działalności paparazzo.

Canon R7 to typowy aparat do sportu, fotografii spotterskiej, czy też fotografii dzikiej natury. Testowanie go na ślubie mijałoby się z celem.

Czy to dobry aparat? Zdecydowanie tak. Czy kupując go, będzie się zadowolonym? Moim zdaniem bardzo. Gdyby Canon zastosował tu większy buffor i nie eksperymentował z budową korpusu to zdecydowanie nazwałbym go Królem Cropem. Żebyś mnie źle nie zrozumiał – to nie jest nieudany eksperyment, to rozwiązanie ma swoje zalety… ale przyzwyczajenie robi swoje. Mimo to, jest to jeden z najciekawszych aparatów APSC na rynku, a w swojej cenie wydaje się być bezkonkurencyjny.

 

Podziel się.

O Autorze

Skupiam się głównie na reportażu i dokumencie. Doświadczenie zdobywałem pracując dla prasy, klubów, firm czy też klientów indywidualnych. Staram się dzielić swoją pasją poprzez pisanie o niej.

Zostaw komentarz

izmir escort