Jak działają obiektywy Sigmy na adapterze z bezlusterkowcami Canon R?

0

Wciąż wielu fotografów czeka na obiektywy Sigmy z mocowaniem do Canona RF i Nikona Z. Choć pojawiają się plotki i pogłoski, mówiące o tym, że prace nad nimi trwają… to wciąż to wyłącznie plotki i wiele wskazuje na to, że użytkownikom przyjdzie jeszcze poczekać na nowe bagnety w ofercie Sigmy. Jednak trzeba pamiętać, że istnieją adaptery umożliwiające korzystanie z obiektywów lustrzankowych na bezlusterkowcach i właśnie dziś zajmę się tym tematem! Jak to działa? Czy warto w ogóle rozważać taką opcję? Moim zdaniem tak i to bardziej niż w erze lustrzanek!

Sigma Art – za co fotografowie pokochali obiektywy Sigmy?

Dlaczego użytkownicy tak pokochali obiektywy Sigmy? Sigma od wprowadzenia na rynek serii Art jest jednym z wiodących, niezależnych producentów obiektywów na świecie. Ich użytkownicy szczególnie pokochali te obiektywy za wysokiej jakości obrazek oraz świetną relację pomiędzy parametrami a ceną. Nie obyło się jednak bez komplikacji…

„Obiektyw Sigma nie trafia z ostrością” – czyli problemy Sigmy z autofocusem

Niestety, ale na lustrzankach obiektywy Sigmy miały również i swoje problemy, głównie z autofocusem. Oczywiście nie wszystkie, pewnie nawet i mniejszość, ale wyrobiło to pewną opinię. Niektóre sztuki współpracowały świetnie, inne nie trafiały z ostrością. Teoretycznie problemy miała rozwiązać kalibracja przy użyciu specjalnego Sigma USB Dock lub kalibracji w serwisie i w większości przypadków rozwiązywała. Jednak praktyka pokazała, że w pojedynczych przypadkach i to nie pozwalało na zgranie obiektywu z korpusem. Dla niektórych fotografów był i jest to problem nie do przeskoczenia.

Trzeba pamiętać o tym, że obiektywy niesystemowe w nieco inny sposób reprodukują kolory. Sigma 60-600 Sport dała zdecydowanie cieplejsze i bardziej nasycone zdjęcia w porównaniu do Canona 70-200 2.8L IS II. To raczej cecha, nie wada i nieśmiało przyznam, że w tym przypadku efekt bardziej podobał mi się z Sigmy.

„Obiektywy Sigmy zaczęły mieć sens kiedy pojawiły się bezlusterkowce”

Wszelkie te problemy te minęły jednak wraz z nadejściem bezlusterkowców. I tak obiektywy Sigmy, podobnie jak i innych producentów, podłączone do bezlusterkowca przez adapter działają znacznie lepiej niż na lustrzance. Szokujące, ale prawdziwe i tak samo dotyczy Sigmy, jak i oryginalnych obiektywów Canona, czy Nikona. Choć stwierdzenie, że „obiektywy Sigmy do lustrzanek zaczęły mieć sens dopiero kiedy na rynku pojawiły się bezlusterkowce” jest bardzo odważne (i może jednak nieco przesadzone), tak zawiera ziarno prawdy.

Dlaczego tak się dzieje? To dość proste i skomplikowane jednocześnie, ale postaram się napisać to najprościej, jak tylko umiem. W lustrzankach pod lustrem znajdował się czujnik, który odpowiadał właśnie za automatyczne ustawianie ostrości. To on dawał sygnał do aparatu, który to komunikował się z obiektywem, ustawiając odpowiednio ostrość. W przypadku obiektywów systemowych w większości ta komunikacja przebiegała dość sprawnie, choć nie zawsze idealnie. Większe problemy pojawiały się, gdy do korpusu montowaliśmy obiektyw niesystemowy.

Oczywiście nietrafione zdjęcia mogą się zdarzyć przy adaptowaniu obiektywów do bezlusterkowca, jednak odsetek takich zdjęć jest nieporównywalnie mniejszy niż w przypadku użycia ich na lustrzance.

W przypadku bezlusterkowców sprawa ta jest nieco prostsza, bo nie mamy jako takiego czujnika ostrości, a za jej ustawianie odpowiada matryca aparatu. Wyeliminowano najsłabszy element tej układanki, czyli wspomniany czujnik. Dzięki temu komunikacja z obiektywem jest dużo lepsza, a sam sposób ustawiania ostrości jest dużo dokładniejszy (można powiedzieć, że brak tu jednego pośrednika w tym „głuchym telefonie”). Dlatego też niezależnie od producenta obiektywu autofocus działa znacznie, znacznie, znacznie lepiej – oferując przy tym również przydatne funkcje, takie jak śledzenie obiektów, czy wykrywanie twarzy i oka.

Sigma Art w praktyce – czy naprawdę działa lepiej na bezlusterkowcu?

No, ale dość teorii, czas na praktykę! Żeby to dokładnie zbadać i przetestować wybrałem całkiem sporą gamę obiektywów Sigmy z mocowaniem EF. Co dokładniej znalazło się na liście? Oto przed państwem nasze uczestniczki:

  • Klasyk-klasyków, czyli Sigma 35 1.4 Art, pierwszy obiektyw z serii Art, który od wielu lat jest hitem na listach sprzedaży,
  • Reporterska Sigma 24-70 2.8, która powinna sprawdzić się w każdych warunkach,
  • Święty graal wielu portrecistów, czyli Sigma 105 f1.4,
  • Kandydat na obiektyw idealny do sportu? Sigma 120-300 f/2.8,
  • Obiektyw, który często ogląda sport i chodzi do lasu. Sigma 60-600 będąca rewelacyjnym następcą popularnej Sigmy 150-600.

Z kim się poznają? Będę z nich korzystać na bezlusterkowym Canonie R, choć pojawią się tu też goście w postaci Canona R5 i nowego Canona R7. Gama obiektywów zatem dość spora, korpusów zresztą też. Próba wydaje się być dość reprezentatywna.

Postanowiłem, że będę ich używać jako moich podstawowych obiektywów w pracy. W pełni im zaufać. Bierzmy się więc do roboty!

Niezależnie od zlecenia, Sigmy były u mnie podstawowymi obiektywami. Tu Sigma 35 1.4 Art z Canonem R

Obiektyw Sigma i ciemne koła na zdjęciach

Zanim jeszcze przejdziemy do głównego wątku, to myślę, że warto wspomnieć o pewnym zjawisku. Bardzo popularnym problemem, który pojawia się na wielu grupach facebookowych i forach są szare koła, okręgi, na zdjęciach, które pojawiają się przy stosowaniu obiektywów Sigmy. Ciemne okręgi na zdjęciu, nazywane też czasem szarymi areolami, wynikają z tego, że oprogramowanie obiektywu i aparatu nie do końca się ze sobą dogaduje. Na szczęście rozwiązanie jest bardzo proste! W większości przypadków należy zaktualizować oprogramowanie obiektywu Sigmy, np. przy pomocy Sigma USB Docka (lub w serwisie). Jest to najlepszy i najbardziej efektywny sposób, który dodatkowo może poprawić działanie obiektywu. Drugim, szybszym i niewymagających dodatkowych akcesoriów, sposobem jest wyłączenie w menu aparatu automatycznego korygowania optyki obiektywu – a dokładniej mówiąc korygowania jasności brzegów.

„Jak Sigma działa z adapterem na Canonie R i Nikonie Z?”

Doskonale! Tu tak na prawdę nie ma co dalej rozwijać wątku, wszystkie obiektywy podłączone do bezlusterkowca działają wybornie. Ostrość łapana jest szybko i praktycznie zawsze jest trafiona w punkt. Nie pracują może aż tak dobrze jak obiektywy dedykowane, zdarzają się pojedyncze błędy, czasami silnik AFu nieco nie ogarnia, ale w ogólnym rozrachunku nie jest źle. Wręcz przeciwnie, jest bardzo dobrze. W tej cenie? Nie mam uwag!

Obiektywy dedykowane do lustrzanek można bez problemów adaptować do bezlusterkowców przy pomocy adaptera. Canon R + adapter RF-EF + Sigma Art 105mm f/1.4

„Czy adapter wpływa na jakość zdjęć?”

To jedna z najczęstszych obaw fotografów, którzy nie stosowali jeszcze adaptera. Czy więc wpływa on na jakość zdjęć? Nie, w żadnym wypadku (a przynajmniej nie oryginalny Canona, z którego korzystam od dawna). Tu myślę, że dobrze by było, żebym wyjaśnił czym jest, i jak w ogóle działa, adapter do bezlusterkowców.

Adapter Canona nie ma żadnych soczewek, ani innych elementów optycznych – i nie pogarsza jakości zdjęć

Żeby obiektyw ostrzył w pełnym zakresie to jego ostatnia soczewka musi być zamocowana w odpowiedniej odległości od matrycy. Obiektywy do lustrzanek są projektowane tak, by soczewka ta była przed lustrem… którego w bezlusterkowcach nie ma. Różnica odległości.

Adapter w żaden sposób nie obniża jakości obrazu względem lustrzanki. Dzięki lepszemu działaniu autofocusa można wręcz odnieść wrażenie, że jakość zdjęć jest lepsza.

Zatem jeśli byśmy teoretycznie spróbowali zamocować obiektyw dedykowany lustrzance do bezlusterkowca, to nie ostrzyłby on w pełnym zakresie bo soczewka byłaby zbyt blisko matrycy. Dlatego też adapter niejako „wypełnia” tą przestrzeń, którą kiedyś zajmowało lustro. W środku nie posiada żadnych soczewek, ani innych elementów optycznych, które mogłyby wpływać na jakość zdjęć. Dlatego też adapter nie pogarsza jakości zdjęć względem lustrzanki.

„Obiektywy na adapterze zyskują drugie życie!”

Można powiedzieć nawet, że jest wręcz przeciwnie… Bo to dość proste urządzenie, które ma za zadanie „zmienić” mocowanie w aparacie, może i optycznie nie wpływa na jakość, jednak dzięki wspominanemu już lepszemu systemowi autofocusa zdjęcia te są ostrzejsze, częściej trafione idealnie w punkt, co na pewno ucieszy. Wielu fotografów mówi wprost, że ich obiektywy, po przejściu z lustrzanki na bezlusterkowca, „dostały drugie życie na adapterze”.

„Sigma na adapterze ogranicza funkcję aparatu!” – mit!

Spotkałem się z takim komentarzem na facebookowej grupie Canon-board, gdzie jeden z użytkowników stwierdził, że Sigmy podłączone przez adapter EF-RF nie posiadają pełni funkcjonalności. Jako przykład podana została tam funkcja wykrywania i śledzenia oka zwierząt. Faktycznie kiedyś było tak w korpusach Sony, że obiektywy działające na adapterach mocno ograniczały ich funkcje, w tym również śledzenie.

Adaptowanie obiektywów Sigmy do Canona nie ogranicza żadnych funkcji autofocusa. Wykrywanie oka zwierząt, jak i wykrywanie pojazdów działają.

Jednak nigdy nie spotkałem się z tym, by problem ten dotyczył Canona. Żeby to sprawdzić, wypożyczyłem, specjalnie z Cyfrowe.rent Canona R5 oraz Canona R7. Co się okazało? Czy faktycznie Sigmy na adapterze ograniczają funkcję aparatu i nie wykrywają oczu zwierząt? Nie! Na szczęście to nieprawda. Oczy zwierząt były wykrywane i śledzone. Sprawdziłem dodatkowo, czy działa wykrywanie i śledzenie pojazdów i tutaj tak samo – nie było z tym żadnego problemu. Czasami zastanawiam się, skąd w internecie biorą się tego typu rewelacje…

(morderczy) Adapter wykręca nadgarstki!” – otóż nie

Kolejnym, bardzo często powtarzającym się zarzutem wobec adaptowanych Sigm jest to, że poprzez użycie adaptera stają się one niewygodne. Ba! Spotkałem się z komentarzem, który wprost stwierdził, że „adapter zwyczajnie wykręca nadgarstki”… Współczuję autorowi urazu, ale to raczej nie adapter i nie Sigma były jej powodem.

Sam używam Canona R wyłącznie z adaptowanymi lustrzankowymi obiektywami EF od ponad roku. Co mogę powiedzieć po tym czasie? Tylko jedno – dość szybko przywykłem i nie było to dla mnie nigdy problemem. Podpinając Sigmę, zamiast moich obiektywów, nie odczułem wielkiej różnicy. Praktycznie nie odczułem jej wcale.

W przypadku lżejszych obiektywów Sigmy, takich jak 35 mm f/1.4 Art, czy 24-70 mm f/2.8 Art, czy nawet nieco cięższego 105 mm f/1.4 Art, nie zauważyłem żadnych problemów z użytkiem tych szkieł. No i na pewno nie wykręciło mi nadgarstków! Jasne, takie obiektywy poprzez adapter mają nieco inne rozłożenie ciężaru i minimalnie bardziej ciągną do przodu, ale odpowiedni chwyt potrafi zniwelować ten efekt. W sumie w przypadku Sigmy 24-70 2.8 Art, która ma pierścień ogniskowej ulokowany na samym końcu, zdawała mi się być wygodniejsza w użyciu od Canona EF 24-70 2.8L II, który ów pierścień ma bliżej korpusu. Plus dla Sigmy!

Przesunięcie pierścienia ogniskowych na przód obiektywu jest całkiem niezłym rozwiązaniem. Łatwiej jest wyważyć obiektyw w ręce.

Różnica pojawia się jedynie kiedy używa się dużych, jasnych, ciężkich teleobiektywów. Jednak to różnica, która pojawia się zarówno na lustrzance, jak i bezlusterkowcu, zarówno na obiektywach systemowych, jak i niesystemowych… Serio nie widzę wielkiej różnicy, kiedy mam podłączoną Sigmę 120-300 2.8 Sport do lustrzanki, czy też bezlusterkowca. To dość ciężki, bo ważący 3.4 kg, obiektyw, który niezależnie od podłączonego korpusu zwyczajnie obciąża nadgarstki. Taki sam efekt powoduje np. Canon EF 200-400 mm f/4L IS USM, który waży 3,6kg. Zdecydowanie w obu przypadkach polecam użycie monopodu.

Niezależnie, czy z lustrzanką, czy z bezlusterkowcem, przy dużych i ciężkich teleobiektywach warto używać monopodu.

W każdym razie – myślę, że to robienie trochę z igły widły. Jasne, obiektywy z natywnym mocowaniem RF są wygodniejsze, mam nadzieję, że Sigma wkrótce je wprowadzi, ale to też nie tak, że adapter ujmuje wygodzie użytkowania, czy też łamie ręce. No tak nie jest! Może jeśli ktoś używa wyłącznie jednej ręki do trzymania aparatu, to sprawi mu to ból – ale tak samo byłoby w przypadku lustrzanki (a może i gorzej bo i aparat cięższy). Ogólnie nie powinno trzymać się wyłącznie jedną ręką aparatu, bo jest to zwyczajnie mało stabilna postawa…

Sigma do Canona R pasuje i działa lepiej niż można się spodziewać

Jeśli czytałeś jakiś mój tekst lub kojarzysz mnie z internetu, to wiesz, że jestem fanem obiektywów systemowych. Nie będę tego ukrywać. Moim zdaniem działają najlepiej. Tak już mam. Jednak przez czas moich testów autofokus w Sigmach faktycznie mnie nie zawiódł. Jasne czasami się mylił, ale to się zdarza i na obiektywach systemowych. Działały dobrze. Zrobiłem nimi sporo zdjęć, z których jestem zadowolony. W tej cenie naprawdę nie ma się czego czepiać, wręcz przeciwnie – jest co chwalić.

Dzięki tym testom nieco lepiej rozumiem też, dlaczego tak wielu fotografów wybiera Sigmę i jest z niej zadowolona. To, co oferuje w swojej cenie jest naprawdę atrakcyjne. To racjonalny wybór, trochę jak kochana w Polsce Dacia Duster – dobrze wyposażona, z fajnymi właściwościami i w bardzo atrakcyjnej cenie (tak zgadłeś – myślę o zakupie Dustera). Tak samo widzę Sigmę, która w swojej półce cenowej oferuje bardzo, bardzo dużo – dobrą optykę, dużą jasność, szybki i cichy autofocus. Czego chcieć więcej tak naprawdę?

Jeśli więc masz Sigmy lub podoba Ci się obrazek, który generują i myślisz o ich zakupie do bezlusterkowego Canona z serii R – możesz być spokojny. Będą działać bardzo dobrze, a nawet lepiej!

Podziel się.

O Autorze

Skupiam się głównie na reportażu i dokumencie. Doświadczenie zdobywałem pracując dla prasy, klubów, firm czy też klientów indywidualnych. Staram się dzielić swoją pasją poprzez pisanie o niej.

Zostaw komentarz

izmir escort