„Sztuczna inteligencja” jest jak syn koleżanki Twojej Mamy. Tworzy dowolne obrazy szybciej, bez wysiłku i prościej. Czy zatem oznacza to koniec fotografii? Niekoniecznie. Po pierwszych sensacyjnych doniesieniach, iż nadchodzi rychła rewolucja godna najbardziej wyszukanych dzieł science-fiction, warto nieco przystopować entuzjazm i sprawdzić, ile wśród tej całej sztucznej inteligencji jest miejsca na prawdziwą fotografię.
Prawda fotografii a prawdziwość „sztucznej inteligencji”
Gdy powstała fotografia narosło wokół niej sporo mitów związanych z tym, że mówi absolutną prawdę o świecie. Że pokazuje świat dokładnie takim, jakim jest i jest totalnie obiektywnym medium (sprawdź, dlaczego tak nie jest w moim artykule). Podobne mitologizowanie ma miejsce w przypadku sztucznej inteligencji. Myślami wybiegamy poza jej rzeczywiste umiejętności – wydaje się, że zacznie tworzyć jak prawdziwie inteligentny twór. Kreatywnie, z własną inicjatywą, podobnie do człowieka. Tak naprawdę, póki co – choć szalenie zaawansowany – algorytm stojący za generatorami obrazu stanowi jedynie odtwórcę, świetną sztuczkę.

Jednemu z pierwszych w historii zdjęć autorstwa Louisa Daguerre’a przypisywano zdolność do absolutnego oddawania rzeczywistości. W pierwszych latach istnienia fotografii ukuto nawet sformułowanie „ołówek natury”, którym określano zdjęcia.
Tym, co jeszcze łączy ten przełom, który dzieje się w ostatnich miesiącach (a właściwie już latach), jest zagrożenie dla grupy twórców, którzy mieli już mocno ugruntowaną pozycję. W podobny sposób pojawienie się wynalazku fotografii postawiło pod znakiem zapytania sens istnienia malarstwa. A w szczególności malarstwa użytkowego, takiego jak np. portretowe. I co ciekawe, podobnie jak algorytmy „sztucznej inteligencji” muszą się jeszcze mocno rozwinąć, podobnie obawy o to, co będzie mogła osiągnąć fotografia, wyprzedzały jej realne zdolności techniczne. Zanim umożliwiła robienie prawdziwie swobodnych portretów, musiało upłynąć jeszcze trochę czasu. A wracając do samego malarstwa, po fotografii wciąż prężnie się rozwijało, tworząc nowe nurty.

Pierwsze zdjęcia wymagały długich czasów naświetlania, co przekładało się na portrety, cechujące się raczej sztucznymi pozami (było w tym też trochę konwencji tamtych czasów). Gdzie im do zdolności malarstwa do oddawania istoty danej osoby. / Ernest Pinard sportretowany przez Hippolyte’a Bayarda.
Zresztą nie trzeba sięgać pamięcią do XIX wieku. Podobny kryzys dla fotografów pojawił się wraz z nastaniem ery wszędobylskich telefonów komórkowych i smartfonów, a co za tym idzie dziennikarstwem społecznym. Totalnie przemodelowało to pracę fotoreporterów – niestety ze stratą dla nich. A pojawienie się Photoshopa? A smartfonów i fotografii mobilnej nie tylko do relacjonowania wydarzeń?
Do czego zmierzam? Do tego, że wszystko to, czego jesteśmy świadkami, w ogólnym zarysie, miało już miejsce w historii. Co więc oznacza to dla sprawy fotografia przeciw sztucznej inteligencji?
Co potrafi sztuczna inteligencja?
„Sztuczna inteligencja” wygrała konkurs fotograficzny! „Sztuczna inteligencja” tworzy portrety nieistniejących ludzi! „Sztuczna inteligencja” pokazała obraz wydarzeń, których wcześniej nie udało się sfotografować (sprawdź sprawę Michael’a Christophera Browna). Codziennie zalewają nas sensacyjne nagłówki związane z generatorami tekstu na obraz. Wygląda na to, że sztuczna inteligencja zdecydowanie zasługuje przy tym na nagłówki zaczynające się od „fotografowie jej nienawidzą”.
Choć w tych tytułach artykułów jest sporo przyciągających uwagę click baitow, to jednak niestety jest też w nich sporo racji. Nie da się odwracać wzroku i udawać, że „sztuczna inteligencja” już dziś potrafi zdziałać cuda i tworzyć niesamowicie fotorealistyczne obrazy. A ta technologia cały czas się rozwija i chyba można jej obecny stan, i to, czym może się stać, porównać do relacji monochromatycznych komórek Nokii do współczesnych smartfonów. Czy to jednak oznacza początek końca fotografii? Moim zdaniem nie.

Być może przesadzam, ale sztuczna inteligencja może być na etapie takiej oto pięknej Nokii, a za parę lat będzie operować na poziomie iPhone’a Pro 15.
Negatywny wpływ „sztucznej inteligencji” na fotografię
Oczywiście pojawi się dużo niekorzystnych zjawisk dla fotografii i branży fotograficznej (np. w świecie mody), ale fotografia będzie istnieć, bo po prostu… ludzie lubią robić zdjęcia. Chociaż istnieje ogromna część osób zajmujących się fotografią zawodowo, to jednak robienie zdjęć jest dla wielu ludzi hobby (zawodowcy zresztą też cieszą się, że mogą robić w pracy to, co kochają). Z tego względu chwycenie za aparat fotograficzny i eksplorowanie natury świata w krajobrazach i fotografii przyrodniczej czy człowieka w portrecie będzie samo w sobie wartościowe dla fotografów, i nie zastąpi go wypluwanie obrazków przez sztuczną inteligencję.
OK, ale zamartwianie się o kondycję fotografii dotyczy w głównej mierze zawodowców, dla których generatory obrazów na tekst stanowią spore zagrożenie. Dla nich pocieszenia można także szukać w ludzkiej kreatywności. I w tym, że części zadań „sztuczna inteligencja” jeszcze przez jakiś czas nie będzie w stanie odhaczyć. „Sztuczna inteligencja” nie pójdzie na wydarzenie i nie zrobi fotoreportażu. „Sztuczna inteligencja” nie odda ducha drugiej, portretowanej osoby. „Sztuczna inteligencja” nie stworzy prawdziwie autorskiego, twórczego dzieła, które będzie wynikało z właściwego tylko ludziom przypływu kreatywności (a w przypadku niektórych geniuszu).

Tworzenie obrazów fotograficznych to nie tylko generowanie pikseli, ale również twórcze obserwowanie i nieszablonowe myślenie. / fot. Mikołaj Konkiewicz
Sztuczna inteligencja w służbie fotografom
„Sztuczna inteligencja” to nie tylko zagrożenie dla fotografów, ale także duża pomoc. Przede wszystkim może stymulować kreatywność i być pomocą w przypadku kryzysu twórczego, proponując inspiracje do poszczególnych tematów fotograficznych. Nie mówiąc już o bardziej konkretnych zastosowaniach, takich jak funkcja rozszerzania generatywnego dostępna w Photoshopie (pisałem o niej więcej w tym tekście) czy różnego rodzaju narzędzia bazujące na rozwiązaniach AI potrafiące w spektakularny sposób powiększać, odszumiać czy wyostrzać wykonane przez fotografów zdjęcia. Sztuczna inteligencja wkrada się także do samych aparatów i innych sprzętów.

Sony A9 III – przykład aparatu wykorzystującego rozwiązania AI

Gimbal Insta360 Flow to kolejny przykład urządzenia korzystającego z rozwiązań „sztucznej inteligencji”

KanDao Kamera konferencyjna Meeting Pro – kolejny yntelygent AI wśród sprzętu
Po pierwszych entuzjastycznych eksperymentach ze „sztuczną inteligencją” przychodzi też nieco rozczarowania. Za przykład niech posłuży prosta sytuacja. Wykonywałem zdjęcia rodzinne i podczas edycji dostrzegłem, że widocznemu w kadrze dziecku podwinęła się koszulka. Podjąłem próbę naprawienia tego błędu z rozwiązaniami „sztucznej inteligencji”, ale szybko okazało się, że było to bardziej czasochłonne, niż gdybym dostrzegł tę kwestię w czasie robienia zdjęć i powtórzył sprawnie kadr. Oczywiście fajnie, że mogę poratować się takimi narzędziami, ale dostrzegam w tym taką zależność, jak w ogólnym użytkowaniu Photoshopa. Nic nie zastąpi myślenia… człowieka, nie maszyny.
Podsumowanie
Zobaczymy, czy za jakiś czas będę z tego tekstu śmiał się, jako z naiwnego i romantycznego myślenia o przyszłości fotografii, czy okaże się jednak, że katastroficzne myślenie o naszym ukochanym medium okażą się przesadzone. Wierzę, że fotografii nie pożre sztuczna inteligencja, a większym dla niej zagrożeniem jest… człowiek. Dlaczego? To już temat na osobny artykuł. Zresztą sama kwestia zagadnień sztucznej inteligencji i jej wpływu na fotografię zasługuje na dalszą dyskusję, do której zachęcam w komentarzach. Jak myślisz, obserwujemy początek końca fotografii, czy uda się jej przetrwać i znaleźć dla siebie nowe nisze?
Zajrzyj także do poniższych tekstów, które uzupełniają moje przemyślenia z tego artykułu:
Technologie jutra, które zrewolucjonizują fotografię: cz. I – sztuczna inteligencja
Deepfake – zagrożenia i szanse sztucznej inteligencji w fotografii i w filmie