Drony i nauka latania – wywiad z Grzegorzem Herzbergiem ze szkoły Airborn

0

Jeśli podobają Ci się zdjęcia z powietrza i nieśmiało myślisz o zakupie swojego pierwszego drona lub zastanawiasz się nad kursem latania, koniecznie musisz przeczytać ten wywiad! Grzegorz Herzberg z gdyńskiej szkoły latania dronami Airborn opowie nam m.in. o tym, w jaki sposób i na jakim sprzęcie szkoli się i egzaminuje operatorów dronów. Czy jest ważne, jakiego drona kupić do nauki? Jakie nietypowe pomysły na zastosowanie dronów mają jego kursanci? Czy ta branża będzie się jeszcze rozwijać? Odpowiedzi dziś na naszym blogu! 

Kiedy i dlaczego zainteresowałeś się dronami?

Moje początki sięgają jeszcze czasów liceum, kiedy postanowiłem iść na studia lotnicze. Po ich ukończeniu założyłem firmę szkolącą w lataniu dronami. Drony to też lotnictwo, czy się ktoś z tym zgadza, czy nie. To statek powietrzny, jak każde urządzenie, które unosi się w powietrzu dzięki siłom działającym inaczej niż odbicie powietrza od podłoża. Wobec tego podlega pod ustawę prawa lotniczego i pod Urząd Lotnictwa Cywilnego. Lotnictwo cywilne istnieje od ponad stu lat i cały czas było to lotnictwo załogowe. W pewnym momencie wymyślono statki bezzałogowe dalekiego zasięgu, ale długo były one bardzo drogie i dostępne jedynie dla wojska. Gdy na rynku zaczęły się pojawiać tańsze, bezzałogowe statki, dostępne dla przeciętnych ludzi, postanowiłem pójść w tym kierunku. To nowy trend w lotnictwie, kolejny etap jego ewolucji, a może nawet rewolucji. To dobry moment, aby zacząć swoją przygodę z tym tematem. Każdy, kto ma dziś dobry pomysł na wykorzystanie drona, może zawojować rynek. Jest jeszcze wiele nieodkrytych i niewdrożonych zastosowań tych urządzeń.

Kto zgłasza się na szkolenia z nauki latania dronów? Czy jest wśród nich dużo fotografów i filmowców?

Struktura kursantów nieustannie się zmienia. 3 lata temu, gdy zaczynaliśmy, szkoliliśmy głównie fotografów i filmowców, którzy używając na co dzień sprzętu foto i video, chcieli poszerzyć swoje możliwości o zdjęcia i filmy z powietrza. To była kiedyś największa grupa zainteresowanych i od tego wszystko się zaczęło. Proporcje z czasem zaczęły się zmieniać. Pojawiało się coraz więcej osób z innymi pomysłami na biznes. Drugą grupą, która na każdym kursie zajmowała przynajmniej 30% miejsc byli geodeci: ortofotomapy, skanowanie 3d itp. Potem pojawiła się branża budownictwa: monitoring, inspekcje, nadzór postępów prac, czyli ortofotomapa z placu budowy. Do dziś na każdym szkoleniu pojawia się co najmniej jedna do trzech osób z całkiem nowym, bardzo ciekawym pomysłem na zastosowanie drona, który nas mocno zaskakuje. To udowadnia, że tylko wyobraźnia nas ogranicza. Odsetek fotografów i filmowców jest dziś mały i cały czas maleje.

Fotografia i Filmowanie: sprawdź inne wywiady na naszym blogu!

Jaki pomysł zaskoczył Cię ostatnio najbardziej?

Mieliśmy szkolenie z Instytutem Rybołówstwa w Szczecinie, który zajmuje się m. in. inspekcjami statków, nadzorem połowu… ale także monitoringiem kłusowników. Okazało się, że instytut chce wykorzystywać drony do nagrywania przestępców na gorącym uczynku. Drony są bardziej dyskretne i sprytniejsze w takich przypadkach od motorówki z załogą.

Czy ludzie, którzy zgłaszają się na szkolenia, mają już swój sprzęt i nauczyli się latać nad własnym ogródkiem, czy uczą się na kursie od zera?

Z tym bywa różnie. Moich kursantów mógłbym podzielić na kilka grup bardziej i mniej doświadczonych. Pierwszą grupą są osoby bez doświadczenia beż żadnego doświadczenia, które przychodzą na kurs, żeby dowiedzieć się, co to jest, jak się tego używa i dopiero po kursie dokonują decyzji o zakupie sprzętu. Chcą się też m. in. dowiedzieć na jakiej podstawie wybrać sprzęt. Drugą grupą są osoby, które już mają zamówiony sprzęt, wczoraj był u nich kurier, a dziś są już na szkoleniu. Wiedzą, że potrzebują kursu i oficjalnych kwalifikacji, bo mają w planach działalność komercyjną. Trzecią grupą są osoby, które mają własny sprzęt oraz trochę doświadczenia, ale na kurs przyszli… ponieważ już parę razy się rozbili i przyznali w końcu przed sobą, że jednak nie jest to takie proste. Ostatnią grupą są osoby, które latają już od jakiegoś czasu na swoim sprzęcie, robią zlecenia i do pełni szczęścia potrzebują już tylko odpowiednich dokumentów i zezwoleń. Policja bowiem coraz częściej zaczyna sprawdzać papiery.

Czy nauka latania dronem jest trudna? Jakie cechy i umiejętności przydają się podczas nauki?

Na to, czy jest to trudne czy łatwe, wpływa kilka czynników. Głównie są to predyspozycje osobiste oraz to na jakim etapie szkolenia jesteśmy. Czy jest to kurs VLOS (pierwszy, łatwiejszy etap polegający na nauce sterowania dronem będącym w zasięgu naszego wzroku), czy jest to kurs BVLOS (drugi, trudniejszy etap, gdy lot jest poza zasięgiem naszego wzroku a pilotaż odbywa się na podstawie obrazu przesyłanego z kamerki i danych nawigacyjnych). Na początku nauki, gdy latamy dronem w zasięgu wzroku, najważniejsze są umiejętności psychomotoryczne, koordynacja ręki i oka oraz to czy potrafimy uważne obserwować kierunek lotu i kontrolować ruchy drona za pomocą drążka. Praca operatora wymaga dużego wyczucia, ponieważ ruch drążkiem o 5 mm może już oznaczać wychylenie urządzenia o 20 stopni i duże przyspieszenie. Człowiek musi wyczuć, jaki działa tu współczynnik wzmocnienia przez aparaturę. Nie da się tego nauczyć na sucho, nasz mózg musi tego doświadczyć i nauczyć się tych ruchów. Jeśli ktoś dobrze prowadzi samochód albo dużo grał w gry komputerowe na padzie, to jest duża szansa, że latanie dronem opanuje dobrze i szybko. Wystarczają wtedy dwa, trzy dni nauki sterowania. Cechy osobowości też są ważne, trzeba na pewno zachować spokój. Zauważyłem, że sterowanie dronem na początku najlepiej idzie flegmatykom i melancholikom, ale problem u nich pojawia się na drugim etapie szkolenia BVLOS. W trakcie pilotażu, czyli latania dronem poza zasięgiem wzroku, jest więcej rzeczy do opanowania i mamy do czynienia z wielowątkowym przetwarzaniem informacji. Liczy się nie tylko sterowanie, jak w pierwszym etapie (to schodzi na drugi plan i może być w ogóle nieważne przy lotach automatycznych). Istotne są inne umiejętności: nawigacja, obserwacja, planowanie, taktyka przelotowa, znajomość przestrzeni, umiejętność zbierania, przetwarzania i wykorzystywania informacji oraz podejmowanie odpowiednich decyzji w celu sprawnego wykonania lotu. Te wszystkie rzeczy składają się na definicję pilotażu. To ważne również w kontekście sprzętu, jaki wykorzystuje się do nauki tych dwóch typów latania…

Czy do tych dwóch rodzajów szkoleń VLOS i BVLOS używa się innego sprzętu?

Tak. W zasadzie używa się tutaj dwóch zupełnie różnych typów urządzeń. Kursanci, zwłaszcza ci początkujący, mocno zwracają na to uwagę. Pytają, na jakim sprzęcie prowadzone jest szkolenie. Tak naprawdę pierwszy etap szkolenia, czyli naukę sterowania, można odbyć na jakimkolwiek, najprostszym dronie. Może nie takim znowu najtańszym za 200 zł, ale pułap cenowy 1000-1500 zł będzie już odpowiedni. Na pierwszym etapie szkolenia VLOS w naszej szkole używamy np. modelu DJI Phantom 2. Był to pierwszy dron, który fajnie „słuchał się” ruchów drążków, był dość dopracowany, ale jeszcze nie na tyle precyzyjny, żeby trzymać idealnie swoją pozycję. To taki Fiat Punto, idealny do nauki, np. tego, jak wykonywać figury w locie. Gdy chcemy szkolić się dalej do lotów BVLOS, sprzęt nabiera większego znaczenia niż na początku. Jest to już wtedy obsługa aplikacji do sterowania i obsługi całego systemu bezzałogowego. Sposób wykonywania lotu jest mocno uzależniony od tego, jaki sprzęt wybraliśmy.

Jak dobrać sprzęt do typu lotu?

Dobierając sprzęt do typu lotu trzeba wiedzieć, że jest on podzielony na kategorie wagowe. Wszystkie szkoły robią szkolenia w kategorii do 5 kg – VLOS. Świadectwo kwalifikacji po takim szkoleniu uprawnia do latania samolotami, śmigłowcami, multikopterami i sterowcami. Kończąc taki kurs można latać każdym rodzajem sprzętu, o ile czujemy się na siłach, ale jego masa startowa TOM (Take-Off Mass) nie może przekraczać 5 kg. Są to głównie produkty typu „ready to fly”, czyli masowo produkowane sprzęty gotowe do lotu po wyjęciu z pudełka. Przodownikiem w tej kategorii jest firma DJI, która ma obecnie jakieś 80-90% rynku i jest niemal monopolistą. Potem mamy kategorię sprzętu od 5 do 25 kg, która jest używana w trakcie szkoleń BVLOS. Nie wszystkie szkoły w Polsce mają taką kategorię w ofercie z różnych względów. Nasza szkoła w tym przypadku korzysta z heksakopterów własnej konstrukcji. Złożyliśmy je z gotowych komponentów dostępnych na rynku, teoretycznie więc każdy samodzielnie może sobie skonstruować w domu coś podobnego. Jest jednak wiele detali znanych tylko nam, które wymagały sporej wiedzy i doświadczenia.

Czy mógłbyś podać jakiś przykład?

Taką dość widoczną różnicą, którą można łatwo omówić jest np. oświetlenie zamontowane dookoła urządzenia. Dwie diody białe, zielone i czerwona. To pomysł zaczerpnięty z lotnictwa. Dzięki temu wykonując loty i szkolenia w nocy wiemy, w którą stronę leci dron.

A dlaczego zdecydowaliście się na własne konstrukcje zamiast na sprzęt sklepowy w tej drugiej kategorii?

Sprzęt sklepowy, np. DJI, charakteryzuje inna budowa ramion niż ta, którą my zastosowaliśmy w swoich konstrukcjach. Są one ustawione pod pewnym kątem. Gdy dron nieoczekiwanie spada na ziemię i uderza ramieniem w twarde podłoże, istnieje większe ryzyko powstania uszkodzeń. Gdy ramiona są proste i wszystkie są w tej samej płaszczyźnie, sprawia to, że dron jest bardziej „ucznioodporny”. Co ważne w naszej szkole jest możliwość przetestowania w zasięgu wzroku i poza zasięgiem wzroku kilku różnych rodzajów sprzętu, żeby zobaczyć, co komu bardziej odpowiada, np. 3dR Solo, DJI Inspire 1, DJI Phantom 2, Heksakopter własnej konstrukcji. Zawsze na koniec szkolenia podstawowego, gdy zostanie trochę czasu, pozwalamy kursantom spróbować, jak steruje się i pilotuje innymi maszynami niż te, na których wykonywali większość ćwiczeń. Są osoby, które po locie większym heksakopterem stwierdzają, że to jest to i potem chcą koniecznie kupić coś dużego. Współpracujemy też z kilkoma innymi ośrodkami szkoleniowymi w Polsce, które wykorzystują inne drony, np. DJI Mavic Pro, DJI Spark i jest możliwość sprowadzenia ich do nas, jeśli byłoby zainteresowanie takim pokazem.

sprzet1 sprzet2

Czy egzaminy są prowadzone na sprzęcie kursantów, na sprzęcie szkoły, czy egzaminator ma swój tak jak na egzaminie na prawo jazdy?

Na egzamin można przyjść z własnym sprzętem lub użyć sprzętu będącego własnością szkoły. Egzaminator nie przynosi nic ze sobą.

Na co najczęściej decydują się uczniowie?

W niemal 100% przypadków egzamin odbywa się na sprzęcie szkolnym, dokładnie tym samym, na którym wcześniej odbywała się nauka. Drony szkoleniowe są zarejestrowane i ubezpieczone. Raczej nie powinno być tak, że uczniowie przynoszą swoje urządzenia. Szkoła nie może bowiem odpowiadać za sprzęt, którego nie zna. Chociaż tak naprawdę, szkolenie i egzamin to dwie różne rzeczy…

No właśnie, jest to przecież egzamin państwowy.

Dokładnie. Wszystkie ośrodki łączą egzamin ze szkoleniem dla wygody kursantów, chociaż oficjalnie są to dwie oddzielne sprawy. Bierzemy na siebie zaproszenie egzaminatora, zapewnienie miejsca do egzaminu oraz wypożyczamy sprzęt do jego przeprowadzenia. W naszym ośrodku sprzęt na egzamin udostępniany jest bezpłatnie, nie jest to jednak powszechna praktyka. Myślę, że z czasem kwestia egzaminów się bardziej wyklaruje. W Polsce jest aktualnie 14 egzaminatorów, za chwilę będzie już około 25, a ośrodków szkoleniowych jest 65. W praktyce każda szkoła ma kontakt z jednym lub kilkoma egzaminatorami, którzy przyjeżdżają na ich zaproszenie po każdym kursie. Dawno temu było w Polsce tylko 2 egzaminatorów i wszyscy chętni sami umawiali się na egzamin, a potem jechali na niego do Gliwic.

Chcesz wykorzystywać drony komercyjnie? Pamiętaj, od 6 listopada 2016 roku musisz obowiązkowo przejść szkolenie UAVO

Jakie modele przynoszą do szkoły i na egzamin Twoi kursanci?

Jak już wcześniej wspomniałem DJI to monopolista. Ludzie przychodzą prawie wyłącznie z Phantom 3 lub Phantom 4 w różnych wersjach.

Jak oceniłbyś taki wybór? Co polecasz swoim kursantom?

To sprzęt wystarczająco dobry, by zarabiać dzięki niemu na fotografii i filmowaniu z powietrza. Jeśli jednak celujemy w naprawdę „wysokie C” i zależy nam na filmach i zdjęciach najwyższej jakości, należało by zrobić uprawnienia w kategorii nie do 5 kg, lecz w kategorii do 25 kg. Sprzęt z tej drugiej kategorii nie kosztuje już 5-7 tysięcy złotych, lecz od 25 do 40 tysięcy złotych, przy czym sam sprzęt fotograficzny do niego zamontowany to koszt około 8-12 tysięcy oraz gimbal sterujący aparatem/kamerą za 3-5 tysięcy. Za wiedzą fotograficzną i jakością sprzętu foto video muszą jednak iść w parze inne kompetencje – umiejętność latania.

____________________________________________________________________

Grzegorz Herzberg – Absolwent kierunku „lotnictwo i kosmonautyka”, specjalność „pilotaż”. Ukończył studia na wydziale budowy maszyn i lotnictwa i równoległe czteroletnie szkolenie lotnicze do uzyskania licencji pilota liniowego z uprawnieniami do wykonywania lotów według wskazań przyrządów (IR), na samolotach wielosilnikowych (ME), w załodze wieloosobowej (MCC) w Ośrodku Kształcenia Lotniczego Politechniki Rzeszowskiej. Pracował w firmie Jeppesen należącej do firmy Boeing jako analityk informacji nawigacyjnej oraz prowadził szkolenia wewnętrzne. Od pięciu lat rozwija własną firmę AIRBORN. Od trzech lat pilot bezzałogowych statków powietrznych UAVO, instruktor pilotażu oraz egzaminator państwowy ULC z uprawnieniami VLOS, BVLOS, INS.

TAGI:   
Podziel się.

O Autorze

Aleksandra Polkowska

Fotograf, redaktor, socjolog. Zadeklarowany wzrokowiec. Uwielbia pisać i robić zdjęcia. Pisanie o fotografii to "kumulacja", która sprawia, że jest szczęśliwa. Fotografuje już od 10 lat, głównie śluby, portrety i reportaże. Redaktorskie doświadczenie zdobywała m.in. w Wirtualnej Polsce. Laureatka ogólnopolskich konkursów poetyckich i fotograficznych. W Cyfrowe.pl pełni rolę specjalisty ds. content marketingu. Odpowiada za całokształt bloga, redakcję i jej rozwój.

Zostaw komentarz

izmir escort