Marcin Dobas: presja idealnego zdjęcia – co warto zrobić, aby zwiększyć swoje szanse?

1

Fotografia przyrodnicza rządzi się swoimi prawami, jest dzika tak samo jak zwierzęta, które próbujemy utrwalić w kadrze. A sprzęt musi wspierać fotografa a nie go ograniczać! Więcej na ten temat opowie dziś w gościnnym wpisie na naszym blogu Marcin Dobas – podróżnik, przewodnik i przede wszystkim znakomity fotograf National Geographic. Obejrzymy też mnóstwo świetnych zdjęć wykonanych obiektywem Olympus ED 300 mm f/4.0 IS PRO. Czytaj dalej!

Sprawdź promocje na obiektywy Olympus >>

Gdy musimy MUSIMY wrócić z wyjazdu z materiałem…

W życiu fotografa zdarzają się sytuacje mniej lub bardziej stresujące. Czasem jedziemy gdzieś na jakieś zlecenie i wszystko działa jak w szwajcarskim zegarku. Świetne światło, super kadry, niesamowite wydarzenia, których jesteśmy świadkami. Wracamy zadowoleni spełnieni i ze świetnym materiałem, który z dumą możemy zaprezentować klientowi.

Nie zawsze jednak jest tak różowo. Czasem zdarzają się wyjazdy gdzie od początku do końca wszystko zdaje się być jedną wielką klęską. Tak też było kilka lat temu w przypadku mojego wyjazdu do Szkocji. Piękna słoneczna pogoda skończyła się w dniu, w którym wylądowałem w Glasgow. Deszcz, plucha, w zasadzie zerowa widoczność spowodowana gęstymi mgłami. Drugiego dnia prawie rozbiłem samochód mijając się z ciężarówką na górskiej drodze. Zero szans na słońce, zero szans na jakąkolwiek widoczność.

W zasadzie każde z zaplanowanych zdjęć nie było możliwe do wykonania. Pół biedy jeśli wyjazd jest własnym przedsięwzięciem. Problem zaczyna się, gdy klient wymusza jakąś presję. Gdy z wyjazdu MUSIMY wrócić z materiałem. Tak też było w tym przypadku. Moim zadaniem podczas wyjazdu było wykonanie zdjęć testowych teleobiektywu, który dopiero za kilka miesięcy miał być oficjalnie zaprezentowany. Łatwo sobie wyobrazić, na ile niewykonalne jest zrobienie zdjęć długoogniskowym obiektywem we mgle przypominającej konsystencją śmietanę. Łatwo sobie również wyobrazić, że klienci na ogół zainteresowani są opublikowaniem zdjęć, a nie historiami fotografa dlaczego dane zdjęcie nie powstało oraz wymówkami, że była mgła, że padał deszcz, ze nie było nic ciekawego. Oczywiście nie mamy na to wpływu, ale za coś bierzemy pieniądze i dobrze jest się z tego wywiązać.

Zabawa w berka z jeleniami i początek przyjaźni z 300 mm F/4.0 PRO

Jak zwykle w takich sytuacjach los okazuje się być życzliwy pod koniec wyjazdu. Już podczas drogi powrotnej zrezygnowany niepowodzeniem natrafiłem na stado jeleni. Jako, że było już po rykowisku, nie liczyłem w zasadzie na spotkanie z tymi zwierzętami. Od razu zatrzymałem samochód, sięgnąłem po plecak ze sprzętem i zacząłem fotografowanie zwierzaków. Niestety były płochliwe i ilekroć zbliżałem się do nich, to te dość niespiesznym krokiem zwiększały odległość między nami. Zacząłem więc pomału „gonić” stado wykorzystując ukształtowanie terenu.

Zabawa była prosta. Stado cały czas oddalało się ode mnie natomiast, gdy chowało się za najbliższym wzgórzem biegłem w jego kierunku wykorzystując fakt, że jestem zasłonięty przez górkę. Pomału wchodziłem na grzbiet, robiłem kilka zdjęć z pozycji leżącej i czekałem na moment, kiedy znów stado weszło za kolejne wzgórze. I znów, tak szybko, jak mogłem, biegłem w ich kierunku wykorzystując fakt, że jestem ukryty za wzniesieniem. Cała zabawa była dość męcząca, biorąc pod uwagę fakt targania plecaka fotograficznego i biegania po podmokłych torfowiskach. Mimo wszystko efekty każdego wychylenia się za krawędź górki były wyborne a fotografowanie tych zwierzaków sprawiało mi wielką radochę. Do korpusu miałem zapięty obiektyw Olympus M.ZUIKO DIGITAL ED 300 mm f/4.0 IS PRO z konwerterem 1.4x. Decydującym momentem była chwila, gdy samiec ustawił się tak, jakby sprawiał wrażenie że zasłania samicę swym ciałem. Krótka seria i uśmiech zadowolenia na zasadzie “mam to”.

Tak właśnie zaczęła się moja przyjaźń z obiektywem mZD 300 f/4 PRO IS. Pierwszy raz miałem go w ręku właśnie podczas tego zlecenia, wersja była tajna i jednym z warunków umowy było, aby nikt go nie rozpoznał, nie zobaczył lub nie sfotografował przed oficjalnym dniem premiery.

Zobacz inne teleobiektywy Olympus >>

Co pomoże nam zrobić dobre zdjęcie?

To, co z całą pewnością szalenie pomogło mi w wykonaniu wspomnianych wcześniej fotografii, to współdziałająca stabilizacja obiektywu z korpusem (zdyszany fotograf, który przed chwilą biegł, nie jest w stanie zbyt stabilnie utrzymać aparatu). Doceniłem również fakt, że obiektyw o ekwiwalencie ogniskowej 840 mm* daje się dość skutecznie trzymać w ręku podczas biegów przełajowych, zaś ostre zdjęcie można wykonać na 1/30 1/60 czy 1/125s. To duży plus.

Od tamtego momentu obiektyw towarzyszy mi przy wszystkich wyjazdach przyrodniczych i bardzo ale to bardzo, oprócz jakości optycznej, doceniam w nim dwie rzeczy. Gabaryty i stabilizację obrazu współdziałającą ze stabilizacją w korpusie. Jeszcze nie tak dawno trzeba było się zdecydować czy wybieramy stabilizację matrycy czy układu optycznego. Od pewnego momentu te dwie stabilizacje wzajemnie się uzupełniają i sobie pomagają.

Najlepsze aparaty do fotografii podróżniczej. Sprawdź to! >>

Najważniejsza rzecz przy kupowaniu sprzętu do fotografii podróżniczej

Wspomniane przeze mnie cechy mają kolosalne znaczenie podczas fotografii podróżniczej i przyrodniczej. Z jednej strony wielkość i waga obiektywu to banalna zaleta pozwalająca na spakowanie sprzętu do bagażu podręcznego. Tu chyba nie ma co się rozwodzić. Gdybym miał zabrać obiektyw do pełnoklatkowego aparatu o kącie widzenia około 4 stopni po przekątnej, świetle f/4 i stabilizacji w obiektywie, zamiast 1,2kg i 20 centymetrowego obiektywu do plecaka musiałbym wrzucić coś ważącego około 4 kilogramów i długości 45 cm. Tu nie ma nic zaskakującego – wiadomo, łatwiej się spakować, mając do zabrania lżejszy i mniejszy szpej. Możemy dysponować mniejszym plecakiem w terenie albo po prostu zabrać ze sobą więcej obiektywów. To, co ma jednak dla mnie największe znaczenie, to łatwość operowania takim obiektywem podczas fotografowania. Zestaw z aparatem trzyma się bardzo dobrze, jest lekki, krótki i rzeczywiście przy niesprzyjających warunkach jestem w stanie z powodzeniem utrzymać cel w środku kadru. Nie ma znaczenia, czy fotografuję z bujającego się pontonu, czy śledzę lecącego ptaka, obraz jest ustabilizowany i fotografuje się bardzo wygodnie.

Przy lecącym ptaku warto się chwilkę zatrzymać, ponieważ E-M1x oferuje funkcję zwaną inteligentnym autofokusem. Przed fotografowaniem wybieramy rodzaj śledzonego celu. Gdy wybierzemy samolot (nie wiem, czy częściej fotografuje się samoloty, czy ptaki, ale Olympus zdecydował, że fotografia lotnicza jest ważniejsza). Aparat automatycznie rozpoznaje cele, sygnalizuje to otoczeniem przez białą ramkę, ustawia ostrość na głowę i śledzi wybrany przez nas obiekt. Jeśli dodamy do tego gabaryty aparatu i stabilizację okazuje się, że fotografowanie tym zestawem jest bardzo wygodne i sprawia dużo radości, a ilość “trafionych zdjęć” jest zaskakująco wysoka. Oczywiście wymaga to wprawy w posługiwaniu się takim zestawem, stabilnego chwytu czy dwuocznego celowania, ale efekty dają wielką satysfakcję.

Czytaj więcej o sprzęcie Marcina na jego blogu >>

Pełna klatka – czy to ma sens czy może jest przereklamowane?

Często spotykam się z pytaniem czemu nie fotografuję pełnoklatkowymi aparatami. To właśnie jeden z podstawowych powodów. Przy długoogniskowych obiektywach sprzęt jest mniejszy i łatwiej się nim posługiwać. Owszem, można by przytoczyć argument o wysokiej jakości zdjęć z obiektywów pełnoklatkowych, jednak skoro jakość z mniejszej matrycy w zupełności wystarcza do wydrukowania wystawy czy opublikowania rozkładówki w National Geographic, to czy ma to aż takie znaczenie?

Dla jednych tak, dla innych nie. Dla mnie zdecydowanym atutem jest to, co oferuje system. Szybkostrzelność (do 60 fps), olbrzymi bufor, świetna stabilizacja obrazu, tryb procapture, mały rozmiar obiektywu i łatwość w posługiwaniu się takim zestawem czy wreszcie większa głębia ostrości, która ma znaczenie przy fotografii przyrodniczej. O ile w fotografii portretowej panuje moda na zdjęcia z bardzo płytką głębią ostrości, o tyle w fotografii przyrodniczej, jest łatwiej, gdy nie musimy martwić się o “złapanie oka” w głębi ostrości.

Oczywiście system to system, każdy sam powinien wybrać na czym mu zależy i jaki zestaw lepiej sprawdzi się w tym rodzaju fotografii, jaki uprawia. Dla mnie większą zaletą są rzeczy, które wymieniłem wyżej niż sam rozmiar matrycy.

Wyprawa na Spitsbergen z aparatami Olympus. Co spakować i jak fotografować w Arktyce?


* Zawsze w takim miejscu pojawia się pasjonująca dyskusja na temat przeliczania ogniskowych. Jedni z niewiadomych przyczyn wbrew wszelakim definicjom przeliczają jasność obiektywu, inni twierdzą że ogniskowa obiektywu się zmienia, jeszcze inni twierdzą że obiektywowi 50mm w małoobrazkowym aparacie odpowiada obiektyw 50mm w u4/3. Choć jeden jest standardem (50mm @ FF ) a drugi ma ogniskową dwa razy większą niż standardowy obiektyw (50mm @ 4/3). Pozostawiam zatem miejsce na burzliwe dyskusje w komentarzach

Z mojego punktu widzenia podkreślę tylko fakt , że używając określenia ekwiwalent ogniskowej dla mnie liczy się, jaki obiektyw muszę zastosować, leżąc kilkadziesiąt metrów od zwierząt, tak aby zajęły one 90% kadru. O ile w przypadku systemu u/43 będzie to obiektyw 420 mm (300mm + 1,4x), w przypadku systemu FF będzie to już musiał być obiektyw 840 mm, zaś w aparacie MF musiałbym sięgnąć po obiektyw o ogniskowej grubo powyżej jednego metra. Nie chcę podchodzić bliżej, nie chcę a zarazem nie mogę wykadrowywać ze zdjęć choćby dlatego, że wiele regulaminów konkursów czy redakcji jasno określa z ilu procent zdjęcia można zrezygnować podczas kadrowania, aby zdjęcie było dopuszczone do konkursu. Potrzebuję więc obiektywu, za pomocą którego w każdym z tych aparatów fotografowany obiekt zajmie taką samą część kadru.


Marcin Dobas – fotograf National Geographic, specjalizujący się w fotografii podróżniczej, krajobrazowej, przyrodniczej oraz podwodnej. Ukończył studia na wydziale geologii i pracuje jako ratownik górski i pilot wycieczek. Członek międzynarodowego teamu fotografów Olympus Visionaries, Ambasador Eizo. Marcin spędził z aparatem sporo czasu w takich miejscach jak Svalbard, Nowa Zelandia, Norwegia, Tajlandia, Nepal, Malezja, Szwecja, Finlandia, Grenlandia, Maroko, Egipt, czy Wielka Brytania koncentrując się na fotografowaniu dzikiej przyrody i krajobrazów tych miejsc. Jego fotografie są publikowane w różnych miejscach Świata w magazynach, książkach i kalendarzach.

W 2015 roku wraz z wydawnictwem National Geographic ukazała się książka jego autorstwa „Fotowyprawy czyli dziewięć opowieści o fotografii”.

 

Podziel się.

O Autorze

Aleksandra Polkowska

Fotograf, redaktor, socjolog. Zadeklarowany wzrokowiec. Uwielbia pisać i robić zdjęcia. Pisanie o fotografii to "kumulacja", która sprawia, że jest szczęśliwa. Fotografuje już od 10 lat, głównie śluby, portrety i reportaże. Redaktorskie doświadczenie zdobywała m.in. w Wirtualnej Polsce. Laureatka ogólnopolskich konkursów poetyckich i fotograficznych. W Cyfrowe.pl pełni rolę specjalisty ds. content marketingu. Odpowiada za całokształt bloga, redakcję i jej rozwój.

1 komentarz

Zostaw komentarz

izmir escort