KAMA Weddings: Nie wszystko w naszej torbie jest nasze – wywiad z parą fotografów ślubnych

0

Kasia i Marcin to duet nie tylko w pracy, ale i w życiu. Tworząc KAMA Weddings postawili sobie wysoko poprzeczkę – chcieli tworzyć materiały na najwyższym poziomie. Przez lata sfotografowali i sfilmowali dziesiątki ślubów. Przed nadchodzącym sezonem ślubnym postanowiłem zadać im kilka pytań. Z tej rozmowy dowiesz się m.in. jak wejść na rynek ślubny, co robić by uniknąć wypalenia, jak radzić sobie z problemami albo też co można zrobić by uniknąć kosztownych inwestycji w sprzęt fotograficzny. Na te i inne pytania odpowie Marcin.

Zacznijmy od początku, czyli od tego, kiedy tak naprawdę zaczęliście fotografować i filmować? Czy od samego początku skupialiście się na branży ślubnej?

Cóż… Myślę, że zaczynaliśmy fotografować i filmować w szkole średniej i choć nie chodziliśmy do tych samych szkół, to obie placówki dzieliły ze sobą jeden budynek. To właśnie tam się poznaliśmy. Na pewno to Kasia szybciej związała swoją karierę z fotografią, skończyła szkołę średnią właśnie w tym kierunku. Zaraz po niej zatrudniła się jako fotograf w studio. Ja z kolei z zawodu jestem technikiem elektronikiem. Co mnie tam pchnęło? Nie wiem! Jednak to właśnie przy dyplomie po raz pierwszy zetknąłem się i z filmowaniem i montażem. To jeszcze nie były czasy cyfrówek, a wszystko montowaliśmy na kasetach VHS. Wtedy nie myślałem, że będę filmować – pamiętam nawet, że nie chciałem nigdy tego robić. Poszedłem do szkoły policealnej na grafikę, dostałem pracę w zawodzie. To były nieco inne czasy i nie było tak dużego wyboru szkół artystycznych. Było ASP i to tak naprawdę na tyle. Zapisałem się na jedne z pierwszych kierunków graficznych. No ale wciąż nie było tego filmowania.  

To jak to się stało, że zaczęliście zajmować się fotografią i filmem ślubnym?

Żona jako fotograf zaczęła nieco szybciej niż ja. Dopiero kiedy praca grafika przestała mi sprawiać przyjemność, żona zabrała mnie na pierwszy ślub. Głównie robiłem za szofera (śmiech) i trochę gdzieś tam wspomagałem ją jako drugi fotograf. Zaczynaliśmy, jak pewnie większość, czyli od niewinnego pytania od znajomych: „Zrobisz nam kilka zdjęć na ślubie?”. Później fotografowie, których znaliśmy, zaczęli podsyłać nam klientów kiedy mieli już zajęte terminy. Mówię nam, ale tak naprawdę to głównie podsyłali ich do mojej żony. Ona pracowała już wtedy na etacie w studio fotograficznym i znała się na tym wszystkim. Gdzieś mnie wtedy już jednak bardziej ciągnęło do tego ruchomego obrazu i zrządzeniem losu wtedy też obejrzałem niesamowicie zrobiony klip ślubny – wtedy też powiedziałem sobie, że to jest to, co chciałbym robić. Zacząłem dążyć do tego poziomu, który mnie zafascynował. Jeździliśmy na warsztaty z filmowania, zaczęliśmy też proponować klientom, z którymi mieliśmy już podpisane umowy, że możemy dodatkowo zrobić im relację wideo. Tak też zebrałem materiał do portfolio. W kolejnym roku nie byliśmy już parą fotografów, a parą foto-video.

Zawsze pracujecie razem?

Staramy się i teraz praktycznie się nie zdarza żebyśmy pracowali osobno. Jest to dla nas duży komfort. Rozumiemy się dobrze i mamy doświadczenie w pracy ze sobą. Nie przeszkadzamy sobie nawzajem. Bardzo sporadycznie zdarzy się, że któreś z nas jedzie osobno – ale uznaliśmy, że nie jest to do końca to i wolimy pracować w dwójkę.

Ciężko się pracuje z mężem/żoną?

Czułem, że takie pytanie może się pojawić! Odpowiedź nie jest prosta. Jesteśmy ze sobą praktycznie 24/7 – w pracy, w domu. Ciężko jest w takim wypadku rozdzielić życie zawodowe od prywatnego. Czasami są stresujące sytuacje, nawet na ślubach – staramy się je rozwiązywać. Kiedy trzeba to też podpowiadamy sobie, co można zrobić lepiej albo gdzie popełniliśmy błąd. Taki rodzaj pozytywnej krytyki. Choć czasem bywa naprawdę ciężko. Gdyby nie to, że znamy się tyle lat to pewnie to wszystko by się nie udało.

Przez lata na pewno zdarzyły się lepsze i gorsze momenty. Co było największym wyzwaniem?

Chyba najgorzej wspominam awarię samochodu. Wracaliśmy w nocy po ślubie, a tu nagle… No zapomniałem o wymianie oleju. Najgorsze w tym wszystkim, że następnego dnia mieliśmy kolejne zlecenie ślubne. Rzadko się o tym mówi, ale fotografia ślubna ma kilka właśnie takich niuansów – w pół roku często robimy 50 tysięcy kilometrów i ten olej powinien być zmieniany kilka razy. No nie jest to raz na pół roku jak przy normalnej jeździe. Kolejne pół roku auto stoi i trochę się o nim zapomina… Brakuje nieco rytmu.

…a co wspominacie najlepiej?

Jest wiele takich momentów w tej pracy. Za to ją uwielbiamy! Jeśli miałbym wybrać taki jeden moment, to chyba byłaby to realizacja pleneru nad morzem w 2017 roku. Przez kilka lat nie byliśmy na takim prawdziwym urlopie. Tak, tamten plener nad morzem i ten szum fal! Działał na nas tak uspokajająco jak nigdy dotąd. Nie ważne, że byliśmy w pracy, czuliśmy się błogo!

Ostatnio czytałem badania, z których wynika, że tak naprawdę nie każdy powinien się zajmować fotografią ślubną i często w takich przypadkach osoby, które nie do końca czują ten klimat, porzucają to zajęcie w mniej niż 10 lat. Czy zdarzyły się Wam takie kryzysy, przy których chcieliście to wszystko rzucić? Skąd czerpiecie inspirację i motywację do działania?

Na pewno nie jest to praca dla wszystkich. Choć znam kilku naprawdę wyjątkowych fotografów, którzy na rynku są już długie lata. Wydaje mi się, że kluczem na przezwyciężanie kryzysu (lub może na niedopuszczenie do niego) jest to, aby też realizować siebie, a nie tylko odtwarzać w kółko jeden schemat. Wałkując wciąż to samo można się szybko wypalić. Weźmy na przykład moją żonę. Zawsze ciągnęło ją do fotografii artystycznej i jej elementy stara się wprowadzać w naszej pracy. Nigdy nie zdarzyło się żebyśmy wyszli na plener tylko z aparatem, zawsze mamy ze sobą masę sprzętu studyjnego: lampy błyskowe, softboxy, blendy, i tak dalej… Sprzęt stricte studyjny, dzięki któremu staramy się stworzyć te fotografię –  a nie tylko pstryknąć zdjęcie. Mam nadzieję, że rozumiesz o czym mówię. Wydaje mi się też, że nasi klienci to doceniają i trafiają do nas właśnie dlatego.

Czy jest taki moment podczas ślubu, który lubicie najbardziej?

O tak! Zdecydowanie przysięga i emocje z nią związane. To taki emocjonalny rollercoaster! Czasem śmiech, czasem płacz, czasem śmiech i łzy na raz! No bywa różnie i nigdy nie wiadomo, co się wydarzy!

Wspomniałeś o awarii samochodu i zastanawiam się przez to, jak radzicie sobie z awarią aparatu podczas ślubu. To znaczy – jak wygląda Wasza torba w dniu zlecenia? Macie jakiś swój „niezbędnik”, który musi się w niej znaleźć?

Nie wyobrażam sobie iść na ślub bez zapasowego sprzętu. Nie powiem przecież klientom: „przepraszam, zepsuł mi się aparat i nie dostaniecie materiału z prawdopodobnie najważniejszego dnia w waszym życiu”. Jeśli jeden aparat się zepsuje to po prostu biorę drugi. Nie mamy może takiego stałego zestawu, bo staramy się zawsze dopasować sprzętem do konkretnego ślubu, ale przeważnie w torbach są łącznie trzy/cztery aparaty, z sześć obiektywów, kilka lamp, wyzwalaczy. Jako, że realizujemy też wideo to mamy zawsze ze sobą monopod, stabilizator czy rekordery dźwięku. O zapasie baterii, akumulatorów, kart pamięci, ładowarek, kabelków, przejściówek, itd. chyba nie muszę wspominać?

Profesjonalne aparaty i obiektywy potrafią kosztować fortunę. Ale z tego co wiem znaleźliście pewien sposób na obejście tego problemu?

Tak, to prawda. Nie wszystko w naszych torbach jest nasze – część sprzętu po prostu wypożyczamy w Cyfrowe.rent. Brak sprzętu nas nie ogranicza. Można nawet powiedzieć, że głownie opieramy się o sprzęt wypożyczony. Nasze prywatne aparaty leżą w torbach jako zapas, a materiał robimy na tych wypożyczonych. Jesteśmy Canonowcami, więc najczęściej wypożyczamy  Canona EOSa R, którego używa żona do fotografii, mnie on też coraz bardziej kusi.

Czy to się opłaca?

Pracujemy tak od dłuższego czasu i w skali roku jest to naprawdę opłacalne. Wydajemy na wypożyczenia mniej więcej tyle, ile wydalibyśmy na amatorską pełną klatkę – no a wypożyczamy dwa aparaty, raczej nie z najniższej półki, czasem obiektywy, światła… Dodatkowo nie musimy się martwić o ewentualny serwis czy naprawę, bo to nas po prostu nie dotyczy.

Wypożyczalnia daje wam możliwość wyboru różnych aparatów i obiektywów, czy na każdy reportaż wybieracie inny zestaw, czy jednak macie swoje ulubione zestawy? Czy może macie osobny zestaw na plenery, a osobny na reportaż?

Podczas reportażu raczej używamy tych samych aparatów i obiektywów. Chodzi przede wszystkim o znajomość tego sprzętu i o to, żeby się z nim dobrze czuć. Podczas przysięgi nie ma czasu na wertowanie instrukcji (śmiech). Czasami jednak na plenerach odchodzimy od tej reguły. Tam jest więcej czasu na testy i taką zabawę sprzętem. Po prostu jest na to czas.

Mając wiedzę z tych wszystkich lat pracy co doradzilibyście sobie z przeszłości – stojącym na początku tej „ślubnej drogi”? Jakieś wskazówki dla początkujących chcących osiągnąć sukces w branży?

Najważniejsze to obrać cel i konsekwentnie do niego dążyć. Nie można też się bać pytań, wręcz przeciwnie – trzeba dużo pytać! Dociekać, oglądać. Pamiętam, że kiedy my zaczynaliśmy nie było tylu szkoleń, warsztatów, grup i forów gdzie ludzie chętnie dzielą się wiedzą i doświadczeniem. Często analizowaliśmy całe materiały innych fotografów i operatorów starając się wyłapać ich techniki, tricki – a czasami też błędy, których nie chcieliśmy powielać.

Może ten wywiad zobaczy jakaś para szukająca dopiero fotografa – na co powinni oni zwrócić uwagę przy wyborze osoby, która uwieczni ich ślub?

Jeśli młodzi szukają kogoś to na pewno powinni pomyśleć o kimś z doświadczeniem i legalnie działającą firmą – najlepiej będącą na rynku już kilka lat. Wiem, że ślub to nie jest produkcja filmu o milionowym budżecie, ale wiem też, że dla państwa młodych niezwykle ważny dzień, którego nie da się powtórzyć. Dlatego tak ważne jest, żeby wybrać specjalistę, a nie kogoś z przypadku. Jak mówiłem – dobrze, żeby była to firma i za chwilę powiem dlaczego.

Sporo się czyta, że fotograf/filmowiec nie pojawił się na ślubie, albo zniknął po nim i nigdy więcej się nie odezwał. Myślę, że wszyscy woleliby tego uniknąć. Dlatego właśnie warto sprawdzić NIP takiej firmy, zabezpieczyć się umową, sprawdzić rekomendacje, spotkać się też osobiście. Podpisując umowę z firmą jesteśmy konsumentami, co w razie jakichkolwiek kłopotów otwiera kilka furtek w sądzie. Ostateczność – ale warto o tym pomyśleć zawczasu. Warto też dopłacić te kilka złotych do kogoś, do kogo będziemy mieli pewne zaufanie.

Co więc możecie poradzić osobom, które chcą zacząć fotografować śluby, lub wręcz pytają o „najlepszy aparat do ślubów”?

Od kiedy zaczęliśmy, to nigdy nie zrobiliśmy ślubu za darmo – to nie jest dobra droga. Czy zrobiliśmy coś za półdarmo? Pewnie tak, nie znaliśmy kompletnie rynku i jego realiów. Z perspektywy czasu i naszych doświadczeń myślę, że najlepszą opcją jest zaczęcie jako drugi fotograf, u kogoś bardziej doświadczonego. Bycie kimś w rodzaju wsparcia, uzupełnieniem materiału, nowym spojrzeniem. Dzięki temu można poznać rynek i zdobyć cenne doświadczenie. Nie ma też takiej presji – bo ona spoczywa na głównym fotografie. Będąc jedynym fotografem na ślubie i nie mając kompletnie żadnego doświadczenia istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że to może być pierwszy i ostatni ślub w karierze. Klienta nie będzie obchodziło czy to Twój błąd, czy czyjś – to Ty jesteś odpowiedzialny w takiej sytuacji. Lepiej więc dmuchać na zimne i cierpliwie zdobywać doświadczenie.

Jednak nawet jako takie wsparcie nie robiłbym nigdy za darmo i nie podoba mi się podejście niektórych fotografów, którzy biorą sobie „drugiego” i nie płacą mu ani grosza. To po prostu wykorzystywanie. Fotografia i filmowanie podczas ślubu to ciężka praca, również fizycznie i myślę, że wymaga zapłaty. Może nie grubych tysięcy, ale jednak zapłaty.

Jakie macie plany na ten sezon i na przyszłość?

Nie zamierzamy jednak odpuścić ani jednego zlecenia i na każdym wprowadzić coś nowego. Może jakieś nowe sesje z wykorzystaniem innych technik, wprowadzenie innego montażu filmu, nowy obiektyw albo aparat? Jeszcze nie wiemy – ale na pewno będziemy szukać! Na pewno czekamy na premierę nowego Canona R5, na papierze wygląda niesamowicie. Oby tylko można go było wypożyczyć w Cyfrowe.rent!

Wypożycz dowolny sprzęt z oferty Cyfrowe.rent taniej o 30%! Przy składaniu rezerwacji podaj kod rabatowy BLOG30RENT*.

*1. Promocja trwa do 31.05.2020. Możliwość realizacji kodu jest zależna od aktualnej dostępności sprzętu. Decyduje kolejność złożonych rezerwacji. 2. Kod można wykorzystać na zamówienia o wartości powyżej 100 zł. 3. Promocja tylko dla zalogowanych użytkowników, wymagana rejestracja konta na stronie www.cyfrowe.rent.

Podziel się.

O Autorze

Jacek Koślicki

Skupiam się głównie na reportażu i dokumencie. Doświadczenie zdobywałem pracując dla prasy, klubów, firm czy też klientów indywidualnych. Staram się dzielić swoją pasją poprzez pisanie o niej.

Zostaw komentarz

izmir escort